Choć Adam Bodnar złożył wnioski o oględziny kart do głosowania w 1472 komisjach, Prokuratura Krajowa przyznaje, że prowadzone przez nią śledztwa nie wpłyną na wynik wyborów prezydenckich.

Mimo ogłoszenia wyników tegorocznych wyborów przez Państwową Komisję Wyborczą, wciąż trwają dwa równoległe procesy dotyczące liczenia głosów. Zajmują się nimi dwie instytucje: Sąd Najwyższy, który rozpatruje ok. 54 tys. protestów wyborczych, oraz prokuratura, prowadząca postępowania w sprawie nieprawidłowości w poszczególnych komisjach.

Jak wynika z informacji Prokuratury Krajowej cytowanych przez portal money.pl, poszczególne jednostki prokuratur w Polsce wszczęły już siedem takich śledztw, ale potencjalnie może ich być dużo więcej. Sam prokurator generalny Adam Bodnar złożył wnioski o oględziny kart do głosowania w 1472 komisjach (z ok. 32 tys., które powołano na wybory w całym kraju)

24 czerwca informowaliśmy, że Adam Bodnar wszczął pierwsze śledztwa  w związku z nieprawidłowościami wyborczymi. Prokuratury Okręgowe we Włocławku, Jeleniej Górze, Opolu, Bielsku-Białej, Krakowie i Katowicach podjęły działania dotyczące poszczególnych Obwodowych Komisji Wyborczych, w tym w Brześciu Kujawskim, Kamiennej Górze, Oleśnie, Strzelcach Opolskich, Bielsku-Białej, Krakowie i jednej z komisji w Katowicach.

Prokuratura podjęła działania, choć wprost ogłasza, że korekty wyniku nie będzie.

– „Prokuratura nie jest organem liczącym głosy i ustalającym wynik wyborów. Do nas należy prowadzenie postępowań, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Nie musi mieć to wpływu na ostateczny wynik wyborów w skali kraju” – wskazuje prok. Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.

– „Co może być efektem działań prokuratury? Co najwyżej pociągnięcie do odpowiedzialności karnej członków komisji, którzy dopuścili się wychodzących na jaw nieprawidłowości. Wbrew temu, na co liczą niektórzy zwolennicy ponownego przeliczenia głosów w skali ogólnopolskiej, działania prokuratury nie przełożą się na ewentualną korektę wyniku wyborów” – czytamy na portalu.

Drugi proces wyborczy trwa niezależnie w Sądzie Najwyższym, który rozpatruje ok. 50 tys. protestów wyborczych. Większość z nich to replikowane kopie udostępnione przez Romana Giertycha, wpierw są one grupowane i te będą rozpatrywane na końcu. Przed nimi Sąd Najwyższy rozpatruje indywidualne protesty.

Rzecznik prasowy Sądu Najwyższego prof. Aleksander Stępkowski ujawnił, że do Sądu Najwyższego po II turze wyborów prezydenckich trafia tysiące niemal identycznych protestów wyborczych, które przeciążają administrację. Prof. Stępkowski stwierdził, że to atak hybrydowy wymierzony w kluczowy organ demokratycznego państwa, stosujący dezinformację i destabilizującą taktykę, porównywalną do działań Łukaszenki na polskiej granicy.

Multiplikowane protesty często nie mają pełnych informacji, brakuje w nich podanego PESEL-u czy wskazania konkretnych komisji wyborczych, gdzie miało dojść do nieprawidłowości.

– „ludzie pościągali z Internetu i w sposób mniej lub bardziej świadomy wypełnili jakimiś danymi, nie zawsze swoimi. Czasami ludzie zmyślają PESEL-e na przykład. Czasami się nie podpisują w ogóle. Zdarzyły się sytuacje, gdzie ktoś przysłał protest wyborczy i napisał, przysyłam wam protest wyborczy Giertycha. Tego typu komicznie sytuacje”

SN ogłosił, że uchwałę w sprawie ważności wyborów podejmie na jawnym posiedzeniu 1 lipca.

„Te dwa równoległe procesy – w Sądzie Najwyższym i prokuraturze – generują konkretne ryzyka dotyczące tego, jaki może być finał całej sprawy. SN może poruszać się tylko w zakresie rozpatrywanych – i dopuszczonych – protestów wyborczych. Oznacza to, że próba, na jakiej będzie operować, będzie ograniczona, a na pewno nie ma mowy o ponownym przeliczeniu głosów we wszystkich z 32 tys. komisji, bo nie ma ku temu formalnych podstaw” – opisuje money.pl.

Dotychczas, w wyniku działań SN, zidentyfikowano kilkanaście komisji, w których stwierdzono nieprawidłowości. 26 czerwca pisaliśmy, że Sąd Najwyższy stwierdził nieprawidłowości w liczeniu głosów w OKW nr 113 w Warszawie. Okazało się, że przypisano głosy złożone na Karola Nawrockiego. Ostatecznie, po przeliczeniu, Nawrocki zyskał 160 głosów więcej, a Rafał Trzaskowski miał 163 głosy mniej niż podano w pierwotnym protokole.

Kresy.pl/money.pl

Tagi: , ,
forma płatności