Iwan Bubenczyk, który publicznie przyznał się do strzelania do funkcjonariuszy Berkutu na kijowskim Majdanie 20 lutego i zabicia dwóch z nich, wystąpił w filmie dokumentalnym “Brańcy”, w którym powtórzył swoje twierdzenia.

Podobnie jak w wypowiedzi dla portalu „Bird In Flight”Bubenczyk twierdzi, że po spaleniu Budynku Związków Zawodowych, 19 lutego zdołał dostać się do budynku Konserwatorium Muzycznego wraz z grupą aktywistów Euromajdanu. Tam rankiem 20 lutego nieznany aktywista wręczył mu torbę tenisową z karabinem kałasznikowa i 75 pociskami. Następnie udał się na drugie piętro, zajął pozycję z której doskonale widział stanowiska Berkutu i zaczął strzelać. Jak twierdzi, zabił dwóch oficerów strzałem w głowę, a kilku innych ranił celując w nogi. Jego zdaniem w znacznym stopniu przyczyniło się to do ucieczki funkcjonariuszy z Majdanu, za którymi następnie ruszyli protestujący. Bubenczyk żałuje, że zabrakło mu amunicji, by wesprzeć swoich, gdy zaczęła się strzelanina na ulicy Instytuckiej.

PRZECZYTAJ: Aktywista Euromajdanu dla portalu Bird In Flight: strzelałem do Berkutu na Majdanie

Zdaniem urzędnika z ukraińskiego ministerstwa informacji Artema Bidenki, rewelacje Bubenczyka są nieprawdziwe i nie mógł on zastrzelić oficerów Berkutu z miejsca, o którym mówi. „Bubenczyk chciał odegrać bohatera. Nawet nie pomyślał o konsekwencji swoich słów”– powiedział Bidenko. Pytany o ot, dlaczego zdecydował się mówic o tym publicznie powiedział: „prawda musi żyć”.Dodał, że wiele osób słyszało to wcześniej, ale woleli wszystko ignorować

Bubenczyk, pochodzący ze Lwowa, służył w armii jeszcze w czasach sowieckich. Po Majdanie jako ochotnik wstąpił do batalionu Dnipro-1, z którym walczył w Donbasie. Oddział ten był finansowany przez oligarchę Ihora Kołomojskiego, a w jego składzie walczył również inny znany aktywista i polityk, Wołodymy Parasiuk, który również przyznał w jednym z wywiadów, że wielu członków jego grupy było uzbrojonych. „Wielu chłopaków przychodziło wtedy do nas i mówiło, że powinniśmy chwycić za broń i walczyć… Wielu miało ze sobą broń, często sztucery myśliwskie”–powiedział. W rozmowie z Frankfurter Allgemeine Zeitung potwierdził, że jego ludzie strzelali do milicji. Twierdził, że było to w odpowiedzi na wcześniejszy ostrzał z jej strony. Według niego milicja zaczęła strzelać ponad barykadami, a protestujący „bronili się używając broni”.

PRZECZYTAJ: Frankfurter Allgemeine Zeitung ujawnia przyczyny masakry na Majdanie

Jak przypuszcza portal KyivPost.com, relacja Bubenczyka jest w wielu punktach zbieżna ze śledztwem dziennikarza BBCGabriela Gatehouse’a, który rok temu opisał historię strzelca znanego jako „Siergiej”. Powiedział on, ze razem z innym strzelcem atakowali pozycje Berkutu na Majdanie,

W listopadzie 2014 roku Bubenczyk udzielił wywiadu ukraińskiej telewizji TRK Lwów, w którym potwierdził, że strzelał do Berkutu. Tak twierdził jednak, że tylko ranił kilku milicjantów. Nie mówił o tym, że kogoś zastrzelił.

Gdy o relacji Bubenczyka zrobiło się głośno, skontaktował się z nim lokalny lwowski portal. W rozmowie z nim aktywista wycofał się z części swoich słów i twierdził, że nikogo nie zabił.

Film „Brańcy” jest próbą rekonstrukcji wydarzeń, które miały miejsce przed krwawą strzelaniną w Kijowie, na Majdanie i na ulicy Instytuckiej 20 lutego 2014 roku. Zginęło wówczas 49 demonstrantów i 4 milicjantów. Film ma trafić na duże ekrany 25 lutego.

O tym, że oficjalna wersja wypadków na Majdanie jest pozbawiona podstaw pisał w swoich opracowania naukowych dr Iwan Kaczanowski z Uniwersytetu w Ottawie.

Kto odpowiada za masakrę na Majdanie? Publikujemy cały raport dra Kaczanowskiego

Nowa analiza dr Iwana Kaczanowskiego: większość zabitych na Majdanie to ofiary uzbrojonych aktywistów

Kyivpost.com / Kresy.pl

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz