Spory o ludobójstwo

5 maja w warszawskim Domu Spotkań z Historią odbyło się spotkanie z profesorem Ihorem Iliuszynem, autorem książki: UPA i AK. Konflikt w zachodniej Ukrainie (1939-1945).

Obawy strony polskiej



Zgodnie z deklaracjami gospodarzy, spotkanie miało być próbą podjęcia przerwanego polsko-ukraińskiego dialogu, w którym jeszcze kilka lat temu brali udział historycy z obu krajów: środowisko 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK oraz Związek Ukraińców w Polsce. Jak przypomniał prezes ośrodka „Karta” Zbigniew Gluza, dialog został przerwany po tym, gdy oficjalnie wycofali się z niego przedstawiciele mniejszości ukraińskiej. Z tego powodu wtorkowemu wydarzeniu towarzyszyły obawy, wyrażane zwłaszcza przez żołnierzy Armii Krajowej, o to, że spotkanie może zostać wykorzystane przez stronę ukraińską, do manipulowania przekazem historycznym. „Obawialiśmy się, że chce się nas wciągnąć w promocję książki, z której treścią nie możemy się absolutnie zgodzić. Dlatego postanowiliśmy wydać oświadczenie, w którym zdecydowanie odcięliśmy się od tez prof. Iliuszyna” – powiedział portalowi Kresy.pl przedstawiciel Światowego Związku Żołnierzy AK Andrzej Żupański. Jeszcze przed spotkaniem na stronach Związku Ukraińców w Polsce można było przeczytać m.in., że książka: „ma ograniczyć próby dyskredytowania Ukrainy jako państwa, ukraińskich społeczności na świecie i ukraińskiej politycznej i intelektualnej elity przy pomocy tendencyjnie wybranych faktów i politycznego wykorzystania historii.”Tego typu wypowiedzi, zostały ostro skrytykowane przez stronę polską, która zarzucała ZUP, że publikacją książki Iliuszyna chce nie tyle podjąć przerwany dialog, co go ostatecznie pogrzebać.

Tu nie było symetrii

Na spotkanie przybyło około 100 osób. W panelu dyskusyjnym, oprócz autora książki, wzięli udział również przedstawiciele Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (Andrzej Żupański oraz prof. Edmund Bakuniak), do udziału w dyskusji zaproszony został również dr Grzegorz Motyka z IPN. Rozmowom przewodniczył prezes Ośrodka „Karta” – Zbignief Gluza. W Spotkaniu uczestniczyli również ambasador Ukrainy w Polsce – Aleksander Mocyk, oraz szef Związku Ukraińców w Polsce – Piotr Tyma. Uczestnicy spotkania podkreślali przede wszystkim fakt, że książka jest jednym z nielicznych po stronie ukraińskiej głosów, które otwarcie mówią o eksterminacji dziesiątek tysięcy osób na terenach wspólnie zamieszkiwanych przez Polaków i Ukraińców w czasie II wojny światowej. Sam profesor Iliuszyn wyraził przekonanie, że mimo krwawych odwetów, jakich sporadycznie dopuszczały się na tym terenie oddziały polskiej partyzantki, nie można ich jednak porównywać z zaplanowaną akcją eksterminacji polskiej ludności. Nie mniej jednak nie szczędzono książce słów krytyki. Dr Grzegorz Motyka zarzucił autorowi, że popełnia merytoryczny błąd, kiedy o rozpoczęcie rzezi oskarża stronę polską. Prof. Iliuszyn napisał bowiem, że terror rozpoczął się na Lubelszczyźnie wiosną 1943 roku, podczas gdy, jak zauważył dr Motyka, wówczas ofiary mordów na Wołyniu są już liczone w tysiącach, natomiast na Lubelszczyźnie dochodziło do pojedynczych zbrodni, których ofiarą padło łącznie kilkadziesiąt osób. Oprócz tego mordy dokonane na Lubelszczyźnie, nie były z góry zaplanowaną akcją, w przeciwieństwie do planowej i systematycznej eksterminacji na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Innym poważnym nadużyciem, którego dopuścił się w swojej pracy ukraiński historyk, było tłumaczenie mniejszej ilości ofiar po stronie ukraińskiej, różnicą potencjałów walczących stron. Przeciwko tej tezie, szczególnie mocno zaprotestował prof. Edmund Bakuniak, który przypomniał, że różnica ta nie wynikała z potencjałów, ale z celów, jakie przyświecały UPA, dążącej do zupełnej eksterminacji ludności polskiej, oraz AK, której celem była jej obrona. Autor przyznał, że taki był faktyczny powód różnicy w ilości ofiar po obydwu stronach. Prof. Bakuniak zaprotestował również przeciwko przedstawianiu ludobójstwa polskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej, jako konfliktu AK z jednej strony i UPA z drugiej: „Tu nie było żadnej symetrii. Oni mordowali, myśmy się bronili”.

Czy dojdzie do pojednania?

Spotkanie trwało ponad trzy godziny i bardzo szybko przekształciło się w dyskusję nad warunkami, na jakich może w przyszłości dojść do polsko-ukraińskiego pojednania. Mimo iż na sali obecnych było bardzo wielu przedstawicieli mniejszości ukraińskiej, praktycznie nie zabierali głosu. Przybyli na spotkanie Kresowiacy i ich potomkowie domagali się przede wszystkim potępienia UPA i innych nacjonalistycznych organizacji zbrojnych. Jedna z przybyłych na spotkanie osób zwróciła się z pytaniem do obecnych na sali: Bogumiły Berdychowskiej, dra Grzegorza Motyki, prof. Iliuszyna, oraz szefa Związku Ukraińców w Polsce – Piotra Tymy, o to, czy złożyliby kwiaty na pomniku ku czci UPA. Bogumiła Berdychowska i dr Motyka odpowiedzieli przecząco. Piotr Tyma nie udzielił odpowiedzi, natomiast prof. Iliuszyn oświadczył, że jest przeciwnikiem stawiania pomników ludziom takim jak Bandera czy Szuchewycz, ale prostym żołnierzom należy się pamięć i cześć. Ta odpowiedź spotkała się z zarzutem niekonsekwencji. W rozmowie z dziennikarzem portalu Kresy.pl prof. Iliuszyn nie chciał rozwijać tego tematu i uchylił się od odpowiedzi na pytanie dlaczego godzi się na stawianie pomników ludziom, którzy mordowali ludność cywilną. Powiedział natomiast, że: „Nawet, jeśli Polacy nie mogą się pogodzić z oddawaniem czci członkom UPA z czasów II wojny światowej, to przecież po roku 1945 do UPA wstąpiło wielu młodych chłopców, którzy niczego nie słyszeli o zbrodniach, a sami dopuszczali się ich tylko sporadycznie. To była wojna, a oni przecież walczyli o niezależną Ukrainę”.

Kresy.pl/tk

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz