Z trzydziestu jeden amerykańskich czołgów Abrams M1A1 przekazanych Ukrainie w 2023 roku, aż dwadzieścia siedem zostało już zniszczonych lub przejętych przez siły rosyjskie. Straty te – sięgające 87% całej floty – rzucają poważny cień na skuteczność tych maszyn w warunkach współczesnej wojny pełnoskalowej i wywołują rosnące zaniepokojenie wśród państw NATO.
Pierwsze Abramsy trafiły na linię frontu w lutym 2024 roku, ale już w sierpniu szacowano, że Ukraina straciła blisko dwie trzecie czołgów (20 z 31). W kolejnych miesiącach potwierdzono zniszczenie lub przejęcie siedmiu kolejnych, z czego trzy tylko we wrześniu 2024 roku – w rejonach Awdijiwki, Wołcza i Berdyczów. W październiku jeden z Abramsów wpadł w ręce Rosjan pod Pokrowskiem, a w czerwcu 2025 r. pojawiły się nagrania pokazujące dwa kolejne przejęte w obwodzie sumskim.
Choć oficjalnie mówi się o 27 utraconych pojazdach, rosyjskie źródła sugerują niższą liczbę – 26. Nie wiadomo jednak, ile z przejętych maszyn Rosja wywiozła na swoje terytorium i ile z nich może zostać wykorzystanych do badań lub nawet do walki.
Wysokie straty wynikają przede wszystkim z charakteru współczesnego pola walki. Abramsy były niszczone głównie przez artyleryjskie pociski kierowane oraz drony kamikadze, których masowe użycie zmienia charakter wojny lądowej. Jeden przypadek zniszczenia czołgu przez rosyjski T-72B3 w bezpośrednim starciu pod Awdijiwką był wyjątkiem – większość strat miała miejsce zanim Abramsy mogły rozwinąć pełnię swojego potencjału.
Problemem okazuje się m.in. słaby punkt konstrukcyjny – dach wieży, podatny na ataki z góry. „To wojna dronów. A dach Abramsa to jego najsłabszy punkt” – powiedział anonimowy urzędnik obrony w rozmowie z ABC Australia w maju 2025 roku. Według niego pojawiły się wątpliwości, czy Ukraińcy w ogóle chcą kontynuować użytkowanie tych pojazdów.
W grudniu 2024 r. doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Jake Sullivan przyznał, że Abramsy nie spełniły oczekiwań.
Zobacz też: Sullivan: Abramsy nie są najbardziej przydatnym elementem wyposażenia na Ukrainie
Abramsy weszły do służby w armii USA w 1980 roku jako odpowiedź na radzieckiego T-64, zapewniając wówczas przełom technologiczny. Do dziś uważane są za jedne z najbardziej zaawansowanych czołgów świata, a ich masa i ochrona pancerna należą do najwyższych. Konflikt na Ukrainie to jednak ich pierwszy realny sprawdzian przeciwko równorzędnemu przeciwnikowi.
Straty Abramsów w Ukrainie budzą poważne pytania w krajach planujących modernizację sił pancernych. Jak informowaliśmy, Polska zamówiła 250 czołgów Abrams w wersji M1A2SEPv3 wraz ze sprzętem towarzyszącym (26 wozów zabezpieczenia technicznego M88A2 Hercules, 17 mostów towarzyszących M1074 Joint Assault Bridge, pakiety szkoleniowe i logistyczne oraz zapas amunicji) 5 kwietnia 2022 r. za 4,75 mld USD z terminem dostaw na lata 2025-2026. Pierwotnie mówiło się, że zamówienie może zostać dostarczone jeszcze pod koniec 2024 r., lecz ostatecznie zrealizowano je 18 stycznia tego roku.
W modelu Sep v. 3 Abrams ulepszono m.in. opancerzenie, możliwości systemu kierowania ogniem czy przeżywalność załogi. Czołg ten waży ponad 60 ton i będzie najcięższym czołgiem będącym na wyposażeniu Wojska Polskiego.Polska użytkuje także 116 sztuk Abrams M1A1, które zakupiono 2023 r. z zasobów armii amerykańskiej za 1,4 mld USD. W przeciwieństwie do dzisiejszej dostawy, był to używany sprzęt, który przeszedł jednak pełny remont przed wejściem na służbę w WP. Ostatnie czołgi przywieziono do Polski pod koniec czerwca 2024 r.
Kresy.pl / militarywatchmagazine.com




























