Ukraiński sekretarz ds. upamiętnień ponownie fałszywie oskarżył Polskę o zbrodnię na 600 Ukraińcach

21 marca br. na Przełęczy Wereckiej leżącej na styku obwodów lwowskiego i zakarpackiego na Ukrainie odbyła się uroczystość upamiętniająca Ukraińców rzekomo zabitych przez polskich pograniczników w marcu 1939 roku. Ukraiński urzędnik państwowy, sekretarz rady ds. upamiętnień Swiatosław Szeremeta ponownie fałszywie przypisał II RP odpowiedzialność za zabicie w tym miejscu około 600 Ukraińców.

Szeremeta poinformował o uroczystości w niedzielę w mediach społecznościowych. Jak napisał, wraz z delegacją lwowskiej rady obwodowej (odpowiednika sejmiku województwa) uczcił działaczy tzw. Karpackiej Ukrainy (Siczy Karpackiej) „rozstrzelanych przez polskich i węgierskich okupantów w marcu 1939 roku”. Uroczystość odbyła się na terenie kompleksu pomnikowego otwartego w 2017 roku przez ówczesną wicepremier Ukrainy Iwannę Kłympusz Cyncadze. Z jego wpisu wynika, że oprócz władz rady obwodowej z Iryną Hrymak na czele w uroczystości wzięli udział także parlamentarzyści z ramienia Europejskiej Solidarności – Mykoła Kniażycki (współprzewodniczący Grupy Parlamentarnej ds. Kontaktów Międzyparlamentarnych z Rzecząpospolitą Polską) i Oleh Syniutka.

Zdaniem ukraińskiego sekretarza rady ds. upamiętnień na Przełęczy Wereckiej zostało rozstrzelanych nawet 600 Ukraińców, działaczy Siczy Karpackiej. „Chłopców najpierw wzięto do niewoli, katowano, a potem rozstrzelano na Przełęczy Wereckiej na polecenie władz II Rzeczypospolitej” – czytamy w jego wpisie na FB.

„Dziś mamy niezależne, silne państwo, ale tak jak wtedy, wróg znów atakuje” – napisał Szeremeta nie precyzując, jakiego wroga ma na myśli. „My, Ukraińcy, od niepamiętnych czasów nigdy nie padaliśmy na kolana, walczyliśmy o niepodległość, robimy wszystko dla godnego odparcia okupanta, w tym odtwarzając naszą historię i honorując naszych bohaterów” – dodawał ukraiński urzędnik.

Przypomnijmy, że nie ma żadnych poważnych dowodów na to, że żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza rozstrzeliwali Ukraińców na Przełęczy Wereckiej (która w dwudziestoleciu międzywojennym leżała na granicy między Polską a Czechosłowacją, a później Węgrami).

Jesienią 1938 roku wobec rozkładu Czechosłowacji Ukraińcy ogłosili na Zakarpaciu tzw. Karpacką Ukrainę (Sicz Karpacką). Przeniknęli do niej z Polski liczni członkowie OUN, by wstąpić w szeregi miejscowej milicji. Szef Karpackiej Ukrainy Augustyn Wołoszyn odwołał się do pomocy Niemiec, jednak te dały wolną rękę Węgrom, które zgłaszały pretensje do wschodniej Czechosłowacji. W marcu 1939 roku oddziały węgierskie w ciągu kilku dni zajęły całe Zakarpacie zmuszając rząd Wołoszyna i siły zbrojne Ukraińców do ucieczki za granicę. W wyniku zajęcia Zakarpacia Polska i Węgry uzyskały wspólną granicę. Po stronie ukraińskiej od dawna pojawiają się nie poparte dowodami głosy, że siczowców, którzy byli obywatelami polskimi, Węgrzy przekazywali polskim kopistom, a ci ich rozstrzeliwali.

Ukraińcy twierdzą m.in., że istnieje telegram, który nakazywał żołnierzom KOP-u rozstrzeliwanie więźniów. W rzeczywistości telegram ów nakazywał strzelanie do zbrojnych grup ukraińskich próbujących forsować granicę. Kłamstwem jest także określenie „polscy okupanci” na pomniku odsłoniętym w 2017 roku, ponieważ ziemie wschodnie II RP wchodziły w skład państwa polskiego legalnie. Z tego powodu polskie MSZ wezwało wówczas ambasadora Ukrainy na rozmowę.

CZYTAJ TAKŻE: Wjatrowycz: Polska okupowała Ukrainę, napisy na pomniku siczowców są adekwatne

Kresy.pl / dilo.net.ua

Czytaj kolejny artykuł
4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    wnuk rezuna :

    Po raz nie wiadomo który, naiwną politykę proukraińską naszych elit, spotyka potwarz i arogancja ze strony ukraińskich „przyjaciół”. Czas najwyższy chyba zrozumieć, że proamerykańska polityka wspierania politycznie tego postsowieckiego konglomeratu, szkodzi nie tyle Rosji jakbyśmy chcieli, ale przede wszystkim Polsce. Jej pozycji w UE i Europie Środkowej, a z czasem coraz bardziej naszym interesom gospodarczym, bo o politycznych to nawet nie ma co marzyć. Elity ukraińskie, podobnie jak rosyjskie, od dziesięcioleci są przesiąknięte syndromem imperialnym i pomimo swojej moralnej i gospodarczej nędzy, są w swoim nacjonalistycznym mniemaniu, europejską „potęgą” (chwilowo uśpioną). Ten przedłużający się frustrujący okres „uśpienia”, wywołuje u Ukraińców konwulsje aroganckiego lekceważenia bezpośrednich sąsiadów, zwłaszcza tych zamożniejszych i na lepszych pozycjach geopolitycznych. Psychologicznie zrozumiałe, politycznie absolutnie nie do zaakceptowania. Wydaje się absolutnie niemożliwe, a przynajmniej niemożliwe jest odnalezienie w ukraińskich umysłach, jakiejkolwiek płaszczyzny wspólnoty interesów naszych narodów i harmonijnego współdziałania na polu gospodarczym czy politycznym. Dla ukraińskiego „mocarstwa” ( większego od każdego z krajów UE) Polska nie jest partnerem jak np. Niemcy czy Anglia i Francja, a zatem jest w gruncie rzeczy przeszkodą w zajęciu przez Ukrainę przyszłej „właściwej” pozycji w UE. Dlatego tez bezczelna arogancja ukraińskich elit, jak w tym przypadku, kieruje się w stronę Polski, która wydaje im się przeciwnikiem !!!! (tak,tak, przeciwnikiem) o wiele słabszym niż Rosja i nieporównanie łatwiejszym „do ogrania”. Czas najwyższy żeby też w końcu polskie elity, porzuciły ukrainofilskie sentymenty i zaczęły realizować bezwzględnie politykę polskich interesów wobec Ukrainy, a nie tylko iść posłusznie na pasku Ameryki.