Kierowniczka niemieckiego oddziału Instytutu Pileckiego została odwołana ze stanowiska. W poufnej korespondencji informowała minister kultury o nieprawidłowościach w instytucie. I choć resort uznał ją za sygnalistkę, jej zgłoszenie wyciekło, a szef Instytutu Pileckiego postanowił się zemścić – poinformowała Wirtualna Polska. Wcześniej klrytykowała planu instytutu o oddaniu dóbr kultury Niemcom.
W czwartek dyrektor Instytutu Pileckiego Krzysztof Ruchniewicz odwołał Hannę Radziejowską ze stanowiska kierowniczki filii w Berlinie. Ruchniewicz uzasadnił decyzję „powodami obiektywnymi”, wskazując, że „ostatnie działania Radziejowskiej poważnie podważyły zaufanie u pracodawcy”. Jak dodał, „przedstawiane przez nią w mediach społecznościowych oraz mediach tradycyjnych nadinterpretacje i insynuacje, co do realizowanych przez Instytut projektów, stanowią przekroczenie norm i relacji pracownik-pracodawca”. Chodziło o skrytykowanie seminarium dotyczącego zwrotu dóbr kultury przez Polskę.
Według ustaleń medialnych Radziejowska wciąż formalnie pozostaje pracownicą Instytutu, a dyrektor rozważa jej zwolnienie w trybie dyscyplinarnym; Instytut nie odpowiedział na pytanie, czy wszczęto taką procedurę.
W tle decyzji znajduje się korespondencja Radziejowskiej z Ministerstwem Kultury i polską dyplomacją w Berlinie. W lipcu 2025 r. Radziejowska przesłała list do minister kultury Marty Cienkowskiej oraz do kierującego polską ambasadą w Niemczech Jana Tombińskiego. Wskazała, że przekazuje informacje w trybie ustawy o ochronie sygnalistów i prosiła o zachowanie poufności. W kwietniu 2025 r. Ministerstwo Kultury uznało ją za sygnalistkę.
Dyrektor Instytutu Pileckiego prof. Krzysztof Ruchniewicz planował zorganizowanie seminarium poświęconego kwestii zwrotu przez Polskę dzieł sztuki i innych dóbr kultury m.in. Niemcom. Pomysł ten spotkał się z natychmiastową reakcją szefowej berlińskiego oddziału Instytutu – Hanny Radziejowskiej. Jak zaznaczyła, „propozycja dyrektora Ruchniewicza, będącego jednocześnie pełnomocnikiem ds. relacji polsko-niemieckich, jest sprzeczna z polityką państwa polskiego i budzi poważne obawy co do konsekwencji zarówno dla MKiDN, jak i Instytutu Pileckiego”.
Dyrektor odpierał zarzuty, twierdząc, że nie chodziło o dyskusję o zwrocie dóbr kultury przez Polskę, lecz szerzej o kwestie dóbr kultury i trudnych relacji międzynarodowych.
W następstwie publikacji doszło do wycieku poufnej korespondencji. Jak ustalono, kopia listu Radziejowskiej zaczęła krążyć wśród polityków i urzędników. Według relacji medialnych dyrektor Instytutu miał dostęp nie tylko do informacji upublicznionych przez prasę, ale do pełnej treści listu. Rzeczniczka Instytutu, Luiza Jurgiel-Żyła, w mediach społecznościowych określiła list Radziejowskiej mianem „donosu”. W oświadczeniu Instytutu przekazano: „Informacje i korespondencja przesyłane do osób trzecich przez Hannę Radziejowską bez wiedzy pracodawcy i omówienia ich wcześniej wewnętrznie, nie były przekazywane w trybie ustawy o ochronie sygnalistów. W Instytucie Pileckiego wdrożono zarówno procedury zgłaszania naruszeń prawa i ochrony sygnalistów, jak i komisje etyki i antymobbingową – z żadnej z tych opcji nie skorzystano”.
Hanna Radziejowska w rozmowie z Wirtualną Polską powiedziała, że maila z informacją o dymisji dostała pół godziny przed czwartkową konferencją prasową, podczas której Ruchniewicz ogłosił swoją decyzję.
„Nie rozumiem przyczyn odwołania, ale rozumiem, że instytut jest w trakcie procesu zwolnienia mnie z pracy. Jestem zatrudniona na niemieckim prawie i będę dochodzić swoich praw przed niemieckim sądem. Nie powiem, że jest mi przykro. Jestem państwowcem i dbam o to, by nasze dobro wspólne dobrze funkcjonowało. Tak było i w tym przypadku, gdy informowałam odpowiednie władze o problematycznych sytuacjach w Instytucie Pileckiego” – powiedziała w rozmowie z WP.
W tle sporu pojawiają się również różnice koncepcji działania Instytutu Pileckiego. Misję Instytutu opisano następująco: „Misją Instytutu Pileckiego jest prowadzenie najwyższej jakości badań, obiektywnych, a więc wolnych od wpływów wszelkich ideologii, jak również upamiętnianie i dokumentowanie historii XX wieku, zwłaszcza doświadczeń polskich obywateli. Popularyzacja wyników pracy Instytutu ma wspierać funkcjonowanie społeczeństw obywatelskich, przede wszystkim dzięki upowszechnianiu wiedzy o losach osób dotkniętych rządami totalitarnymi i uwikłanych w życie pod ich brzemieniem”. Jednostka powstała w 2017 r., a w 2024 r. funkcję dyrektora objął Krzysztof Ruchniewicz. W relacjach z oddziałem w Berlinie pojawiały się spory dotyczące sposobu prezentacji historii w przestrzeni niemieckiej.
Kontekst prawny sprawy wyznacza ustawa o ochronie sygnalistów obowiązująca od września 2024 r. Przepisy przewidują, że dane osobowe sygnalisty co do zasady nie mogą być ujawniane osobom nieupoważnionym bez wyraźnej zgody sygnalisty, a podejmowanie działań odwetowych jest zakazane. Ustawa przewiduje sankcje karne m.in. za działania odwetowe wobec sygnalistów oraz za ujawnienie ich tożsamości.
Kresy.pl/Wirtualna Polska































