Znany ukraiński dziennikarz, Jurij Butusow, przedstawił szczegóły operacji ukraińskich służb ws. zatrzymania członków rosyjskiej tzw. Grupy Wagnera. Uważa, że za fiasko operacji opowiada najbliższe otoczenie prezydenta Ukrainy.

Redaktor naczelny ukraińskiego serwisu Censor.net, ekspert wojskowy Jurij Butusow, ujawnił w wywiadzie dla Dmitrija Gordona szczegóły specoperacji dotyczącej zatrzymania na Ukrainie członków tzw. grupy Wagnera. Przyznał, że operacja ta była starannie przemyślana, ale w ostatnim momencie została udaremniona.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

4649.49 PLN    (21.13%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Przypomnijmy, że białoruskie władze poinformowały o zatrzymaniu 33 obywateli rosyjskich 29 lipca 2020 roku. Mińsk twierdził, że są to pracownicy zagranicznej prywatnej firmy wojskowej, tzw. Grupy Wagnera. Zatrzymano ich w związku z podejrzeniem planowania masowych protestów i destabilizacji sytuacji podczas kampanii prezydenckiej. Rosyjskie władze twierdziły, że są to „pracownicy firmy ochroniarskiej”, którzy tranzytem przez Białoruś zmierzali do Turcji, w której mieli kontrakt na ochronę obiektów przemysłowych. Później przekonywały, że Rosjanie wybierali się do jednego z krajów Ameryki Łacińskiej. Białoruś przekazała dane zatrzymanych ukraińskim władzom, które stwierdziły, że 9 z nich posiada ukraińskie obywatelstwo, a 28 walczyło po stronie separatystów w wojnie w Donbasie. Ukraina zapowiedziała, że będzie domagać się wydania tych ludzi. Jednak 14 sierpnia Białoruś wydała „wagnerowców” Rosji.

Według Butusowa, grupa 32 „wagnerowców” przybyła do Mińska z Moskwy. Miała przesiąść się na samolot do Stambułu, a stamtąd polecieć do stolicy Wenezueli, Caracas. Podczas lotu do Turcji samolot przez około 27 minut znajdowałby się nad terytorium Ukrainy. W tym czasie, ze stolicy Białorusi miała przyjść informacja o materiałach wybuchowych na pokładzie samoloty, a ukraiński kontroler ruchu lotniczego nakazałby załodze lądowanie na ukraińskim terytorium.

Gordon powiedział, że w tym celu przygotowano dwa lotniska – w Boryspolu pod Kijowem i zapasowe w Odessie. Butusow dodał, że na wszelki wypadek istniało „wiele wariantów zapasowych” – sygnał o „materiałach wybuchowych na pokładzie”, o wypadku czy o chorej osobie na pokładzie.

Ponadto, na pokładzie samolotu rzekomo znajdowali się specjalnie wyszkoleni uczestnicy operacji specjalnych. Już po wylądowaniu na Ukrainie, „wagnerowcy” mieli zostać natychmiast aresztowani i oskarżeni.

Butusow zaznaczył, że cała operacja miała mieć całkowicie pokojowy charakter i zaplanowano ją tak, żeby odsunąć od Ukrainy wszelkie ewentualne podejrzenia.

„Po prostu nie sposób było tego odgadnąć. Rozmowy, werbowanie zostało przeprowadzone przez firmę rosyjską, a nie przez Ukrainę. Nie było żadnych śladów Ukrainy. Lądowanie, turecki samolot – żadnej odpowiedzialności po stronie Ukrainy. Stąd, formalnie, wywiad wojskowy w tej historii w ogóle nie figuruje i nie byłoby żadnej odpowiedzialności po stronie Ukrainy” – powiedział redaktor naczelny serwisu Censor.net. Dodał też, że według jego informacji, cała operacja została zatwierdzona na „dostatecznie wysokim szczeblu” i została opracowana wspólnie z amerykańskimi służbami specjalnymi. Ze strony ukraińskiej zaangażowany był wywiad, resort obrony oraz Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.

Butusow powiedział, że do czasu, gdy „wagnerowcy” wsiadali do samolotu do Turcji, w Rosji nikt niczego nie podejrzewał. Tego samego dnia, 24 lipca 2020 roku szef Głównego Wydziału Wywiadu Ukrainy, Wasyl Burba, wraz z przedstawicielem SBU mieli złożyć raport w sprawie tej operacji prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. W spotkaniu tym mieli też uczestniczyć też: ówczesny szef biura prezydenta, Andrij Jermak, szef komisji ds. wywiadu – pierwszy zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Rusłan Demczenko, wiceszef biura prezydenta Roman Maszowiec i sekretarka Maria Łewczenko.

Znany dziennikarz twierdzi, że w tym czasie „wagnerowcy” już wyjechali z Rosji i do tego czasu nie mogło być żadnego „przecieku” informacji, a wszystkie ukraińskie organy państwowe zaangażowane w sprawę działały sprawnie. Sytuacja miała ulec zmianie po spotkaniu u prezydenta.

„Po tym, jak złożono tej raport, reakcja była całkowicie nieadekwatna. (…) Są dowody, że „nie” powiedział pierwszy szef biura prezydenta, Andrij Jermak. W tamtym czasie prowadził on liczne negocjacje z doradcą prezydenta Rosji, Dmitrijem Kozakiem i jakiś rozejm, jakieś zawieszenie broni omawiano. Takie rzeczy podnosiły bardzo duże pytania na Ukrainie” – mówił Butusow.

Powiedział, że według jego informacji na spotkaniu nie było żadnej motywacji do odwołania operacji. „To jest, Jermak powiedział <<nie>>, prezydent Ukrainy nie powstrzymał go i, faktycznie, poparł tę decyzję. I po tym, jak Jermak powiedział <<nie>>, on powiedział, że tę operację trzeba przełożyć. A przełożenie operacji faktycznie oznacza jej porażkę”.

Zdaniem dziennikarza, nakazywanie ponad 30 osobom, żeby jednak nie lecieli ale poczekali na wylot jeszcze parę dni świadczy o tym, że był przeciek informacji. Uważa, że mógł odpowiadać za to ktoś, kto znajdował się w gabinecie prezydenta, osoba na bardzo wysokim szczeblu, z otoczenia Zełenskiego. Uważa, że należy tę sprawę konieczne wyjaśnić i ustalić, kto odpowiada za przeciek informacji.

Przypomnijmy, że już w sierpniu ub. roku Jewhen Szewczenko, agent ukraińskiej służby antykorupcyjnej, twierdłzi, że ściągnięcie na Białoruś 33 członków rosyjskiej tzw. Grupy Wagnera było operacją specjalną Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, która, gdyby się udała, zakończyłaby się aresztowaniem „wagnerowców” na Ukrainie. Zdaniem Szewczenki operacja nie udała się z powodu zdrady szefa kancelarii prezydenta Ukrainy Andrija Jermaka. Jego tezy potwierdzał już wtedy Jurij Butusow.

Według niego agent SBU działający pod przykryciem werbował w Rosji osoby z doświadczeniem bojowym jakoby do pracy w Wenezueli. Z każdym ochotnikiem poprzez łącze wideo przeprowadzał „rozmowę kwalifikacyjną”, w której „wagnerowcy” sami chwalili się doświadczeniem na wojnie w Donbasie. Rozmowy były nagrywane przez SBU na użytek przyszłego procesu. Jak twierdzi Szewczenko, ukraińskiemu agentowi udało się zwerbować 33 ochotników. „Wagnerowców” sprowadzono do Mińska, skąd mieli rejsowym samolotem wylecieć do Stambułu, a stamtąd do Wenezueli. SBU zamierzała umieścić w samolocie agenta, który podczas lotu nad Ukrainą miał udać atak padaczki, po to by doszło do awaryjnego lądowania. Rosjan mieli aresztować na ziemi ukraińscy antyterroryści z oddziału „Alfa”.

Dzień przed zaplanowanym lotem zastępca szefa SBU przedstawił szczegóły nadchodzącej akcji prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu – twierdzi agent NABU. W trakcie prezentacji był obecny szef Biura Prezydenta Andrij Jermak, który miał sprzeciwić się przeprowadzeniu akcji argumentując, że storpeduje ona wymianę jeńców, do której jakoby miało dojść w ciągu 4 dni. Jego stanowisko miał poprzeć Zełenski nakazując opóźnienie operacji o kilka dni. Lot do Stambułu, który miał nastąpić 25 lipca, został odwołany i „wagnerowcy” przenieśli się do podmińskiego ośrodka wypoczynkowego, gdzie czekali na następny samolot. W tym czasie, jak twierdzi Szewczenko, SBU dostała sygnały, że rosyjska FSB zdobyła pełną wiedzę o ukraińskiej prowokacji.

Według Butusowa dymisja szefa wywiadu wojskowego Ukrainy Wasyla Burby była pokłosiem sprawy z „wagnerowcami”. Burba miał domagać się przebadania wykrywaczem kłamstw Jermaka oraz wiceszefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy Rusłana Demczenkę, podejrzewając, że któryś z nich mógł być źródłem przecieku. Natychmiast po przedstawieniu takiego żądania Zełenski zdymisjonował Burbę – twierdzi Butusow. „W ten sposób prezydent Ukrainy poprzez tę dymisję uchronił wysoko postawionych urzędników przed sprawdzeniem i sprawą karną” – napisał Butusow.

Kilka dni wcześniej rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych Rosji Maria Zacharowa stwierdziła, że zatrzymanie 33 obywateli Rosji było „starannie przemyślaną prowokacją trzeciego państwa”, którego nazwy nie wymieniła. Rosyjskie i ukraińskie już wówczas spekulowały, powołując się na informacje ze służb specjalnych, że „wagnerowcy” padli ofiarą prowokacji zaaranżowanej przez ukraińskie agencje wywiadowcze.

gordonua.com / nv.ua / censor.net / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz