Czeski prezydent Milosz Zeman oświadczył, że środek paralityczno-drgawkowy typu Nowiczok, czyli tego rodzaju, jakim miał zostać otruty Siergiej Skripal i jego córka, był w niewielkich ilościach produkowany i testowany w Czechach. Później zapas ten został zniszczony.

W czwartek prezydent Czech Milosz Zeman powiedział, że prace nad środkiem oznaczonym jako A230 były prowadzone przez Wojskowy Instytut Badawczy w Brnie. Powoływał się na doniesienia czeskiego kontrwywiadu wojskowego, który wyraźnie wskazał, że A230 to Nowiczok.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

5525.41 PLN    (25.11%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Z kolei kontrwywiad cywilny doszedł do innego wniosku. Jak powiedział Zeman, ta instytucja uznała, że nie chodziło tu o środek typu Nowiczok. Zdaniem czeskiego kontrwywiadu cywilnego, a także ekspertów ds. bezpieczeństwa, substancja, którą otruto Skripalów nosi oznaczenie A234.

Przeczytaj: Julia Skripal opuściła szpital i została przewieziona „w bezpieczne miejsce”

Prezydent Czech po zapoznaniu się z raportami obu służb uznał, że bardziej przekonują go informacje kontrwywiadu wojskowego.

– Tam jest konkluzja, że Nowiczok był tu produkowany i testowany, choć w niewielkich ilościach, a później został zniszczony – powiedział Zeman. – Udawanie, że tak nie było, to hipokryzja.

Wcześniej Rosja twierdziła, że bojowy środek chemiczny, który miał zostać użyty do otrucia Skripala w brytyjskim Salisbury, mógł pochodzić z Czech. Wcześniej takim sugestiom zaprzeczali przedstawiciele czeskiego rządu, w tym premier Andrej Babisz, a także eksperci wojskowi. W związku z tym, Zeman zwrócił się do służb specjalnych, by sprawdziły kwestię czeskiego pochodzenia środka „Nowiczok”. Mówił, że wynikało to z tego, iż w listopadzie ubiegłego roku dowiedział się, że w Wojskowym Instytucie Badawczym w Brnie testowano wówczas środek A230. Dodał, że chodziło o niewielkie ilości, które po testach zniszczono.

Zeman zaznaczył, że Czechy posiadają świetny oddział do walki chemicznej i stąd testowanie substancji niebezpiecznych był zrozumiałe, a także konieczne.

Kilka dni temu Mark Sedwill, doradca brytyjskiej premier Theresy May ujawnił w parlamencie, że brytyjskie służby wciąż nie znają personaliów osób, które otruły Siergieja i Julię Skripalów.

Agencja Reutera przypomniała, że w liście do szefa NATO Jensa Stoltenberga wysłanym w ubiegłym miesiącu, Sedwill napisał, że rosyjski wywiad szpiegował Skripala i jego córkę od co najmniej pięciu lat oraz że uznawał niektórych swoich dawnych funkcjonariuszy, którzy przeszli na stronę obcych służb, za „uzasadnione cele do zabójstwa”.

Przypomnijmy, że pod koniec kwietnia br. dziennik „Telegraph” poinformował, jakoby brytyjskie służby zidentyfikowały głównych podejrzanych o zamach na Skripalów. Nie podał jednak ich personaliów. Funkcjonariusze policji antyterrorystycznej mieli pracować nad sformułowaniem zarzutów wobec osób zamieszanych w sprawę, które prawdopodobnie przebywały w Rosji. Aby ustalić personalia podejrzanych, służby miały przeprowadzić analizę danych o pasażerach linii lotniczych, przylatujących i wylatujących z Wielkiej Brytanii. Użyto także zdjęć z monitoringu z Salisbury, gdzie 4 marca doszło do próby otrucia Siergieja Skripala i jego córki.

Praguemonitor.com / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz