Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych w wywiadzie dla Radia Zet powiedział, że w kasie Narodowego Funduszu Zdrowia brakuje 15 mld zł, żeby wypłacić szpitalom za zaległe świadczenia medyczne. W rezultacie część placówek zamyka oddziały oraz odwołuje i przekłada zabiegi planowe nawet na przyszły rok.
Prezes OZPSP mówił, że 6 mld zł brakuje w kasie NFZ na zapłacenie do końca roku nadwykonań w świadczeniach nielimitowanych (diagnostyka, porody, rehabilitacja, leczenie udarów czy zawałów serca) i 8 mld zł na świadczenia limitowane, do których zaliczają się zakontraktowane i zatwierdzone przez NFZ operacje. Łącznie to 15 mld zł. Waldemar Malinowski stwierdził, że szpitale z całej Polski dostają te pieniądze z dużym opóźnieniem albo wcale.
Według prognoz luka budżetowa NFZ będzie się zwiększać w kolejnych latach. W 2025 roku w kasie ma zabraknąć 27,5 mld zł, a w 2026 aż 42 mld zł.
Malinowski wskazał, że szpitale tracą płynność finansową, przez co zmuszone są do likwidacji wielu oddziałów. Wiele zabiegów jest przekładanych.
„To przecież prawie wszystkie świadczenia, a to w zasadzie zaburza całe leczenie i całe planowanie terapii – mówi nam prezes OZSP. – Oczywiście dyrektorzy nie odprawią z kwitkiem pacjentów, którym trzeba nagle pomóc, ale wiele oddziałów, niestety, jest już zamykanych – dodaje. Jak podkreśla, dzieje się tak, bo pieniądze nie są w ogóle wypłacane. – A to grozi utratą płynności finansowej przez szpitale. To jest katastrofalny rok” – przekazał Radiu Zet Waldemar Malinowski.
O trudnej sytuacji finansowej polskich szpitali mówił dla Radia Zet również Artur Szczupakowski, dyrektor placówki w Lubartowie. Szczupakowski ujawnił, że brakuje mu pieniędzy na pensje dla pracowników.
„Problemy się mnożą, bo i tak zamknięty jest już oddział chirurgii, teraz walczymy o oddziały pediatryczny, chorób wewnętrznych i oddział ratunkowych – tłumaczy. – Z dnia na dzień jest coraz gorzej. To ogromny kryzys finansowy, bo to my kredytujemy NFZ. Żeby przetrwał SOR, musiałbym dokładać do niego dziennie 10 tysięcy złotych. Nie mam już na pensje dla pracowników. Odeszło mi kolejnych sześcioro lekarzy z urologii i interny. Przekładamy zabiegi, ograniczamy łóżka pacjentów na oddziale dla dzieci – wymienia dyrektor. – To jest groza” – dodaje.
Jak podaje Rafał Janiszewski, prawnik zajmujący się doradztwem dla podmiotów leczniczych – NFZ „został potraktowany przez polityków jak skarbonka bez dna”. Między 60 a 80 proc. budżetu stanowią same wynagrodzenia. Ekspert dodaje, że winę za to ponosi jeszcze poprzedni rząd. Wskutek działań Prawa i Sprawiedliwości na barkach Funduszu spoczywa realizacja tak zwanej ustawy podwyżkowej, czyli przepisów o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia.
Poza tym NFZ musi płacić za część świadczeń, za które do 2022 roku płaciło Ministerstwo Zdrowia. Chodzi na przykład o ratownictwo medyczne, szczepienia czy darmowe leki. Według wyliczeń eksperta Polacy w ostatnich latach wyłożyli z własnych kieszeni na leczenie ponad 50 miliardów złotych. To stanowi jedną czwartą budżetu NFZ.
Kresy.pl/radiozet.pl
































