W czołgu 102 naprawdę jeździł pies Szarik. Bitwa pod Studziankami

9 sierpnia 1944 roku rozpoczęło się jedno z najbardziej zaciętych starć na przyczółku warecko-magnuszewskim: bitwa pod Studziankami. Toczyła się ona wokół małej wioski, przy której zgromadzono olbrzymią ilość sprzętu i dziesiątki tysięcy żołnierzy.

Niemcy mieli tam ponad 38 tys. żołnierzy, 230 czołgów i 130 dział pancernych, w tym elitarną dywizję „Hermann Göring”. Próbowali oni przełamać obronę Armii Czerwonej i zlikwidować ważny przyczółek na Wiśle pod Magnuszewem. Po stronie radzieckiej do walki rzucono oddziały 8. Gwardyjskiej Armii Ogólnowojskowej, a w jej ramach 1. Brygadę Pancerną im. Bohaterów Westerplatte – 86 czołgów i 2200 żołnierzy.

Bitwa rozegrała się na sześciokilometrowym odcinku, gdzie na każdy kilometr przypadało 5 tys. ludzi, 400 karabinów maszynowych, 100 dział i 52 czołgi. Studzianki czternaście razy przechodziły z rąk do rąk.

Czołg 102

W boju zasłynął czołg zwiadowczy T-34 o numerze „102”. 10 sierpnia, zamiast brać udział w nieudanym ataku na wieś, otrzymał on rozkaz przebicia się przez niemieckie linie do okrążonych gwardzistów i dostarczenia im amunicji.

Bitwa pod Studziankami była oczywiście bezpośrednią inspiracją dla kultowego serialu „Czterej pancerni i pies”. Serial opowiada o losach załogi czołgu 102 „Rudy” z 1. Polskiej Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, będącej uczestnikiem tych walk.

W rzeczywistej historii „sto dwójki” zbieżności z późniejszym kultowym serialem były właściwie tylko dwie: jako wóz zwiadowczy często działała samotnie, wyprzedzając resztę brygady, a przez pewien czas w jej załodze faktycznie towarzyszył owczarek niemiecki imieniem Szarik.

Czytaj też: Niezwykły żołnierz Armii Andersa

Najważniejsze jednak, że dowódcą prawdziwego czołgu był porucznik Wacław Feryniec – oficer, który już w bitwie pod Lenino udowodnił swój talent, odwagę i zdolności manewrowe godne pancernego asa, a nade wszystko wyjątkowe frontowe szczęście.

W trakcie zadania pod Studziankami „102” wpadł na pozycje tzw. hiwisów (od niem. Hilfswillige, czyli „chętni do pomocy”) – radzieckich kolaborantów, którzy zgodzili się służyć Niemcom – i Feryniec został ciężko ranny w nogi. Mimo to kazał kontynuować rajd. Trzy czołgi dotarły do żołnierzy w kotle, przynosząc im zaopatrzenie i nadzieję. Był to jeden z najbardziej brawurowych epizodów bitwy.

Czołg 217

Walki trwały do 16 sierpnia. 14 sierpnia decydujący szturm poprowadziły m.in. czołgi 2. Pułku, w tym słynna „217” ppor. Mateusza Lacha, która jako pierwsza wdarła się do centrum wsi i zdobyła niemiecką redutę w folwarku. Niemcy stracili ponad 40 czołgów, Polacy – 18.

– Te walki były toczone w bardzo ciężkich warunkach – wspominał na antenie Polskiego Radia uczestnik walk, Eugeniusz Fronkiewicz –  był to teren zalesiony, skromne ilości piechoty, upały, brak wody pitnej, suchy prowiant i ciągłe zagrożenie. Niemcy kontratakowali bez przerwy.

– Wszystko było zrównane z ziemią, wszędzie pełno dymu, wioska się paliła – mówiła z kolei łączniczka Lidia Gaj – byliśmy tak okopceni, że jeden drugiego nie poznawał.

Zwycięstwo pod Studziankami pozwoliło utrzymać ważny przyczółek, z którego w styczniu 1945 roku ruszyło natarcie na Berlin. Dla wielu żołnierzy brygady był to chrzest bojowy. Polacy, często pochodzący z Kresów (jak Feryniec czy Lach), walczyli w mieszanych załogach, na ogół z Rosjanami i Ukraińcami, myśląc o rodzinach, które wciąż pozostawały pod okupacją albo w łagrach.

Kresy.pl / Polska Zbrojna / Polskie Radio

Czytaj też: Miś Wojtek a polska polityka historyczna

 

Tagi: , , , ,
forma płatności