Powtarzające się od marca wloty ukraińskich dronów w przestrzeń powietrzną Łotwy stały się dla kraju poważnym problemem politycznym, który musi rozwiązać nowy, powołany dwa tygodnie temu premier.
„To informacja niejawna, której nie można ujawnić, ale mogę jedynie dodać, że jest ona związana z głównym pytaniem, które pan zadał o drony operujące w strefie przygranicznej z Rosją i rozwiązaniem technicznym, o którym poinformowali mnie Ukraińcy” – powiedział w wywiadzie dla telewizji Delfi Andris Kulbergs, nowy premier Łotwa.
Zdaniem premiera, gdyby decyzja ta weszła w życie, powstałyby większe możliwości zapobiegania wlotowi dronów w przestrzeń powietrzną Łotwy, zgodnie jednak ze swoją deklaracją nie ujawnił żadnych szczegółów, jak zrelacjonowała agencja informacyjna RIA Nowosti.
W ostatnich tygodniach na Łotwie doszło do serii incydentów z udziałem dronów. 7 maja dwa bezzałogowce, które według łotewskiego ministra obrony Andrisa Sprudsa najprawdopodobniej zostały wystrzelone przez Ukrainę przeciwko celom w Rosji, wleciały nad Łotwę od strony rosyjskiej; jeden z nich uderzył w skład ropy w Rzeżycy, uszkadzając puste zbiorniki.
W kolejnych dniach ogłaszano alarmy przeciwdronowe w Łatgalii, m.in. w rejonach krasławskim, rzeżyckim i lucyńskim, a 23 maja niezidentyfikowany dron spadł do jeziora Dridzis i eksplodował.
W poniedziałek kolejny dron, jaki wleciał w przestrzeń powietrzny został po raz pierwszy zneutralizowany. Zestrzelił go francuski samolot biorący udział w misji Baltic Air Policing.
Kubergs został powołany na premier 28 maja. Jego poprzedniczka, Evika Silina podała się do dymisji wraz z całym gabinetem w warunkach kryzysu politycznego wywołanego właśnie przez wloty ukraińskich dronów nad Łotwę.
ria.ru/kresy.pl































