Premier Węgier Viktor Orbán zapowiedział, że jeśli jego rząd utrzyma się przy władzy, to nie wdroży unijnego paktu migracyjnego, który ma wejść w połowie tego roku. Orbán dodał, że kraj ma pozostać wolny od migrantów, mimo presji ze strony Brukseli i wysokich kar finansowych.
16 marca marca podczas wiecu wyborczego partii Fidesz, premier Viktor Orbán oświadczył, że po wejściu w życie europejskiego paktu migracyjnego jego rząd nie dopuści do wpuszczania migrantów do kraju, co stało się kolejnym elementem sporu Budapesztu z Brukselą o ochronę granic
Czytaj również: UE czeka drugi kryzys migracyjny? Dyplomaci ostrzegają, że wojna na Bliskim Wschodzie może wywołać kolejną falę
Orbán zaznaczył, że po wyborach parlamentarnych planowanych na 12 kwietnia rozstrzygnie się, „czy Węgry ulegną naciskom zewnętrznym, czy utrzymają dotychczasową linię”. Premier wskazał, że od 1 lipca pakt migracyjny ma wejść w życie, a nowy rząd musiałby wpuścić do kraju setki migrantów i zbudować obozy dla dziesiątek tys. osób.
„Orbán powiedział w imieniu patriotycznego rządu, że – pomimo nacisków ze strony Brukseli – nie wdroży paktu migracyjnego i będzie chronić Węgry. Nikt nie może nam mówić, z kim mamy żyć, tylko my możemy” — czytamy na stronie węgierskiego premiera.
Warto zobaczyć: Węgrzy i Słowacy osiągnęli swój cel – UE weźmie udział w przywróceniu tranzytu rosyjskiej ropy przez Ukrainę
Orbán podkreślił również, że w razie utrzymania się obecnego rządu u władzy Węgry nie zmienią swojego dotychczasowego kursu. W jego ocenie kraj ma pozostać wolny od migrantów niezależnie od presji politycznej ze strony instytucji unijnych.
W styczniu Viktor Orbán szerzej przedstawił stanowisko władz w Budapeszcie wobec paktu migracyjnego, określając jego wdrożenie jako jedną z kluczowych kwestii w tym roku. Według przedstawionej przez niego oceny od czerwca Węgry miałyby zostać zobowiązane do rozpatrywania 23 tys. wniosków rocznie i utworzenia obozu dla 10 tys. osób.
Może Cię zainteresować: Niemcy zaostrzają prawo azylowe. Bundestag przyjął przepisy UE
„Stanowisko rządu węgierskiego pozostaje niezmienne: nie przyjmiemy ani jednego migranta, nie zbudujemy obozów dla uchodźców, nie zmienimy porządku ochrony granic i nie staniemy się krajem imigracyjnym. Nie zgadzamy się, aby Bruksela dyktowała nam, z kim mamy żyć” — powiedział wówczas premier Viktor Orbán.
Orbán argumentował, że Węgry uniknęły skutków migracji, ponieważ już w 2015 roku odrzuciły ten kierunek. W jego ocenie państwa Europy Zachodniej znalazły się na innej ścieżce, co prowadzi do narastania sporów wewnątrz Unii Europejskiej i pogłębia podziały między krajami członkowskimi.
Wskazał, że Budapeszt został zobowiązany do zapłaty 1 mln euro dziennie, ale mimo to utrzymanie dotychczasowej polityki jest korzystniejsze niż ponoszenie konsekwencji społecznych, gospodarczych i finansowych wynikających z wpuszczania migrantów.
W dalszej części wypowiedzi stwierdził, że pakt migracyjny pozostaje całkowicie sprzeczny z najlepszym interesem Węgier. Dodał zarazem, że w perspektywie 10–15 lat kraj może potrzebować pracowników z Europy, a nie migrantów, i że swobodny przepływ osób w ramach tego samego kontynentu może w tym zakresie służyć rozwiązaniu problemów demograficznych państwa.
W tym samym kontekście premier odniósł się do kwestii suwerenności państwowej i miejsca Węgier w Unii Europejskiej. Oceniał Brexit jako odważną decyzję i wyraz narodowej samoświadomości, ale zaznaczył, że dla Węgier nie jest to realna droga. Wskazał przy tym, że po wyjściu Wielkiej Brytanii Europa Środkowa utraciła ważnego sojusznika w sporach z nurtem federalistycznym obecnym w Brukseli.
Orbán podnosił również, że po odejściu Zjednoczonego Królestwa kraje Europy Środkowej zostały osamotnione i utraciły siłę blokującej mniejszości, przez co nie są w stanie wystarczająco skutecznie przeciwstawiać się rozwiązaniom godzącym w suwerenność państw narodowych. Jednocześnie ocenił, że Unia Europejska znajduje się w stanie stopniowego rozpadu, który dokonuje się przez przyjmowanie decyzji, a następnie ich niewdrażanie.
Jednocześnie podkreślił, że nie byłoby rozsądne, aby Węgry poszły w ślady Wielkiej Brytanii. „Gdybyśmy byli wielkości Zjednoczonego Królestwa, gdybyśmy byli krajem liczącym ponad 60 milionów mieszkańców, gdybyśmy mieli ich PKB i broń jądrową, moglibyśmy spróbować, ale nie mamy, i dlatego niestety nie jest to dla nas realna droga”. Dodał, że „historia może nam oszczędzić tego pytania, ponieważ nie trzeba z tego rezygnować, rozpadnie się samo z siebie. Obecnie Unia Europejska znajduje się w stanie rozpadu, trwa proces rozpadu. Rozpad następuje poprzez to, że podejmujemy decyzje, których potem nie wdrażamy” – powiedział.
Kresy.pl/miniszterelnok.hu/miniszterelnok.hu






























