Włoski Senat przyjął nowe przepisy w ramach tzw. Dekretu o Bezpieczeństwie. Od teraz uczestnicy siedzących blokad ulicznych mogą trafić do więzienia. Rząd tłumaczy zmiany potrzebą „przywrócenia porządku”, a organizacje obywatelskie mówią o ataku na pokojowy opór.
Włoski Senat uchwalił nowe prawo zaostrzające sankcje wobec pokojowych demonstracji. W ramach tzw. Decreto Sicurezza blokowanie ulic i siedzący protest mogą od teraz skutkować postępowaniem karnym. Za udział w blokadzie organizowanej wspólnie z innymi osobami grozi nawet do dwóch lat pozbawienia wolności.
Dotychczas takie działania traktowano jako wykroczenie administracyjne, a osoby uczestniczące w protestach mogły liczyć na grzywny w wysokości od 1 do 4 tys. euro. Po wejściu w życie nowych przepisów za samodzielne zablokowanie drogi grozić będzie do miesiąca więzienia lub kara do 300 euro.
Największe kontrowersje budzi zapis penalizujący zbiorowe blokady – media i organizacje obywatelskie określają go jako „normę anty-Gandhi”. Zdaniem krytyków nowelizacja uderza w klasyczne, pokojowe formy protestu wykorzystywane m.in. przez ruchy ekologiczne, pacyfistyczne i obrońców praw obywatelskich. Ruchy takie jak Last Generation czy Extinction Rebellion do tej pory regularnie organizowały blokady dróg w Mediolanie czy Rzymie – najczęściej kończyło się to interwencją policji i mandatem.
Premier Giorgia Meloni oraz jej ministrowie podkreślają, że nowe prawo nie zakazuje manifestacji, lecz ma na celu „przywrócenie porządku publicznego”. – „Nikt nie zabrania manifestować, ale nie można paraliżować miast, blokować karetek i łamać prawa w imię ideologii” – argumentują przedstawiciele rządu.
W uchwalonym dekrecie znalazły się także inne zmiany: kara do 7 lat więzienia za nielegalne zajmowanie budynków, do 8 lat za bunt lub opór w ośrodkach deportacyjnych oraz do 5 lat i 15 tys. euro grzywny za zniszczenia i graffiti podczas demonstracji.
Przypomnijmy, że w miniony weekend policja zleciła przewiezienie dwóch aktywistów Ostatniego Pokolenia do szpitala psychiatrycznego po tym, jak w ramach protestu przykleili się do jedni, blokując Most Siekierkowskiego w Warszawie. Według relacji aktywistów transport odbył się mimo braku zgody ze strony mężczyzn. Postawiono im zarzut próby samobójczej, a policja zrezygnowała z formalnego zatrzymania po odklejeniu aktywistów.
Kresy.pl/Interia
































