Władze miasta Maribor odmówiły zgody na koncert chorwackiego muzyka Marko Perkovicia „Thompsona”. Zakaz wywołał reakcję władz Chorwacji.

Władze Mariboru odmówiły zgody na koncert na wniosek miejscowej policji, która uznała, że „istnieje silne prawdopodobieństwo” łamania prawa w czasie koncercie Perkovicia. „W Mariborze nie ma ma miejsca na ikonografię i symbolikę tworzące dalsze podziały po drugiej II wojnie światowej i nie ma miejsca na faszyzm” – komentarz burmistrza Mariboru Andreja Fistraveca cytowała państwowa, słoweńska agencja informacyjna STA. Planowany koncert Perkovicia od tygodni wzbudzał sprzeciwy wśród słoweńskich polityków, w tym prezydenta państwa Boruta Pahora, który powiedział, że „odrzuca” przesłanie chorwackiego muzyka, oraz premiera Słowenii Miro Cerara, który ocenił, że Perković „szerzy nienawiść”. Przewodniczący słoweńskiego parlamentu Milan Brglez uznał, że chorwacki muzyk „pochwala reżim ustaszy i nietolerancję wobec nie-Chorwatów”. Portal Balkan Insight przypomina, że koncerty Perkovicia były już zakazywane w Niemczech, Szwajcarii, Bośni i Hercegowinie, Holandii, a nawet w chorwackim mieście Pula.

Sam Perković stanowczo odrzucił zarzuty promowania nienawiści czy faszyzmu pod swoim adresem – „Każdy, kto słuchał moich piosenek, nie znajdzie niczego, o co mnie oskarżają”. Ostrzegł też, ze zwróci się o interwencję do prezydent i ministra spraw zagranicznych swojego państwa. Nie wiadomo czy to zrobił, faktem jest jednak, że sprawą zainteresowało się polityczne przywództwo Chorwacji. „Dzisiejszego ranka poprosiliśmy naszą ambasador w Lublanie Vesnę Terzić aby sprawdziła co się dzieje i aby poinformowała nas o przyczynach zakazania koncertu [Perkovicia]” – powiedział w środę premier Chorwacji Andrej Plenković. Jak przyznał osobiście kontaktował się z władzami słoweńskimi by „zapewnić równe traktowanie obywateli Chorwacji i ich aktywności gospodarczej w Republice Słowenii, a więc i w tej konkretnej sprawie”. Plenković przyznał, że Słoweńcy mają prawo decydować o wydarzeniach publicznych na terytorium swojego kraju, ale zamierza „nadal komunikować się ze stroną słoweńską, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości”. W sprawie Perkovicia interweniowała nawet prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović, która miała powiedzieć swojemu słoweńskiemu odpowiednikowi, że „muzyka łączy ludzi, a zakazy są kontrproduktywne”.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Marko Perković brał udział w wojnie chorwacko-serbskiej w latach 1991-1995. Jeszcze jako żołnierz nagrał w 1991 piosenkę „Bojna Čavoglave”, która rozpoczęła jego wielką karierę. Opisując walkę z Serbami użył w niej zawołania ruchu ustaszy „Za dom spremni”. Motywy walki pojawiają się w jego twórczości, w piosence „Anica Kninska Kraljica” wspomina o podpaleniu „Krajiny na całej drodze do Knina”. W Krajinie zamieszkiwała przez 1995 roku ludność serbska, usunięta przez armię chorwacką w 1995 r. w czasie operacji „Oluja”, w której zresztą Perković uczestniczył jako żołnierz. W piosence „Jasenovac i Gradiška Stara” Perković wprost sławi ustaszy, nawiązując przy tym to miejsc w których zlokalizowali oni swoje obozy koncentracyjne, co wywołało falę gniewu w sąsiednich państwach. Muzyk, podkreślający przywiązanie do katolicyzmu, nagrał także piosenkę dedykowaną papieżowi Janowi Pawłowi II. W czasie wojny Perković posługiwał się często pistoletem maszynowym Thompson i taki też przybrał pseudonim artystyczny, by potem nazwać tym mianem swój zespół. Zdobył on w Chorwacji status niekwestionowanej gwiazdy muzyki popularnej.

https://www.youtube.com/watch?v=U2dS3XKJOqU

balkaninsight.com/kresy.pl

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz