Tysiące niemal identycznych protestów wyborczych trafiają do Sądu Najwyższego po II turze wyborów prezydenckich, przeciążając administrację. Prof. Stępkowski komentuje: to atak hybrydowy wymierzony w kluczowy organ demokratycznego państwa, stosujący dezinformację i destabilizującą taktykę, porównywalną do działań Łukaszenki na polskiej granicy.

Rzecznik prasowy Sądu Najwyższego prof. Aleksander Stępkowski w rozmowie z Radiem Wnet powiedział, że liczba protestów wyborczych związanych z domniemanymi nieprawidłowościami podczas liczenia głosów po II turze wyborów prezydenckich przekroczy 50 tys. Większość z nich stanowią protesty niemal identyczne w treści, jakby były przygotowane na podstawie tego samego wzoru. Prof. Stępkowski zaznaczył, że protesty te są powielane i inspirowane przez Romana Giertycha, co skutkuje znacznym obciążeniem administracji Sądu Najwyższego.

– „ludzie pościągali z Internetu i w sposób mniej lub bardziej świadomy wypełnili jakimiś danymi, nie zawsze swoimi. Czasami ludzie zmyślają PESEL-e na przykład. Czasami się nie podpisują w ogóle. Zdarzyły się sytuacje, gdzie ktoś przysłał protest wyborczy i napisał, przysyłam wam protest wyborczy Giertycha. Tego typu komicznie sytuacje”

Rzecznik SN stwierdził, że protesty nie zmienią wyniku wyborów, ale skutecznie dezorganizują pracę instytucji.

Pracownicy Sądu Najwyższego muszą przyjąć, otworzyć i zarejestrować każdy z protestów, nawet jeśli są one powielone i nie mają znaczenia prawnego.

– „W mediach społecznościowych widzimy posty, w których ludzie się chwalą, że chodzili po sąsiadach i namawiali ich do podpisywania protestów. Potem wrzucali po kilkadziesiąt takich protestów podpisanych na łapu-capu do koperty, a pracownicy muszą to rozpakować, zarejestrować, niezależnie od tego, czy ktoś, kto jest podpisany pod tym protestem, go przeczytał. Sytuację mamy dość niecodzienną. Przypuszczam, że 90 proc. protestów, to będą protesty, które są »powielaczowymi«. Kilka osób wrzuciło jakieś wzory protestów, które są teraz wykorzystywane. Najbardziej popularnym protestem jest wzór upubliczniony przez posła Giertycha” – powiedział na antenie Radia Wnet rzecznik SN.

Prof. Stępkowski porównał obecną sytuację do działań destabilizacyjnych i określił ją jako strategię destrukcyjną wymierzoną w państwowe organy – to atak hybrydowy wymierzony w kluczowy organ demokratycznego państwa, stosujący dezinformację i destabilizującą taktykę, porównywalną do działań Łukaszenki na polskiej granicy.

Po rozpoznaniu wszystkich protestów, Sąd Najwyższy – na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez Państwową Komisję Wyborczą – w składzie całej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych rozstrzyga o ważności wyboru prezydenta RP. Uchwała w tej sprawie powinna zapaść w ciągu 30 dni od podania wyników wyborów do publicznej wiadomości, jednak jak zaznaczył rzecznik SN, termin ten ma charakter wyłącznie instrukcyjny. W przypadku tak dużej liczby protestów Sąd Najwyższy może nie zdążyć w terminie, co – zgodnie ze stanowiskiem rzecznika – „nie będzie mieć skutków prawnych”.

Nieprawidłowości lub oględziny kart wyborczych dotyczyły 13 komisji: nr 95 w Krakowie, nr 13 w Mińsku Mazowieckim, nr 3 w Oleśnie, nr 9 w Strzelcach Opolskich, nr 25 w Grudziądzu, nr 17 w Gdańsku, nr 30 i nr 61 w Bielsku-Białej, nr 10 w Tarnowie, nr 53 w Katowicach, nr 35 w Tychach, nr 6 w Kamiennej Górze oraz nr 4 w Brześciu Kujawskim.

O nieprawidłowościach wypowiedział się premier Donald Tusk po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Szef rządu powiedział, że „nikt nie powinien kwestionować wyników wyborów prezydenckich”, a „obywatele mają prawo mieć pewność, że ich głosy zostały dobrze policzone”

Premier poinformował, że podczas posiedzenia RBN przekazał zarówno urzędującemu prezydentowi, jak i prezydentowi elektowi, iż w interesie państwa polskiego jest rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących wyborów prezydenckich, tak by nikt nie mógł kwestionować procedur wyborczych i ich wyniku.

Ostatnio minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar przedstawił stanowisko dotyczące ważności ostatnich wyborów prezydenckich i protestów wyborczych. Zakwestionował status Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, podkreślając, że jej sędziowie „nie spełniają wymogów niezależności i niezawisłości”.

Mimo że Adam Bodnar kwestionuje legalność tego organu, Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego brała udział w stwierdzaniu ważności wyników wyborów parlamentarnych z października 2023 r., wobec czego nie zgłaszał wówczas zastrzeżeń.

Kresy.pl/wnet.fm

Tagi: , ,
forma płatności