Lider opozycyjnej partii grozi odejściem z izraelskiego gabinetu wojennego

Lider opozycyjnej koalicji Jedność Narodowa Beni Ganc domaga się do premiera Izraela Binjamina Netanjahu przedstawienia planu politycznego dla Strefy Gazy.

Po ataku Hamasu na południowy Izrael z 7 października, w państwie tym sformowany został rząd jedności narodowej pod przewodnictwem dotychczasowego premiera Binjamina Netanjahu, w skład którego weszli także główny politycy opozycji, w tym Ganc. Jednak ostatnie wypowiedzi tego drugiego są kolejnym sygnałem dekompozycji gabinetu wojennego.

Przemawiając na sobotniej konferencji prasowej, Ganc wezwał rząd do wyrażenia zgody na sześciopunktowy plan określający wizję zarządzania oblężoną Strefą Gazy po zakończeniu konfliktu z Hamasem, podała Al Jazeera. Izraelski polityk, były minister obrony, powiedział, że jeśli jego żądania nie zostaną spełnione, wycofa swoją koalicję z rządu.

Jego ultimatum pogłębiło pęknięcia w izraelskim rządzie i zwiększyło rosnącą presję na Netanjahu w obliczu rosnącej wewnętrznej i międzynarodowej krytyki działań Izraela w Strefie Gazy. Plan Ganca zakłada uwolnienie izraelskich jeńców i zakładników wziętych przez Hamas, demilitaryzację Strefy Gazy i utworzenie międzynarodowej koalicji z „elementem amerykańskim, europejskim, arabskim i palestyńskim” dla cywilnego zarządzania tym terytorium.

Powtarzając stanowisko Netanjahu, Gantz powiedział, że ani Hamas, ani oficjalne władze Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa nie będą mogli rządzić Strefą Gazy.

Mimo to Ganc poczynił “słabo zawoalowaną”, jak tu ujmuje Al Jazeera, aluzję do polityki premiera i jego nacjonalistycznych sojuszników. „Jeśli wybierzesz drogę fanatyków i poprowadzisz cały naród w przepaść – będziemy zmuszeni odejść z rządu” – powiedział Ganc. W przeszłości nacjonalistyczni politycy będący koalicjantami Netanjahu wzywali do wysiedlenia całości palestyńskiego ludności Strefy Gazy i skolonizowania jej przez Żydów.

Deklaracja Ganca wpisuje się w niedawną wypowiedź ministra obrony Izraela Joawa Galanta, który oświadczył, że po zakończeniu konfliktu zbrojnego Izrael nie powinien agażować się w zarządzania Strefą Gazy.

Nowy etap konfliktu izraelsko-palestyńskiego rozpoczął się 7 października wraz z atakiem palestyńskiej organizacji polityczno-wojskowej Hamas na południowy Izrael. Hamas wystrzelił według różnych szacunków 2-5 tys. pocisków rakietowych, a następnie rozpoczął ofensywę, której częścią był desant przeprowadzony za pomocą motolotni i łodzi.

Izrael zareagował na to zmasowanym atakiem, w tym masowym bombardowaniem i ostrzałem zabudowy Gazy. Wprowadził także całkowitą blokadę palestyńskiej eksklawy, obejmującą także odcięcie od żywności, leków, energii elektrycznej i wody. Większość mieszkańców palestyńskiej ekslawy uciekła ze swoich domów do jej południowej części, rejonu granicznego miasta Rafah. Wielu z nich żyje tam w prowizorycznych warunkach. W regionie brakuje żywności, wody, lekarstw, dachu nad głową, energii elektrycznej. Dochodziło do ataków Izraelczyków na konwoje z pomocą humanitarną oraz Palestyńczyków próbujących ją odebrać.

Struktury medyczne w Strefie Gazy szacowały w sobotę, że od początku konfliktu zginęło ponad 35 tys. Palestyńczyków, a około 79 tys. zostało rannych. Zdecydowana większość to cywile. Skorygowana liczba ofiar śmiertelnych w Izraelu w wyniku ataków Hamasu z 7 października wynosi 1139 osób. Przy czym część zginęła na skutek interwencji izraelskiej armii. Kilkadziesięciu Izraelczyków jest nadal przetrzymywanych przez Hamas.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Al Jazeera podkresliła w sobotę, że Izrael odrzucił wysiłki mediatorskie Kataru i Egipu, które zaproponowały formułę zawieszenia broni, na którą przystał Hamas. Krytykę działań rządu Netanjahu wyraził już szef amerykańskiego dyplomacji Antony Blinken – „Po pierwsze, trzeba mieć jasny i wiarygodny plan ochrony ludności cywilnej, czego jeszcze nie widzieliśmy. Po drugie, musimy także zobaczyć plan dotyczący tego, co stanie się po zakończeniu konfliktu w Gazie, czego wciąż nie widzieliśmy”.

W sobotę dziesiątki tysięcy Izraelczyków zebrało się w Tel Awiwie, żądając dymisji premiera, powołując się na jego niepowodzenie w kwestii uwolnienia zakładników. Jeden z czołowych polityków izraelskiej opozycji Jair Lapid również wziął udział w sobotnich protestach, zobowiązując się do działań na rzecz obalenia rządu Netanjahu i powrotu izraelskich jeńców. W poście w mediach społecznościowych Lapid – sam były premier – nazwał obecny gabinet „najgorszym rządem w historii kraju”.

aljazeera.com/kresy.pl

 

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply