W poniedziałek wielki pożar zbliżył się do największego miasta południowo-zachodniej Francji, zamieszkanego przez ponad ćwierć miliona ludzi.
Burmistrz Bordeaux powiedział, że przygotowuje się na „wszelkie ewentualności”, ponieważ jeden z wielu pożarów szalejących we Francji znajduje się obecnie 15 km od jednego z największych miast Francji. „Przygotowujemy się na przyjęcie dużej liczby osób w przypadku konieczności dalszych ewakuacji” – powiedział Thomas Cazenave w kontekście wielkich pożarów w departamencie Żyronda oraz Landes, które wypędziły już domów około 220 tys. osób.
Jerome Steffe, burmistrz Cestas, miasta na południe od Bordeaux, powiedział BBC, że to „będzie pożar stulecia”. Powiedział 17 tys. mieszkańców zostało ewakuowanych z miasta w nocy, kiedy dwa dni temu pożar się zbliżył. Dodał, że do tej pory w regionie spłonęło 42 tys. hektarów ziemi, przy czym zniszczonych zostało 240 domów.
Teraz płomienie zbliżają się do Bordeaux, największego miasta południowo-zachodniej Francji, w którym mieszka około 260 tys. ludzi.
Premier Francji Sébastien Lecornu ostrzegł, że Francuzi jeszcze nie mieli do czynienia z taką skalą pożarów. Powiedział, że płomienie objęły łącznie 116 085 hektarów. Jak twierdził dziewięć na dziesięć pożarów „jest spowodowanych przez człowieka, a większość z nich wynika z nieostrożności: niedopałek papierosa, grill, prace wykonywane bez zachowania środków ostrożności” – zacytował portal BBC.
Lecornu ujawnił, że część pożarów to celowe podpalenia. W tego rodzaju sprawach od 6 lipca przeprowadzono 162 aresztowań.
Choć sytuacja na południowym-wschodzie Francji jest najpoważniejsza, pożary odnotowano także w departamencie Var położonym nad Morzem Śródziemny, a także w korsykańskim Haute-Corse.
W sąsiadującej z Francją Hiszpanii także szaleją pożary, z powodu których ogłoszono tam stan wyjątkowy, trwający już piąty dzień. Pożar na zachód od Madrytu objął już ponad 27 tys. hektarów.
bbc.com/kresy.pl






























