W 70. rocznicę ludobójstwa na Wołyniu radni Platformy Obywatelskie w Przemyślu (w jej składzie są członkowie Związku Ukraińców w Polsce) proponuje nazwanie jednej z ulic imieniem grekokatolickiego biskupa Jozafata Kocyłowskiego.

Biskup Jozafat Kocyłowski po wkroczeniu Wehrmachtu do Przemyślą podjął aktywną współpracę z okupantem niemieckim. Jako obywatel II Rzeczpospolitej dokonał zdrady stanu. Błogosławił oddziałom SS Galizien i zachęcał Ukraińców do wstępowania w szeregi tej formacji, która następnie brała udział w ludobójstwie Polaków na Kresach Wschodnich.

Protesty w tej sprawie należy kierować do Urzędu Miejskiego w Przemyślu:

Urząd Miejski w Przemyślu

Rynek 1, 37-700 Przemyśl

e-mail: [email protected]

***

Niżej zamieszczamy fragmenty kilku książek o biskupie Kocyłowskim:

1. Zdzisław Konieczny “Walki polsko-ukraińskie w Przemyślu i okolicy, listopad-grudzień 1918 r”– Przemyśl 1993.

“Na opinię polskich mieszkańców Przemyśla [w 1918 r – P.J.] miały wpływ nie tylko ukraińskie ogłoszenia, proklamujące przyłączenie Przemyśla do Ukrainy, czy wprowadzenie sądów doraźnych, ale również stanowisko księży i biskupa greckokatolickiego wobec złamania przez Ukraińców umowy zawartej 1 listopada 1918 r. Biskup J.Kocyłowski przyjął z radością zajęcie prawobrzeżnej części miasta przez Ukraińców i odprawił tego samego dnia – 4 listopada uroczyste nabożeństwo w kościele katedralnym (obecny kościół OO Karmelitów). Wygłosił w czasie tej uroczystej mszy św. kazanie do licznie zebranych ukraińskich mieszkańców i okolicznych wsi oraz czołowych polityków ukraińskich Przemyśla. Biskup J.Kocyłowski wypowiedział się wyraźnie za utworzeniem państwa ukraińskiego z ziemiami leżącymi na zachód od Sanu. Poparł więc nakreślony przez URN we Lwowie zasięg terytorialny przyszłego państwa ukraińskiego obejmującego między innymi Chełmszczyznę, Podlasie, tzw.”Nadsanie”, Łemkowszczyznę. Przesądził w ten sposób m.in. przynależność Przemyśla, Jarosławia, Sanoka, Krosna czy też Krynicy do Ukrainy. Wypowiedź ta rozeszła się szerokim echem w społeczeństwie zamieszkującym te tereny, spotykając się z oburzeniem ich polskich mieszkańców. Również duchowieństwo rzymskokatolickie przyjęło wypowiedź biskupa obrządku greckokatolickiego J.Kocyłowskiego negatywnie. Wypowiedzi biskupa J.Kocyłowskiego miały poważny wpływ na zaangażowanie się części duchowieństwa greckokatolickiego w bezpośrednie działania przeciwko Polakom i zachęcanie wiernych do walki z nimi. Przykłady tego zaangażowania miały miejsce na terenie diecezji przemyskiej.”

2. Leszek Włodek “Koniec Królewskiego Wolnego Miasta” –Przemyśl 1991 r.

“Władzę nad miastem [Przemyślem – P.J.] i okolicą sprawowała [niemiecka – P.J.] Komenda Polowa i Komenda Miasta na czele z gen. por. Strecciusem. Do Komendy w pierwszym dniu okupacji zwróciła się ukraińska delegacja w składzie: dr Włodzimierz Zahajkiewicz, M. Demczuk, prof. I. Gontarski, kupiec Jarosiewicz i mgr St. Nawrocki z propozycją objęcia władzy w mieście. Odpowiedzią na tę propozycję było zaproszenie ks. biskupa grekokatolickiego, J. Kocyłowskiego i dr. W. Zahajkiewicza na spotkanie 15 września 1939 r. z Adolfem Hitlerem w okolicy Jarosławia, który przyleciał samolotem w celu rozważenia powołania rządu ukraińskiego na obszarach położonych na wschód od Sanu. Spowodowało to masową manifestację w dniu 16 września na przemyskim rynku ludności ukraińskiej, deklarującej przyjaźń między Niemcami a Ukrainą. Równocześnie, 15 września, Niemcy zaprosili Wincentego Witosa na rozmowę w sprawie utworzenia rządu polskiego. Po jego odmowie internowano go 16 września 1939 r. w Sądzie Grodzkim w Jarosławiu.”

3. Edward Prus “Banderomachia”– Wrocław 2007.

“Ordynariusz diecezji przemyskiej biskup Josafat Kocyłowski 7 lipca 1941 w swoim liście pasterskim pisał: … Sława wielkiemu fuhrerowi Adolfowi Hitlerowi, wyzwolicielowi i najlepszemu przyjacielowi ukraińskiego narodu. Wszystkie siły ukraińskiego społeczeństwa na pomoc Wielkim Niemcom i ich zwycięskiej armii –wtórował ordynariuszowi jego sufragan biskup Hrihorij Łakota. On też był jednym z organizatorów manifestacji , o której pisał ukraiński dziennik “Hołos” (20.07.1941) wychodzący w Berlinie. Gazeta zachłystywała się z radości z powodu demonstracji i miłości ku fuhrerowi. 7 lipca– czytamy tam – w wyswobodzonym od bolszewickiego nieszczęścia Przemyślu , miała miejsce olbrzymia ukraińska manifestacja na cześć fuhrera i niezwyciężonej niemieckiej armii. Po uroczystym nabożeństwie , odprawionym przez władykę Josafata, ukraińskie społeczeństwo zgromadziło się wokół trybuny , udekorowanej niemieckimi i ukraińskimi flagami, gdzie znajdowali się przedstawiciele niemieckich władz i ukraińskiego społeczeństwa. Po przemówieniu z wyrazami wdzięczności dla fuhrera i niemieckiej armii, obecni przyjęli tekst telegramu do fuhrera ze słowami wdzięczności za oswobodzenie.Nieco wcześniej Kyr Josafat wydał bankiet na cześć oficerów niemieckich w którym oczywiście wzięła udział “nacjonalistyczna śmietanka” z Przemyśla i okolic. Na tym bankiecie władyka życzył Niemcommilionowych zwycięstw w walce z bolszewikami . Ukraiński naród –podkreślał– dzięki Niemcom powinien dalej maszerować razem z Wielkimi Niemcami, żeby uzyskać zwycięstwo w wojnie z sowietami.”

4. Edward Prus “SS-Galizien”– Wrocław 2001.

“4 lipca 1943 r, miasto Przemyśl. Książecy Przemyśl przeżył niecodzienne święto. Już od rana samego, nie zważając na drobny deszcz przybyło tu wiele osób z powiatów: przemyskiego, dobromilskiego i jarosławskiego, żeby na obszernym sportowym stadionie miejskim [przy obecnej ulicy Sanockiej – P.J.] razem z ochotnikami [do ukraińskiej dywizji SS Galizien – P.J.] wziąść udział w polowej , archirejskiej Służbie Bożej, którą odprawił w asyście całego duchowieństwa Jego Ekscelencja Kyr Josafat (biskup Kocyłowśkyj). W uroczystym nabożeństwie wzięli liczny udział przedstawiciele [niemieckich – P.J.] Sił Zbrojnych , garnizonu przemyskiego, przedstawiciele władzy, policji, Ukraińskiego Komitetu […] Na stadionie prężą się ochotnicy, kończy się nabożeństwo. Kyr Josafat błogosławi ochotników, a w swej homilii zagrzewa ich do walki za św. Cerkiew, za sprawiedliwość Bożą i za ład na ziemi. W żarliwych słowach Kyr Josafat zwraca uwagę na trudy wojenne, ale też przypomina powojenne szczęśliwe życie i kończy słowami : Idżcie do boju i wracajcie jako zwycięzcy.(Lwiwśki Wisti 10 VII 1943 r.). Należy zwrocić uwagę, że śpośród trzech ordynariuszy unickich, tylko jeden J.Kocyłowśkyj odprawił Slużbę Bożą w intencji SS-Galizien. Zarówno we Lwowie jak i Stanisławowie, dziękowali Panu Bogu za esesmańską formację sufragani. Po nabożeństwie odbyła się uroczystość cywilno-wojskowa, jak zawsze i jak wszędzie i tu głównymi postaciami byli Niemcy. W Przemyślu centralne miejsce na trybunie przed którą defilowali ochotnicy, zajął starosta, hauptsturmfuhrer Paul. Członek miejskiej Uprawy M.Chronowiat stał za jego plecami. Obaj oni w swoich przemówieniach byli zgodni co do tego, że ukraińscy żołnierze powinni wiernie służyć Wielkiemu Fuhrerowi.”

5. Zdzisław Konieczny – „Polacy i Ukraińcy na ziemiach obecnej Polski 1918-1947”– Przemyśl 2010.

” (…) W okresie poprzedzającym wybuch I wojny światowej i w czasie jej trwania przekształcił się Kościół greckokatolicki w ukraiński Kościół narodowy, który dążył do utworzenia państwa ukraińskiego. Traktat w Brześciu Litewskim zawarty 9 lutego 1918 roku między Ukraińską Republiką Ludową a Niemcami i Austro – Węgrami przyznawał Ukrainie Chełmszczyznę i Podlasie. W klauzurze tajnej Austro – Węgry deklarowały wydzielenie z Galicji – Galicji Wschodniej i utworzenie z niej wraz z Bukowiną i Rusią Zakarpacką – ukraińskiego kraju koronnego. Traktat brzeski znalazł poparcie hierarchii Kościoła greckokatolickiego, a metropolita Szeptycki wypowiedział się, że jest sprawiedliwy, gdyż ziemie te są starą ukraińską krainą, która geograficznie i historycznie powiązana jest z Ukrainą. Podjął też starania o reaktywowanie unickiej diecezji chełmskiej, na co nie uzyskał zgody papieża. Wcześniej, bo w listopadzie 1917 roku unicki biskup przemyski J. Kocyłowski, po ogłoszeniu przez Ukraińską Centralną Radę w Kijowie niepodległości i proklamowania Ukraińskiej Republiki Ludowej w liście do wiernych, pisał o „zmartwychwstaniu Ukrainy”. 21 lutego 1918 roku w liście pasterskim episkopatu greckokatolickiego zażądał on od całego duchowieństwa pracy w jednym duchu, pisząc: „Duchowni, którzy by mieli inne przekonania narodowe – aniżeli nasz naród, w sumieniu swym zobowiązani są przystosować się w całej zewnętrznej robocie do całego ogółu”. Traktat brzeski został przyjęty entuzjastycznie przez Ukraińców, którzy wyrażali radość z jego postanowień uważając go za zwycięstwo narodowe. Manifestacje polskie i ukraińskie i zupełnie inna ocena traktatu spowodowały pogorszenie się stosunków polsko – ukraińskich.

Po zerwaniu umowy polsko – ukraińskiej i zajęciu z 3 na 4 listopada prawobrzeżnej części miasta Przemyśla przez Ukraińców, biskup J. Kocyłowski W czasie uroczystego nabożeństwa (4 XI 1918) poparł budowę państwa ukraińskiego z Chełmszczyzną oraz zezwolił na umieszczenie wtedy na katedrze greckokatolickiej transparentu z napisem „Boże Wielki, Jedyny, Ruś – Ukrainę chroń”. Było to interpretowane przez duchowieństwo greckokatolickie jako wezwanie hierarchii greckokatolickiej do walki o budowę państwa ukraińskiego w granicach nakreślonych przez polityków ukraińskich. Formą poparcia dla walki ZURL o niepodległe państwo była odmowa biskupów ukraińskich podpisania listu pasterskiego wydanego przez biskupów polskich, po 11 listopada, z okazji odzyskania przez Polskę niepodległości. W jego podtekście było poparcie dla walki, jaką toczyły wojska ukraińskie – ZURL z Polską w Galicji Wschodniej. Podobną wymowę miała odmowa przyjęcia propozycji gen. J. Bijaka, który w rozmowie z przemyskim biskupem greckokatolickim proponował mu podjęcie działań mających na celu zapewnienie spokoju na terenach objętych walkami.

Już po przegranej przez Ukraińców wojnie z Polską, biskupi greckokatoliccy wydali w Przemyślu list do wiernych, w którym czytamy: „Polskie wojska zajęły cały kraj. (…) Tysiące niewinnych ofiar, spokojnych mieszkańców jest więzionych w obozach, ginie albo głoduje i znosi niewyobrażalne fizyczne i moralne cierpienia. Wydaje się, że cały naród skazany jest na zagładę”. List ten czytany w cerkwiach, był jakby wezwaniem do walki i stanowił zachętę do wstępowania w szeregi tych, którzy pragnęli ją kontynuować. Unickie biskupstwo przemyskie obejmowało swym zasięgiem Łemkowszczyznę. Na ziemiach jej istniały podziały na moskalofiłi, starorusinów i Ukraińców. Walka między tymi trzema kierunkami łączyła się ze wzrostem tendencji przechodzenia grekokatolików na prawosławie. Tendencja ta nabrała większych rozmiarów po 1918 roku.

Stosunek biskupa przemyskiego obrządku greckokatolickiego do państwa polskiego był negatywny. Traktował on państwo polskie jako okupacyjne i starał się to podkreślać przez wydawane zarządzenia do podległego mu kleru. W roku 1919.wydał zarządzenie o prowadzeniu ksiąg metrykalnych i korespondencji z władzami polskimi w języku ukraińskim. Stosunku tego nie zmieniła decyzja Rady Najwyższej, przyznającej Polsce prawa mandatariusza w Galicji Wschodniej na 25 lat (1919). J. Kocyłowski traktował ją jako przejściową i liczył prawdopodobnie na powstanie państwa ukraińskiego w niedalekiej przyszłości. Podkreślając swą niezależność od państwa polskiego, podjął decyzję obsady archidiakona kapituły greckokatolickiej swej diecezji bez uzgodnienia z władzami we Lwowie w roku 1919. Uzgodnienie takie wymagane było w okresie monarchii austro – węgierskiej. Dopiero naciski władz państwowych spowodowały, że wystąpił on o zgodę wojewody lwowskiego i uzyskał ją 21 listopada 1921 roku. Podobnie mianował nowych proboszczy parafii greckokatolickich w 1920 roku, co spowodowało dalsze zaostrzenie stosunków między biskupstwem a państwem. Wzywał też do bojkotu spisu powszechnego w 1921 roku.

Podobnie jak niepodległościowe ugrupowania ukraińskie, wzywał do bojkotu wyborów do Sejmu w 1922 roku. W roku tym większość duchowieństwa greckokatolickiego odmówiła odprawienia nabożeństwa żałobnego za ś.p. Prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza, nabożeństw w związku z uznaniem granic wschodnich oraz święta 3 Maja, o co posądzano J. Kocyłowskiego, który jakoby wydał swemu duchowieństwu w tej sprawie tajne instrukcje. Działalność J. Kocyłowskiego budziła zastrzeżenia rządu, który nosił się nawet z zamiarem zwrócenia się do Stolicy Apostolskiej o jego odwołanie.

Państwo polskie w latach 1919-1920 przyznawało dotację w wysokości 8 718 357 koron rocznie diecezjom Małopolski Wschodniej. Diecezje greckokatolickie z sumy tej otrzymywały: lwowska 25,6%, przemyska 25%, stanisławowska 15,9%, natomiast diecezje rzymskokatolickie: lwowska 10%, przemyska 11%. Antypaństwowe stanowisko biskupa J. Kocyłowskiego spowodowało wstrzymanie rocznych dotacji państwa dla biskupstwa greckokatolickiego w Przemyślu od 1 stycznia 1923 roku do 30 listopada 1924 roku. Po przyznaniu przez Radę Ambasadorów w marcu 1923 roku praw Polski do Galicji Wschodniej – Małopolski Wschodniej, stanowisko biskupa Kocyłowskiego do państwa polskiego uległo zmianie. Wpłynęła na nią wizyta biskupa Kocyłowskiego w Watykanie, o której pisze Skrzyński, polski ambasador przy Watykanie w piśmie ściśle tajnym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych 16 czerwca 1924 roku następująco:

„Biskup Kocyłowski dopiero na skutek presji Watykanu był u mnie. (…) Biskup powiedział mi, że przeszłego roku tak on, jak Metropolita Szeptycki otrzymali od Papieża stanowcze dyrektywy, by polityką się nie zajmowali, by ich zachowywanie się lojalne wobec państwa polskiego i rządu było bez zarzutu i by w tym duchu wpływali na kler. (…) Biskup Kocyłowski ściśle poufnie opowiadał mi, że Papież pytał go bardzo dokładnie o wszystko i że wydał mu się pełen troski, by wreszcie lepsze stosunki mogły zapanować między Rusinami a państwem polskim. Gdy pytany przez niego o sprawę pensji, opowiedział, jaką odpowiedź otrzymał co do tego nuncjusz, Papież po długim namyśle powiedział tylko: Tak widzę, że trudno dogodzić, ale że odpowiadają, iż nie jesteście przyjaciółmi Polski niech nie wpływa na to byście nie byli przyjaciółmi”.

Skarżył się też Kocyłowski na trudności, na jakie napotykał się ze strony władz. Wyliczał, że nie otrzymuje poborów od państwa, że ma opłacany tylko jeden etat w seminarium, a potrzeba mu pięciu, że kapelan prawosławny Wojska Polskiego otrzymał do użytku kaplicę na dawnym cmentarzu niemieckim, a nie w koszarach, co grozi rozszerzaniem się prawosławia wśród ludności cywilnej. Opowiadał, że w wyniku rozmowy z Papieżem złożył wizytę wojewodzie lwowskiemu. Opowiadał również ambasadorowi, że ma trudności wobec zajmowanego przez rząd do niego stanowiska. Żalił się, że na jego interwencję Nuncjusz odpisał mu: „że rząd płaci tylko biskupom, którzy są przyjaciółmi Polski”. J. Kocyłowski mówił do ambasadora, że wygląda jakby się on nie miał za obywatela polskiego, lecz jakby rząd go za takiego uważał.

Pod wpływem tej rozmowy, ambasador zaproponował w Warszawie wypłatę wynagrodzenia Kocyłowskiemu, zapewnienia środków finansowych na płace 5 profesorów seminarium duchownego oraz rozważenie przeniesienia kaplicy prawosławnej do jakiegoś obiektu w koszarach. Sądził, że te ustępstwa winny wpłynąć na zmianę stosunku Kocyłowskiego do państwa i Polaków. Mylił się jednak srodze. Pismo ambasadora Polski przy Watykanie odniosło pozytywny skutek. Rząd postanowił wypłacać pobory J. Kocyłowskiemu, a także profesorom jego greckokatolickiego seminarium. Przeniósł też kaplicę prawosławną z dotychczas użytkowanej na cmentarzu w obręb koszar wojskowych.

Wizyty biskupa J. Kocyłowskiego u ambasadora i wojewody lwowskiego oraz oficjalne wyciszenie wrogich państwu wypowiedzi dały mu korzyści. Wstrzymanie płac dla J. Kocyłowskiego przez rząd było bowiem bardzo boleśnie przez niego odczute. Zmuszało też do opłacania profesorów seminarium z dochodów, jakie przynosiły mu posiadane nieruchomości tak w mieście (kamienice), jak też majątki ziemskie. A dochody te były znaczne, mimo użalania się biskupa na ich brak, i przewyższały dochody biskupstwa rzymskokatolickiego w Przemyślu. Biskup Kocyłowski zaprzestał wrogich wypowiedzi przeciw państwu polskiemu, ale tolerował antypolskie wystąpienia swych księży, nawet po podpisaniu konkordatu zobowiązującego go do lojalności wobec państwa polskiego i jego rządu, i zobowiązania, że będzie tego wymagał od swego duchowieństwa. Wtedy też we wszystkich cerkwiach 3 maja odbyły się wyjątkowo nabożeństwa za pomyślność Polski, o czym informował m.in. starosta jasielski. Biskup J. Kocyłowski zachęcał podległych mu księży do włączenia się w pracę ukraińskich organizacji kulturalno – oświatowych i spółdzielczych. Ich aktywny udział w pracach tych organizacji był przez niego traktowany jako wkład duchowieństwa greckokatolickiego w umacnianie poczucia odrębności narodu ukraińskiego od polskiego. Udział księży greckokatolickich w organizacjach społecznych i politycznych był odnotowywany w sprawozdaniach sytuacyjnych starostw.

Biskup J. Kocyłowski tolerował antypolskie wystąpienia księży greckokatolickich. Zdarzały się też gorszące wiernych ekscesy duchownych. Przykładem może być m.in. nabożeństwo odprawiane w cerkwi w Wysowej z okazji Święta Niepodlegości 1931 roku, w czasie którego wierni starorusini odśpiewali na cześć Polski „mnohoje lita”, a Polacy „Boże coś Polskę”, na co oburzony duchowny zareagował zamknięciem carskich wrót i ostentacyjnym wyjściem z cerkwi. W tym samym roku księża greckokatoliccy zbojkotowali – wbrew konkordatowi – święto państwowe m.in. w miejscowościach: Czarna, Wołowce, Bednarka, Rozdziel, Mącina Wielka. Dużą rolę w umacnianiu nastrojów antypolskich i szerzeniu nacjonalizmu odgrywali, podobnie jak w czasie wojny polsko – ukraińskiej, księża greckokatoliccy. Na terenie omawianych powiatów województwa lwowskiego (według danych wojewody lwowskiego) w 1924 roku było ogółem 279 duchownych greckokatolickich, z których przyjaźnie ustosunkowanych do narodu polskiego i państwa było 55, obojętnych na sprawy konfliktu 108, nieprzyjaźnie ustosunkowanych 72, a czynnych wrogo 44.
(…)
Na terenie wchodzącym w skład greckokatolickiej diecezji przemyskiej zlokalizowane były liczne garnizony Wojska Polskiego. Największy był w Przemyślu, w którym mieściła się również siedziba DOK X. W garnizonach tych służyli żołnierze wyznania katolickiego (obrządku rzymskokatolickiego i greckokatolickiego) oraz prawosławia. W czasach zaboru austro – węgierskiego był zwyczaj uczestniczenia wojska w święcie Jordanu. W czasie tej uroczystości i święcenia wody, duchowni greckokatoliccy odmawiali modły za cesarza Franciszka Józefa, a po jego śmierci – cesarza Karola. Ponieważ inicjatywa zaproszenia żołnierzy obrządku greckokatolickiego nie wychodziła od proboszczy organizujących procesje, dowódcy garnizonów zwrócili się w 1927 roku do miejscowych duchownych greckokatolickich z propozycją udziału żołnierzy WP obrządku greckokatolickiego w święcie Jordanu. Nie otrzymali jednak zaproszeń, tak że wojsko nie brało udziału w procesjach organizowanych w Przemyślu, Radymnie, Jarosławiu, Gródku Jagiellońskim i Sanoku. Również w latach następnych żołnierze nie brali udziału w święcie Jordanu.

W 1932 roku dowódca garnizonu przemyskiego WP zwrócił się do miejscowej parafii greckokatolickiej, organizującej święto Jordanu, z propozycją udziału wojska z orkiestrą. Propozycja ta została odrzucona przez parocha, który uzasadnił odmowę tym, że udział wojska oraz polskich urzędników może doprowadzić „do obraźliwych okrzyków, czy nawet ekscesów”. Na drugi rok powtórzono propozycję z podobnym skutkiem. Odmowę poparł również biskup J. Kocyłowski, co wywołało oburzenie polskiej społeczności miasta, o czym pisała „Ziemia Przemyska” w 1933 roku. Dopiero w roku 1935 odbyły się w mieście trzy procesje i święcenie wody nad Sanem, jedna z udziałem żołnierzy obrządku greckokatolickiego, orkiestrą wojskową, przedstawicielami władz miasta, starostwa i nielicznych mieszkańców obrządku greckokatolickiego i rzymskokatolickiego, druga procesja ludności greckokatolickiej prowadzonej przez miejscowego parocha oraz trzecia – żołnierzy prawosławnych, również z orkiestrą, przedstawicielami władz, petlurowców oraz nielicznych rzymskokatolików. Procesje wojskowe prowadzili kapelani wojskowi greckokatoliccy i prawosławni.

Odmowa możliwości udziału WP w procesjach organizowanych w święta Jordanu przez parocha greckokatolickiego, posiadającego poparcie biskupa Kocyłowskiego, spowodowana była tym, że w czasie procesji i święcenia wody należało odmówić modlitwę za Prezydenta Rzeczypospolitej i Wojsko Polskie. Odmawiali ją kapelani wojskowi tak greckokatoliccy jak też prawosławni, ale nie chcieli tego uczynić kapłani greckokatoliccy podlegli biskupowi Kocyłowskiemu. Konflikt związany z obchodami święta Jordanu świadczył o stosunku kleru greckokatolickiego do państwa polskiego i Polaków. Był jednym z elementów prowadzonej przez kler greckokatolicki antypolskiej akcji. Od 1935 roku procesje połączone ze święceniem wody na święto Jordanu odbywały się na terenie wszystkich garnizonów WP przemyskiej diecezji greckokatolickiej, ale były organizowane przez wojskowych kapelanów greckokatolickich. Jedynie w Sanoku do roku 1936 odbywało się święto Jordanu przy udziale wojska, orkiestry wojskowej, władz miejskich i ludności greckokatolickiej i rzymskokatolickiej. W czasie tego święta nabożeństwo odprawiał ks. Bazyli Maściuch, kierujący Apostolską Administracją Łemkowszczyzny. W czasie święta Jordanu prawosławnego w Przemyślu kapelan przemawiał po polsku, a na zakończenie śpiewano hymn państwowy. Był on również śpiewany w czasie święta Jordanu zorganizowanego dla żołnierzy greckokatolickich. Na 3 Maja 1939 roku, jak donosiła „Pobudka”, budynek Narodnego Domu, bursy ukraińskiej, seminarium greckokatolickiego, pałac biskupa Kocyłowskiego oraz kapituła unicka nie zostały udekorowane flagami państwowymi. Był to swoisty dowód na stosunek do państwa polskiego.
(…)
W związku z powtarzającymi się zabójstwami ludności polskiej na Wołyniu, we Wschodniej Małopolsce oraz w diecezji przemyskiej, [przemyski biskup rzymskokatolicki Franciszek Barda – P.J.] prowadził korespondencję z arcybiskupem lwowskim B. Twardowskim. W roku 1943 wystosował do niego list z prośbą o interwencję u arcybiskupa A. Szeptyckiego w tej sprawie. Wiedział o fiasku rozmów i korespondencji, jaką prowadził z arcybiskupem Szeptyckim arcybiskup lwowski Twardowski. W rozmowach z przedstawicielami RGO w Przemyślu, którzy w porozumieniu z okupacyjnymi władzami Generalnego Gubernatorstwa, namawiali go o wydanie listu pasterskiego wzywającego do zaprzestania walk polsko – ukraińskich, odmówił, obawiając się obciążenia za nie Polaków i widząc również brak zainteresowania i reakcji ze strony Cerkwi greckokatolickiej. Stosunki biskupa Bardy z biskupem obrządku greckokatolickiego były oziębłe, gdyż J. Kocyłowski, utrzymujący od lat przyjazne relacje z A. Szeptyckim, aprobował jego politykę wobec państwa polskiego przed wojną i w czasie jej trwania. Takie ich kontakty wynikały też z cichej zgody J. Kocyłowskiego na angażowanie się duchowieństwa greckokatolickiego we współpracę z okupantem niemieckim oraz udziału Kocyłowskiego w uroczystościach, związanych z przyjmowaniem ochotników do SS Galizien w Przemyślu i jego proniemieckie wystąpienie w czasie tej uroczystości.
(…)
Przygotowania III Rzeszy do najazdu na ZSRR były wiadome działaczom OUN oraz urzędującemu w Krakowie przewodniczącemu UCK W. Kubijowyczowi, a za ich pośrednictwem niektórym duchownym greckokatolickim. Należy sądzić, że również biskup J.Kocyłowski mógł wiedzieć o zbliżającym się najeździe wojsk niemieckich na ZSRR. Prawdopodobnie w czasie pierwszych walk niemiecko – sowieckich o Przemyśl wyjechał J. Kocyłowski do klasztoru o.o. Bazylianów w Dobromilu, gdzie po zajęciu go przez wojska niemieckie wziął udział w organizowanym przez ihumena tegoż klasztoru przyjęciu dla oficerów niemieckich.
Wybuch wojny i postępy wojsk niemieckich, zajęcie przez nie Lwowa i dalsze posuwanie się na wschód, zmieniało sytuację polityczną. Mimo nieuznania przez Niemców utworzonego przez OUN-B 30 czerwca rządu we Lwowie i aresztowania jego organizatorów, metropolita A. Szeptycki wezwał 10 lipca podległe mu duchowieństwo do popierania rządów niemieckich, a we wrześniu 1941 roku po zajęciu przez Niemcy Kijowa, przesłał do Hitlera gratulacje w związku z zajęciem tego miasta. W telegramie zapewniał o swych modlitwach o błogosławieństwo dla wodza wielkiej Rzeszy. Stanowisko A. Szeptyckiego, uznawanego przez wiernych i duchownych greckokatolickich za duchowego przywódcę narodu ukraińskiego, miało duże znaczenie dla duchownych, traktujących je jako wskazówkę dla swej dalszej działalności i stosunku do niemieckiego okupanta.

Po zajęciu prawobrzeżnej części Przemyśla przez wojska niemieckie 28 czerwca 1941 roku, ukraińscy nacjonaliści postanowili zwołać, za zgodą wojskowych władz niemieckich, uroczysty wiec ludności mający być podziękowaniem za uwolnienie ich spod okupacji sowieckiej. 7 lipca na Rynku przemyskim odbyła się duża manifestacja przy udziale ludności ukraińskiej Przemyśla i okolicznych wsi. W uroczystości tej na trybunie honorowej obok znanych nacjonalistów ukraińskich z zachodniej części miasta – Zasania znaleźli się również duchowni greckokatoliccy z biskupem J. Kocyłowskim. Zebrani na udekorowanej flagami niemieckimi i ukraińskimi trybunie wygłosili szereg przemówień. Wiec otworzył przewodniczący Ukraińskiego Komitetu w Przemyślu inż. Kotyk, a po nim wystąpili: sekretarz Ukraińskiego Komitetu Mykyta, przedstawiciel OUN Borys Witoszynśkyj, przedstawicielka kobiet profesor Dubljanycewa. Uroczystość tę i wystąpienia mówców, wyrażających się entuzjastycznie o uwolnieniu ich przez wojska III Rzeszy spod jarzma sowieckiego i polskiego, opisuje jednodniówka wydana z tej okazji „Swiato Radosti” z datą 10 lipca 1941 roku. Zamieszcza ona tekst depeszy Ukraińskiego Komitetu w Przemyślu, wysłanej do „Fuhrera niemieckiego narodu i wielkich Niemiec”.Tekst jej zawiera m.in. następujące zdania:

„Ukraińscy mieszkańcy książęcego grodu Przemyśla przekazują wyrazy najgłębszego uznania (…) armii i wdzięczność za wyzwolenie z polskiego i moskiewsko-żydowskiego jarzma. (…) Przysięgamy wieczną przyjaźń przypieczętowaną krwią niemieckiego żołnierza i ukraińskich powstańców i mężczyzn. Wierni tej przysiędze poświęcimy wszystkie swoje siły i spełnimy wszystkie wymagania, aby przez odbudowę naszej ojczyzny stać się godnymi współbudowniczymi wielkich Niemiec i stworzenia nowego porządku we wschodniej Europie zgodnie z planami i ideami fuhrera niemieckiego narodu”.

Podobne uroczystości odbywały się w innych miastach. Bezpośrednie angażowanie się biskupa J. Kocyłowskiego w uroczystość powitania wojsk niemieckich w Przemyślu 7 lipca 1941 roku, wskazuje na jego stosunek do państwa polskiego i Polaków. Jak można ocenić udział J. Kocyłowskiego w tej uroczystości w świetle konkordatu? Konkordat obowiązywał i zawierał tekst przysięgi na wierność państwu polskiemu. W toczącej się wojnie, w której naród polski walczył z hitlerowskimi Niemcami, stanowisko biskupa J. Kocyłowskiego było skrajnie nielojalne.

Po zajęciu Birczy przez wojska niemieckie w czerwcu 1941 roku, dotarły do niej grupy młodzieży OUN, które zorganizowały zebranie, na którym powołano miejscowe ukraińskie władze. Prawdopodobnie powołano UDK, w skład którego weszli: ks. greckokatolicki Iwan Łebedowicz jako przewodniczący, dr Unicki odpowiedzialny za sprawy kultury, dr Kozij odpowiedzialny za sprawy finansowe, Łew Pryszłiak – za sprawy organizacyjne. Na burmistrza miasteczka Birczy powołano Iwana Łomińskiego, a na wójta gminy zbiorowej Konstantego Melnyka. Komendantem policji został Iwan Harabacz, a jego zastępcą Iwan Choma. Na całym terenie birczańskim władzę przejęli Ukraińcy, zajmując stanowiska sołtysów i kierowników szkół. W Kuźminie kierownictwo szkoły objął Stepan Stebelski. Podobnie było w spółdzielniach i innych organizacjach gospodarczych.

J. Kocyłowski i duchowni z jego diecezji utrzymywali kontakty z UCK w Krakowie oraz z lokalnymi jego strukturami. Przykład ich biskupa był dla nich wskazówką do podejmowania działań. Duchowieństwo ukraińskie było wykorzystywane przez niemieckiego okupanta do zachęcania wiernych w wywiązywaniu się ich z nakładanych przez okupanta kontyngentów, zachęcania do dobrowolnych wyjazdów na roboty do III Rzeszy, wykonywania zaleceń władz okupacyjnych itp. Przyjęło też, aczkolwiek niechętnie, przekazywanie dzwonów dla potrzeb armii niemieckiej. Na Łemkowszczyźnie cerkwie musiały przekazać wszystkie dzwony dla potrzeb armii. Starania administratora AAŁ u władz niemieckich, aby pozostawić w każdej cerkwi przynajmniej jeden dzwon, pozostały bezskuteczne. Nie zawsze duchowni greckokatoliccy ustosunkowywali się entuzjastycznie do zarządzeń niemieckich obciążających ludność wiejską, a jeżeli to czynili to w imię uzyskania poparcia w budowie jakiejś przynajmniej namiastki państwa ukraińskiego, co wymagało ich zdaniem poświęceń.

Ks. W. Piętowski pisze, że po zajęciu omawianego terenu przez wojska niemieckie, większość księży greckokatolickich odnosiła się przychylnie do okupanta niemieckiego, a wrogo do ludności polskiej. Podaje też, że w powiatach dystryktu krakowskiego, znajdujących się w obecnych granicach państwa polskiego, działało 35 duchownych greckokatolickich wrogo ustosunkowanych do państwa polskiego i Polaków i aktywnie popierających OUN. Nawet księża greckokatoliccy, poprawnie odnoszący się do Polaków przed wybuchem wojny niemiecko – polskiej, zmienili swój stosunek na wrogi.

W 1943 roku Niemcy w wyniku starań UCK, a osobiście W. Kubijowycza, przystąpili do organizowania ochotniczej dywizji SS Galizien. Do wstępowania do niej zachęcali duchowni greckokatoliccy. Akcję werbunkową prowadzono bardzo aktywnie, wykorzystując również cerkiew. Przykładem może być wieś Młyny, w której po nabożeństwie w cerkwi, miejscowa stygmatyczka Anastazja Wołoszyn, zwróciła się do zgromadzonych z apelem: „By teraz, gdy wojsko niemieckie tak bohatersko walczy i ginie na Wschodzie wśród śniegów i mrozów za wolność także Ukraińców, nie siedzieć bezczynnie. Powstaje (…) dywizja „Hałyczyna” (SS Galizien), niech wszyscy sprawę dywizji poprą, a chłopcy niech osobiście zgłaszają się w jej szeregi, by wywalczyć niepodległą Ukrainę”.

Negatywny wpływ na ludność polską miały uroczystości przyjmowania ochotników do SS Galizien w Sanoku, Jarosławiu, Przemyślu. Udział w uroczystości przemyskiej wziął biskup Kocyłowski, a w Sanoku Administrator Apostolski Łemkowszczyzny ks. O. Malinowśkyj. Padało wiele słów poparcia dla III Rzeszy i Hitlera oraz deklaracja wierności wobec niemieckiego sojusznika.

Od 1942 roku nastąpiły morderstwa ludności polskiej na Wołyniu. Rozszerzały się one stopniowo na tereny Małopolski Wschodniej, obejmując wschodnie tereny rzymskokatolickiej diecezji przemyskiej, a także diecezji lubelskiej. Zdarzały się też zabójstwa księży. Pierwszy taki przypadek na księdzu rzymskokatolickim odnotowano w Tuligłowach 9 marca 1943 roku, gdzie został zastrzelony przez syna popa Jarki z Boratyna proboszcz ks. Władysław Selwa. Listy arcybiskupa B. Twardowskiego oraz naciski niemieckie
na arcybiskupa A. Szeptyckiego, spowodowane destabilizacją sytuacji na zapleczu frontu, doprowadziły do wydania listu pasterskiego przez arcybiskupa A. Szeptyckiego wraz z biskupami J. Kocyłowskim i G. Chomyszynem. W liście tym, napisanym w listopadzie 1943 roku przez biskupów greckokatolickich pod tytułem „Wspólne posłanie wszystkich ukraińskich ordynariuszy, koadiutora metropolii, wszystkich biskupów pomocniczych, Apostolskich Administratorów i Wizytatorów. Wszystkiemu duchowieństwu i wszystkim wiernym” , pisali między innymi:

„Jak zawsze, tak i teraz przestrzegamy was przed wszelką nienawiścią, bo nie tylko w prywatnym, ale i w społecznym i politycznym życiu chrześcijanin nie może nienawidzić i największego wroga. (…) Dostrzegane są takie jaskrawe, straszne zbrodnie, wyraźnie krzyczące o pomstę do nieba, co człowiek, który uważa się za chrześcijanina, musi z obrzydzeniem odwracać się od zabójcy i tych ludzi, co mają ręce splamione niewinną ludzką krwią”.

List ten w okresie, gdy na Kresach miały miejsce napady OUN-UPA na ludność polską, mieszkającą na wsiach, połączone z bestialskim mordowaniem niewinnych kobiet, dzieci i starców, nie odegrały żadnego znaczenia. Biskupi greckokatoliccy nie określili w nim nazwy zbrodniczych organizacji i ofiar ich mordów – Polaków. Szeptycki w czasie swej wieloletniej kadencji nigdy nie potępiał zbrodni, dokonywanej na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich. Piętnował natomiast wszelkie zabójstwa dokonywane na Ukraińcach.
(…)
Według ks. W. Piętowskiego antypolskie wystąpienia księży greckokatolickich miały miejsce m.in. w Manasterzu koło Wiązownicy, Krzeczowicach, Miękiszu Nowym, Tuligłowach, Rozborzu, Mirocinie. Rzutowało to na stosunki polsko – ukraińskie na omawianym terenie. Należy sądzić, że wpływ na te wystąpienia miał biskup Kocyłowski oraz arcybiskup Szeptycki. Tego ostatniego określano jako wybitnie antypolskiego i ponoszącego odpowiedzialność za morderstwa ludności polskiej, ale są historycy, którzy wyrażają odmienne opinie. O podzielaniu poglądów OUN-UPA przez duchownych greckokatolickich świadczy odmawianie odprawiania mszy za tych grekokatolików, którzy zginęli z rąk UPA, a zakonnice bazylianki odmawiały przyjęcia do zakonu córek, których ojcowie ponieśli śmierć z rąk UPA. Nie wszyscy duchowni greckokatoliccy podzielali antypolskie poglądy działaczy OUN. Byli też tacy, którzy potępiali stosowane metody walki o niepodległe państwo ukraińskie. Wśród nich byli ustosunkowani pozytywnie do Polaków i tacy, którzy stronili od polityki, zajmując się tylko działalnością duszpasterską. Przychylnie do Polaków byli ustosunkowani duchowni uniccy m.in. w Krównikach, Polańczyku, Zapałowie, Tarnawie Dolnej, Rajskiem, Wysocku. Niektórzy z księży greckokatolickich wstawiali się za Polakami, którym groziło aresztowanie przez Niemców, m.in. w Majdanie Sieniawskim. Jedynym księdzem, według ks. Piętowskiego, który w okresie okupacji niemieckiej rozmawiał po polsku z duchownymi obrządku rzymskokatolickiego, był ksiądz unicki w Rajskiem.

Niektórzy księża greckokatoliccy w głoszonych kazaniach do wiernych, podburzali ich przeciwko ludności polskiej, a nawet wzywali do wystąpień przeciwko nim. Współpraca duchownych greckokatolickich z okupantem niemieckim skierowana była na szkodę ludności polskiej. Oburzenie ludności polskiej wywoływały uroczystości religijne, związane z sypaniem symbolicznych mogił Polski, połączone z zakopywaniem kajdan, w jakich miała żyć ludność ukraińska w czasach „okupacji polskiej”. Mogiły takie powstały między innymi w miejscowościach: Węglówka, Sanoczek, Słonne, Krzeczowice, Żmijowiska, Łętownią, Cetula, Radawa, Zagórz. Budowa i uroczystości kościelne przy poświęcaniu „mogił Polski”, wywoływała oburzenie ludności polskiej i podsycała wzajemne uprzedzenia (…) .

[Tenże ks. Władysław Piętowski charakteryzując postawę arcybiskupa A. Szeptyckiego pisze, że Szeptycki był zmienny w swych poglądach, „gotów jak bluszcz owinąć się wokół kogokolwiek: Austrii, Rosji carskiej, Niemiec hitlerowskich, Rosji sowieckiej, ale nigdy Polski” – przypis Autora – P.J.]

(…)
Na stosunek [powojennych] władz [w Polsce] do biskupa J. Kocyłowskiego rzutował jego udział w uroczystościach związanych z przyjęciem ochotników do SS Galizien – Hałyczyna w Przemyślu i wygłoszone kazanie, o którym wspomniano uprzednio, a także przychylny stosunek większości księży greckokatolickich do OUN w czasie okupacji niemieckiej i po jej zakończeniu. Do księży nastawionych wrogo do państwa polskiego i Polaków należeli m.in. proboszczowie greckokatoliccy w Uluczu, Leszczawie Górnej (ks. Ignacy Federkiewicz), Rybotyczach (ks. A. Hajdukiewicz), Krzywczy (ks. J. Tomaszewski), Łukawicy (ks. A. Steranko), Krywem (ks. Radijo), Miękiszu Nowym (ks. J. Liszczyński), Żmijowiskach (ks. I. Tarasowicz), Cetuli (ks. J. Bury), Dobrej, Hłomczy, Tyrawie Solnej.
(…)
W czasie repatriacji ludności ukraińskiej do USRR wyjechało w latach 1944-1946 z wiernymi około 300 księży greckokatolickich. Władze sowieckie w Polsce starały się bezskutecznie nakłonić biskupa greckokatolickiego Jozefata Kocyłowskiego do skierowania do wiernych listu pasterskiego, popierającego repatriację do USRR. W zaistniałej sytuacji biskup Kocyłowski zwracał się do biskupa diecezji rzymskokatolickiej w Przemyślu Franciszka Bardy o ochronę pozostawionych bez opieki cerkwi i znajdujących się w nich sakramentów. Z drugiej strony, gdy biskup Barda zwrócił się do biskupa Kocyłowskiego o udostępnienie opuszczonej plebanii i cerkwi w Rozborzu Okrągłym zamieszkanym przez Polaków i Ukraińców, „biskup Kocyłowski odpowiedział po rusku i powtórzył trzykrotnie: Wychodząc ze stanowiska ukraińskiego – nie pozwalam”.
(…)
Stosunek biskupa Kocyłowskiego do Polski i Polaków był wrogi, o czym świadczy milcząca aprobata antypolskich działań OUN-UPA. W liście arcybiskupa Bolesława Twardowskiego do arcybiskupa Szeptyckiego i biskupa Kocyłowskiego z 30 lipca 1943 roku Twardowski pisał o nastrojach ukraińskich i o głoszeniu haseł wyniszczenia polskiego żywiołu zamieszkującego w Małopolsce Wschodniej. List ten pozostał bez odpowiedzi merytorycznej. Na list biskupa Franciszka Bardy do biskupa J. Kocyłowskiego, skierowany 15 grudnia 1944 roku w sprawie panujących w diecezji przemyskiej stosunków, otrzymał odpowiedź, w której biskup Kocyłowski użalał się tylko, że księża greckokatoliccy są prześladowani przez ludność polską. Biskup Kocyłowski był nacjonalistą ukraińskim, popierającym księży greckokatolickich w ich pracy w organizacjach kulturalno – oświatowych i spółdzielczych. Tolerował też działalność księży w OUN i ich antypolskie wystąpienia. A. Nałęcz pisze, że nierzadko cerkiew służyła za punkt wyjścia antypolskim akcjom, podejmowano w niej często naukę pieśni, jak np. „Ne pora Lachom i Moskalom służyły”. O poczynaniach swych kapłanów wiedział Kocyłowski, lecz nie starał się im zapobiegać, a nawet bronił swych kapłanów występujących przeciwko państwu polskiemu i Polakom.

—————

Biskup Kocyłowski jest również błogosławionym Kościoła Katolickiego

Po drugiej wojnie światowej został aresztowany przez UB 21 września 1945 i osadzony w więzieniu w Rzeszowie. 16 stycznia 1946 został deportowany na terytorium USRR, jednak 24 stycznia 1946 za zgodą władz wrócił do Przemyśla. 25 czerwca 1946 ponownie aresztowany przez UB i przekazany MWD USRR. 5 lipca 1946 został formalnie aresztowany pod zarzutami: propagandy antysowieckiej, prowadzenia polityki polonizacyjnej w zachodnich obwodach Ukrainy, utrzymywania kontaktów z ukraińskim podziemiem nacjonalistycznym i OUN- UPA, kolaboracji z okupantem niemieckim i udziału w organizacji Dywizji SS-Hałyczyna.

Po przesłuchaniach z zastosowaniem tortur utracił zdolność poruszania się i przyjmowania pokarmów, w związku z czym 23 września 1946 śledztwo zostało zamknięte. Wyrokiem sądu ukraińskiego okręgu wojsk MWD z 19-21 lutego 1947 został skazany za działalność antysowiecką na dziesięć lat łagru.

Zmarł w kolonii karno-poprawczej (łagrze) Czapajiwka (obecnie w granicach administracyjnych Kijowa.

24 kwietnia 2001 w obecności Jana Pawła II odbyło się w Watykanie ogłoszenie dekretu o męczeństwie Jozafata Kocyłowskiego.Beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II 27 czerwca 2001 na hipodromie we Lwowie podczas Mszy Świętej, połączonej z beatyfikacjami męczenników[4] Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, odprawionej w obrządku bizantyjsko-ukraińskim, podczas pielgrzymki Jana Pawła II na Ukrainę.

Czytaj kolejny artykuł
12 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. mohort1772
    mohort1772 :

    A to co za kwiatek CHYBA NIKT NIE POWIE ŻE KAROL WOJTYŁA POLAK NIE WIEDZIAŁ O ZDRADZIECKIM DZIAŁANIU TEGO BANDYTY W SUTANNIE.???????????????4 kwietnia 2001 w obecności Jana Pawła II odbyło się w Watykanie ogłoszenie dekretu o męczeństwie Jozafata Kocyłowskiego.Beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II 27 czerwca 2001 na hipodromie we Lwowie podczas Mszy Świętej, połączonej z beatyfikacjami męczenników[4] Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, odprawionej w obrządku bizantyjsko-ukraińskim, podczas pielgrzymki Jana Pawła II na Ukrainę.

    • mohort1772
      mohort1772 :

      Panie Piotrix). Należą się Panu serdeczne podziękowania za wskazanie strony internetowej o tym łotrze grekokatolickim Pozwoli Pan że zacytuję tutaj pewien ciekawy i kontrowersyjny tekst …(( ,,Zdziwienie budzi fakt, że przeciwko wyniesieniu na ołtarze biskupa grekokatolickiego Jozafata Kocyłowskiego nie prostestował nikt z hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. A był on przecież wrogiem Polski i hitlerowskim kolaborantem. Wbrew cytowanemu wyżej tytułowi artykułu z Naszego Dziennika, biskup Kocyłowski nie był we wszystkim wierny Bogu i Stolicy Apostolskiej. Angażując się w różne antypolskie działania nie usłuchał napomnień Ojca Świętego i złamał, podobnie jak metropolita Andrzej Szeptycki i wielu innych ukraińskich wyższych duchownych, przysięgę złożoną w okresie międzywojennym na ręce Prezydenta RP, a także Konkordat, który rotę przysięgi zatwierdził.

      Przysięga brzmiała:
      „Przed Bogiem i na świętą Ewangelię przysięgam i obiecuję, jak przystoi Biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej. Przysięgam i obiecuję, iż z pełną lojalnością szanować będę Rząd, ustanowiony Konstytucją i że sprawię aby go szanowało moje duchowieństwo. Przysięgam i obiecuję poza tym, że nie będę uczestniczył w żadnych porozumieniach, ani nie będę obecny przy żadnych naradach, które by mogły przynieść szkodę Państwu Polskiemu lub porządkowi publicznemu. Nie pozwolę memu duchowieństwu uczestniczyć w takich poczynaniach. Dbając o dobro i interes Państwa będę się starał o uchylenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą”. Nasuwa się pytanie czy obecny Konkordat też wyda takie zatrute owoce.Notabene już są pierwsze tego owoce w postaci Komisji Majątkowej i jej nielegalnych działań.Wobec takich faktów można stracić szacunek dla kościoła nic dziwnego że jeśli w przeszłości podobnie działał kościół na zachodzie to obecnie w kościołach są dyskoteki.zamiast wiernych.

  2. piotrx
    piotrx :

    Cerkiew greckokatolicka ma krew na rękach i wciąż kłamie

    http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news &kid=14 &nid=7864

    ***************************************************************************
    Ukraiński arcybiskup Światosław Szewczuk przyjeżdża 26 czerwca do Polski, aby przekonać abp. Józefa Michalika i innych polskich biskupów do podpisania listu pasterskiego, który relatywizuje ludobójstwo na Kresach i przemilcza współudział Cerkwi greckokatolickiej w mordach dokonanych przez UPA i SS Galizien na Polakach, Żydach, Ormianach i obywatelach polskich innych narodowości. To przemilczenie ma być kamieniem węgielnym „pojednania” między hierarchami obu katolickich obrządków.

    Oczywiście dzieje się to ponad głowami rodzin ofiar ludobójstwa, w myśl zasady absolutyzmu oświeconego – „Dla ludu, bez ludu”.

    Do tej pory arcybiskup nie miał odwagi cywilnej, aby nazwać ludobójstwo po imieniu oraz powiedzieć słowo „przepraszam”. Należy więc spodziewać się, że w swoim przemówieniu w Polsce też będzie w obawie przed prawdą kluczyć i mataczyć .

    Co przede wszystkim będzie on starać się „zamieść pod dywan”. Chodzi o trzy sprawy:

    – współudział duchownych greckokatolickich w mordach dokonywanych przez UPA i SS Galizien (świecenie noży i siekier w cerkwiach, podjudzanie do mordów, a nawet jak np. w Korościatynie i Kutach nad Czeremoszem kierowanie nimi),

    – kolaboracja abp. Andrzeja Szeptyckiego i innych hierarchów z Adolfem Hitlerem i Heinrichem Himmlerem,

    – współczesna gloryfikacja przez Cerkiew Stepana Bandery i innych zbrodniarzy wojennych.

  3. piotrx
    piotrx :

    Dziękuję Panie Mohort1772

    Możnaby tez podać cyatat, który te z pozoru dziwne wydarzenia w Przemyślu i okolicach przynajmniej czesciowo wyjaśnia: FRAGMENTY UCHWAŁY KRAJOWEGO PROWIDU ORGANIZACJI UKRAIŃSKICH NACJONALISTÓW (OUN) podjętej 22.VI.1990. /W.Poliszczuk „Gorzka prawda – zbrodniczość OUN-UPA”- Toronto 1995 – str. 372-379/.
    ***************************************************************************
    „(…)W tym celu należy przenikać do polskich organizacji tam, gdzie jest to możliwe i lansować nasz punkt widzenia cierpliwie ale uparcie, zyskiwać zwolenników wśród Polaków, a tam, gdzie to najbardziej celowe, nie żałować środków z Funduszu Wyzwolenia Ukrainy. Kupować audycje w polskim radiu oraz miejsca w polskich gazetach. Wchodzić do polskich zespołów redakcyjnych. Dyskusje prowadzić w duchu heroizmu UPA i nie kwestionowanej ukraińskości Ukrainy Zacurzońskiej ze stolicą w książęcym grodzie Przemyślu.(…) Dążyć wszelkimi środkami i sposobami do odbudowania ukraińskiego charakteru Zacurzonii podkreślając, że samostijna Ukraina nigdy z tych ziem nie zrezygnuje i w odpowiednim momencie o nie się upomni. Jeśli Polacy będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej. Doprowadzić do zwrotu przez Kościół Polski katedry ukraińskiej w książęcym grodzie Przemyślu. Tu powinno znaleźć się biskupstwo Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi oraz powinny osiedlić się ukraińskie zakony.”

    ***************************************************************************
    http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/osad/uchwala.html
    ***************************************************************************
    Jeszcze link do strony glownej o Kresach Wschodnich
    ***************************************************************************
    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/rus.html
    ***************************************************************************
    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/problem.html
    ***************************************************************************
    Przy okazji mam pytanie techniczne: dlaczego wpisywany tekst skeja się w jedną całość -czy są tutaj mozliwe do użycia jakieś separatory wierszy ?

  4. piotrx
    piotrx :

    „Niezaprzeczalnym faktem jest że w Przemyślu dzieją się dość dziwne rzeczy.Ich efekty są co namniej szkodliwe dla Polski wygląda na to że czas zająć się tą sprawą przez UOP”
    ************************************************************
    Tak to prawda , dzieją sie tutaj dziwne rzeczy, ale dzieją sie one także za aprobatą władz centralnych w Warszawie. Do tego dochodzą duże wpływy środowisk ukraińskich we wladzach lokalnych (i centralnych także) . Nalezy pamietac tez o „dziwnych” decyzjach władz centralnych, które często traktowały i traktują nadal Przemyśl i okolice jako „podarunek” dla środowisk ukraińskich np.decyzje Komisji Majątkowej z Warszawy czy kolejnych rządów , np organ „Nasze Słowo” finansowany przez polskie Ministerstwo Kultury który gloryfikuje UPA, a „nasz” rząd /czyli w praktyce podatnicy/ za to płaci. Ponizej wypowiedz z roku 2001. http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/problem.html „(…) W koncepcji działaczy Związku Ukraińców w Polsce, jak też działaczy nacjonalistycznych zwłaszcza na tzw. „Zachodniej Ukrainie” oraz wśród emigracji zachodniej. Przemyśl stał się swoistą Mekką, gdzie teza – przemyskie – to ziemia ukraińska anektowana przez Państwo Polskie, nie jest tylko sloganem, ale przekształca się w rzeczywistość. Przez ostatnie 10 lat kolejne rządy z dziwnym niezrozumieniem traktowały Przemyśl jak podarunek dla wspomnianych środowisk, przemykając oczy na pewne wydarzenia w kontekście bardzo potrzebnej współpracy polsko-ukraińskiej na płaszczyźnie międzypaństwowej. A w Przemyślu dochodzi do powstawania pewnych faktów, które będą miały znaczenie zwłaszcza w wymiarze wieloletnim. I tak po kolei (…) Przejdźmy do stanu własnościowego. W Przemyślu mniejszość ukraińska, którą oficjalnie reprezentuje Związek Ukraińców w Polsce i Cerkiew Bizantyjsko-Ukraińska od początku lat 90-tych zaczęła upominać się o zwrot majątku, który tylko częściowo był ich własnością przed wojną. Są w nim obiekty, które rzeczywiście należały do mniejszości ukraińskiej, ale są i takie, które były tylko przez nią użytkowane. (…)A oto jak przebiegała wizyta polskich posłów z Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą u mera Lwowa Kujbidy. Wszyscy -niezależnie od orientacji politycznej – ocenili zachowanie mera: „cynizm do bólu”! Potraktował nas po prostu w sposób ośmieszający. A jak to wygląda w Polsce? Kujbida jest przyjmowany przez Prezydenta, przez Marszałka Sejmu. I żadnej poprawy nie ma.”