Były kandydat na prezydenta Rumunii Călin Georgescu, któremu uniemożliwiono udziału w II turze wyborów, został 16 września oskarżony o szereg przestępstw. Zarzuca mu się współudział w podważaniu porządku konstytucyjnego, rozpowszechnianie fałszywych informacji i założenie organizacji antysemickiej.
Prokurator generalny Alex Florența przedstawił zarzuty Georgescu oraz 21 innym osobom, które, jak twierdzą śledczy, miały korzystać z rosyjskich działań w ramach wojny hybrydowej. Według prokuratury, Georgescu spotkał się potajemnie z Horațiu Potrą, obywatelem Rumunii i Francji, który ma być liderem organizacji paramilitarnej. Do rozmów miało dojść w ośrodku jeździeckim w miejscowości Ciolpani w powiecie Ilfov. Obaj mieli ustalać plan protestów po unieważnieniu wyborów. 8 grudnia 2024 r. grupa dowodzona przez Potrę miała próbować dostać się do Bukaresztu siedmioma samochodami, wyposażona w broń, noże, siekiery, pałki teleskopowe, gazy pieprzowe oraz 65 materiałów pirotechnicznych kategorii F4. Policja zorganizowała blokady i zatrzymała uczestników konwoju.
Śledczy podali, że w mieszkaniu Potry znaleziono ukryty sejf, w którym znajdowało się około 1,5 mln dolarów, 25 kg złota, ponad 3,3 mln dolarów w różnych walutach, a także granaty, pistolety i dziesiątki magazynków amunicji. Potra miał również powiązania z Rosją – odnaleziono korespondencję w języku rosyjskim, dowody jego podróży do Moskwy oraz kontakty z ambasadorem Rosji w Bukareszcie. Według prokuratury przygotowywał on także CV w języku rosyjskim, które miało zostać przekazane tamtejszym władzom, a informacje wywiadowcze uzyskane podczas nalotów potwierdziły bezpośrednie kontakty dyplomatyczne. Śledczy twierdzą, że kilku członków rodziny Potry, w tym jego syn Dorian, uciekło z kraju, a sam Potra może ubiegać się o azyl polityczny w Rosji.
Prokuratura zarzuca Georgescu nie tylko współudział w próbie działań wymierzonych w porządek konstytucyjny, ale także rozpowszechnianie „fałszywych informacji”. W programie telewizyjnym z 7 grudnia 2024 r. miał on wzywać do kontynuowania głosowania pomimo decyzji sądu o unieważnieniu wyborów.
Śledztwo prowadzone wobec Georgescu przeszło zmianę klasyfikacji – z podżegania do zamachu stanu na współudział. Początkowo prokuratorzy uznali, że założył organizację o charakterze faszystowskim, rasistowskim lub ksenofobicznym, jednak później określono go jako wspólnika działań grupy Potra. W świetle prawa wspólnikiem jest osoba, która „ułatwia lub pomaga w popełnieniu przestępstwa”. Georgescu jest również sądzony za propagowanie idei faszystowskich i gloryfikację marszałka Iona Antonescu w ciągu ostatnich pięciu lat.
Proces Georgescu może rozpocząć się w 2026 r. Oskarżonemu grozi kara do 20 lat więzienia.
Przypominamy, Prawicowy polityk Calin Georgescu startował w wyborach jako kandydat niezależny, wygrał I turę, choć sondaże nie dawały mu szans na wejście do II tury – tuż przed wyborami w niektórych miał ok. 5 proc. poparcia. Polityk zdobył 22,94 proc. głosów i wszedł do II tury. Rumuński Sąd Konstytucyjny zadecydował jednak o unieważnieniu pierwszej tury wyborów prezydenckich, podając jako powód podejrzenie ingerencji Rosji.
Trybunał ocenił, że „znaczna ekspozycja” jednego kandydata w mediach społecznościowych stworzyła „rażącą nierówność” wobec innych. Decyzja została skrytykowana przez Komisję Wenecką, a Komisja Europejska, wykorzystując m.in. Akt o usługach cyfrowych (DSA), podjęła działania mające zabezpieczyć proces wyborczy w UE. Georgescu wniósł skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, domagając się wznowienia głosowania, ale ETPC odrzucił wniosek, uznając, że nie doznał on „nieodwracalnej szkody”.
Jednak według snoop.ro, rumuńska agencja podatkowa ustaliła, że to liberałowie opłacili kampanię w mediach społecznościowych. Działali poprzez tzw. influenserów i promowanie odpowiedniego hasztagu. Jednak w rezultacie, beneficjentem ich działań okazał się być Georgescu. Jak czytamy, Partia Narodowo-Liberalna opłaciła firmę zewnętrzną, Kensington Communication. To ona miała przeprowadzić kampanię w soc-mediach.
W marcu Trybunał Konstytucyjny oddalił apelację Calin Georgescu w sprawie decyzji Centralnego Biura Wyborczego, który wcześniej odrzucił jego kandydaturę w powtórzonych wyborach. Decyzja o anulowaniu jego kandydatury wywołała gwałtowne protesty na ulicach Bukaresztu.
Zwycięzcą wyborów w Rumunii został Nicusor Dan, były burmistrz Bukaresztu i lider liberalnej partii Związek Zbawienia Rumunii, który uzyskał 54,9 procent poparcia. Były komisarz UE Thierry Breton przyznał, że presja ze strony Unii mogła mieć wpływ na decyzję o odwołaniu wyborów po zwycięstwie Georgescu w I turze.
Kresy.pl/pch24.pl/hotnews.ro































