W nocy z piątku na sobotę brytyjskie myśliwce RAF zostały poderwane z Rumunii w reakcji na rosyjskie drony operujące w pobliżu granicy NATO. Maszyny prowadziły działania rozpoznawcze i odstraszające, pozostając w przestrzeni sojuszniczej. Po ataku zgłoszono eksplozje w rejonie Reni oraz upadek obiektu na terytorium Rumunii.
W nocy z piątku na sobotę w rejonie granicy rumuńsko-ukraińskiej brytyjskie myśliwce RAF Eurofighter Typhoon zostały poderwane z bazy w Rumunii w odpowiedzi na zagrożenie ze strony rosyjskich dronów operujących w pobliżu przestrzeni powietrznej NATO. Maszyny prowadziły działania w ramach misji patrolowej Sojuszu, mającej na celu wzmocnienie bezpieczeństwa wschodniej flanki.
Według informacji przekazanych przez źródła wojskowe, dwa samoloty RAF zostały wysłane do przechwycenia potencjalnych celów, jednak nie otworzyły ognia. Brytyjskie dowództwo podkreśliło, że maszyny nie wleciały w przestrzeń powietrzną na Ukrainie, co wyklucza wcześniejsze doniesienia medialne o zestrzeleniu rosyjskich dronów przez RAF nad terytorium tego państwa.
W sobotę o godz. 2 czasu lokalnego rumuńskie służby uruchomiły procedury alarmowe, po czym myśliwce nawiązały kontakt radarowy z obiektami zbliżającymi się do granicy. Piloci otrzymali zgodę na interwencję w przypadku naruszenia rumuńskiej przestrzeni powietrznej, jednak taka sytuacja nie wystąpiła.
„Radarowe systemy naziemne śledziły wiele celów powietrznych zbliżających się do obszaru w pobliżu Reni [Ukraina], gdzie następnie zgłoszono eksplozje” — powiedział rzecznik rumuńskiego ministerstwa obrony. „Po tym momencie kontakt z dronami został utracony. Pół godziny później mieszkańcy Gałaczy [w Rumunii] zgłosili za pośrednictwem jedynego numeru alarmowego 112 upadek obiektu na obrzeżach miasta. Samoloty sojusznicze zachowywały postawę obronną, przyczyniając się do lepszej świadomości sytuacyjnej i ochrony przestrzeni powietrznej NATO” — dodał rzecznik.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez rumuńskie władze, brytyjskie myśliwce operowały wyłącznie w przestrzeni powietrznej Rumunii, działając w ramach obowiązujących zasad użycia sił. Ich zadaniem był nadzór, odstraszanie oraz gotowość do reakcji w razie bezpośredniego zagrożenia.
Odnaleziono fragmenty dronów
Rumunia przekazała w sobotę, że odzyskała fragmenty dwóch dronów po nocnym ataku, podczas gdy ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że wezwało ambasadora Rosji na znak protestu.
Części dronów znaleziono w południowo-wschodnim mieście Gałacz, gdzie uszkodzeniu uległ słup energetyczny i budynek mieszkalny, a także w sąsiednim okręgu Tulcza – poinformowało ministerstwo obrony Rumunii, dodając, że nie było ofiar śmiertelnych.
Rumunia, członek NATO i Unii Europejskiej, ma z Ukrainą granicę lądową o długości 650 km (400 mil). Rosyjskie drony wielokrotnie naruszały jej przestrzeń powietrzną, gdy Moskwa atakowała ukraińskie porty po drugiej stronie Dunaju.
Chociaż odłamki dronów regularnie spadają na Rumunię, w sobotę po raz pierwszy doszło tam do uszkodzenia budynku.
O ostatnim tego typu incydencie informowaliśmy 17 kwietnia, kiedy podczas rosyjskiego ataku, jeden z obiektów naruszył przestrzeń powietrzną Rumunii. Kontakt radarowy z nim został utracony około 16 kilometrów na południowy wschód od miejscowości Kilia Veche, nad obszarem niezamieszkanym.
Kresy.pl/The Guardian/Reuters






























