Maksymilian Maria Kolbe, franciszkanin, misjonarz i założyciel Niepokalanowa, zapisał się na kartach historii jako jeden z największych świadków miłości bliźniego w XX wieku.

Jego życie, pełne apostolskiego zapału, zakończyło się w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Trzy miesiące po przyjeździe do obozu już nie żył.

Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli. W 1910 roku wstąpił do zakonu franciszkanów, przyjmując imię Maksymilian. Studiował w Rzymie, gdzie założył stowarzyszenie Rycerstwo Niepokalanej. Po powrocie do Polski założył klasztor i wydawnictwo Niepokalanów, które stało się największym klasztorem katolickim na świecie. Prowadził też działalność misyjną w Japonii, gdzie założył klasztor w Nagasaki. Po powrocie do Polski kierował intensywną działalnością wydawniczą i ewangelizacyjną.

Po wybuchu II wojny światowej został aresztowany – on i inni franciszkanie – przez Niemców we wrześniu 1939 roku. W grudniu wrócił do Niepokalanowa, gdzie zorganizował pomoc dla lokalnej ludności. 17 lutego 1941 roku został ponownie aresztowany i osadzony na warszawskim Pawiaku. 28 maja 1941 roku trafił do Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 16670.

W Auschwitz został skierowany do ciężkiej pracy fizycznej, m.in. w komandzie Babice, gdzie więźniowie pracowali przy wyrębie drzew i noszeniu gałęzi. Według relacji obozowych zetknął się tam z Tadeuszem „Teddym” Pietrzykowskim, więźniem i przedwojennym bokserem, który miał stanąć w jego obronie, gdy Kolbe był brutalnie traktowany przez jednego z nadzorców. Sam Kolbe, mimo doznawanych cierpień, miał sprzeciwiać się odpłacaniu przemocą za przemoc.

Warunki obozowe szybko pogorszyły stan zdrowia Kolbego. Trafił do szpitala, gdzie więźniowie otoczyli go opieką. Gdy wydobrzał, przeniesiono go do lżejszych prac – najpierw w pończoszarni, później w kartoflarni przy kuchni.

Przełomowy moment nastąpił pod koniec lipca 1941 roku, gdy z obozu zbiegł więzień. W odwecie zastępca komendanta Karl Fritzsch wybrał dziesięciu mężczyzn na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek, który, opisując w 1946 roku tę „wybiórkę” wspominał: „Nieszczęśliwy los padł na mnie. Ze słowami «Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocam» udałem się na koniec bloku. Miałem iść do celi śmierci. Te słowa słyszał ojciec Maksymilian. Wyszedł z szeregu, zbliżył się do Fritzscha i usiłował ucałować go w rękę. Wyraził chęć pójścia za mnie na śmierć”. Fritzsch wyraził zgodę.

Czytaj też: Święty Maksymilian Maria Kolbe wrócił na wystawę główną Muzeum II Wojny Światowej

Ojciec Kolbe został zamknięty w celi śmierci w bloku 11. Wraz z innymi więźniami przez dwa tygodnie konał w straszliwych męczarniach bez jedzenia i wody. 14 sierpnia 1941 roku, jako ostatni żyjący, został dobity zastrzykiem fenolu przez niemieckiego kryminalistę Hansa Bocka.

Jego heroiczny czyn stał się symbolem chrześcijańskiej miłości. W 1971 roku został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a w 1982 kanonizowany przez Jana Pawła II jako pierwszy Polak, który dostąpił tej godności za męczeństwo w czasie II wojny światowej.

Ojciec Kolbe pozostał wzorem odwagi i wiary. W 2016 roku papież Franciszek modlił się w jego celi śmierci, oddając hołd człowiekowi, który oddał życie, by inny mógł żyć. Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę i zmarł w 1995 roku, pochowany został w Niepokalanowie – miejscu, które zbudował jego wybawiciel.

Kresy.pl / PAP

Czytaj: Prof. Grabowski chce, aby ONZ w Polsce objęło kontrolą miejsca pamięci o Holokauście

Tagi: , ,
forma płatności