Korea Północna niespodziewanie ujawniła informację o uszkodzeniu nowoczesnego niszczyciela podczas jego wodowania.
Choć może to wydawać się kompromitujące, eksperci sugerują, że Pjongjang celowo nagłośnił incydent, by podkreślić postępy w modernizacji floty i zaprezentować ambicje morskie reżimu.
Uszkodzona jednostka najprawdopodobniej należy do tej samej klasy co niszczyciel „Choe Hyon”, zaprezentowany z wielką pompą 25 kwietnia. To największy i technologicznie najbardziej zaawansowany okręt w historii północnokoreańskiej marynarki. Według państwowych mediów, przystosowany jest do przenoszenia uzbrojenia przeciwlotniczego, przeciwokrętowego oraz pocisków manewrujących i balistycznych zdolnych do przenoszenia ładunków jądrowych.
Eksperci uważają, że wypadek był skutkiem pośpiechu i braku doświadczenia personelu, który nie miał wcześniej styczności z jednostkami tej wielkości. Problem pogłębia brak odpowiedniej infrastruktury – Korea Północna nie dysponuje suchym dokiem, co znacznie utrudnia naprawy. Analitycy przewidują, że usuwanie szkód potrwa miesiące, mimo że Kim Dzong Un nakazał zakończenie prac przed czerwcowym plenum Partii Pracy Korei.
Czytaj też: Kim Dzong Un zaostrzy politykę wobec USA
Pomimo wpadki, niszczyciele klasy „Choe Hyon” to symbol zmiany – odejście od przestarzałych jednostek sowieckich. Ich konstrukcja może nawiązywać do rosyjskich projektów wojennych, co wskazuje na rosnącą współpracę wojskową między Pjongjangiem a Moskwą. W grudniu 2024 roku oba kraje podpisały traktat o wzajemnej obronie, obejmujący też wsparcie wojskowe i opór wobec sankcji Zachodu.
Tuż po ogłoszeniu incydentu, Korea Północna przeprowadziła test pocisków manewrujących z rejonu Sondok. Trwa analiza ich zasięgu i przeznaczenia, co wpisuje się w serię prowokacyjnych działań reżimu.
Kresy.pl / Military News / CNN
Czytaj też: Korea Północna wysłała Rosji prawie 5 mln pocisków






























