Prezydent Mołdawii Maia Sandu po raz kolejny wezwała Rosję to wycofania jej kontyngentu wojskowego z Naddniestrza.

Sandu wystąpiła w środę przed Parlamentem Europejskim. Przyznała ona, że istnienie separatystycznej struktury parapaństwowej w Naddniestrzu stanowi dla Mołdawii wyzwanie. Jednocześnie zadeklarowała, że władze jej państwa mają wizję pokojowej reintegracji kraju, która nie zdestabilizuje regionu.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

3956.49 PLN    (17.98%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

„Pozostajemy zaangażowani w polityczne i pokojowe rozwiązanie konfliktu, przy jednoczesnym zachowaniu suwerenności i integralności terytorialnej Mołdawii” – powiedziała Sandu, której słowa zacytował portal Point.md. Jak dodała – „Jednak ostatnie napięcia w regionie wzbudziły obawy o potencjalną destabilizację. Władze Republiki Mołdawii ciężko pracują nad utrzymaniem stabilnej i pokojowej sytuacji, przy jednoczesnym utrzymaniu procesu uregulowania na ścieżce dyplomatycznej. I nadal będziemy podążać tą ścieżką dla dobra naszych obywateli po obu brzegach Dniestru. Nie chcemy wojny ani destabilizacji”

Prezydent Mołdawii podkreśliła, że ​​w tej chwili nie ma bezpośredniego zagrożenia, że ​​jej państwo zostanie wciągnięte w wojnę na Ukrainie. Sandu przypomniała, że Mołdawia jest krajem neutralnym. „Chociaż, aby być naprawdę neutralnym, konieczne jest wycofanie wojsk rosyjskich, ciągle wzywamy, z naszego terytorium. Ponieważ ich obecność zasadniczo narusza nasz neutralny status i niezależność” – podkreśliła polityk.

 

Naddniestrze jest zdominowanym przez ludność rosyjskojęzyczną (Rosjan i Ukraińców) regionem na terytorium Mołdawii. W czasie rozkładu Związku Radzieckiego miejscowi mieszkańcy wypowiedzieli posłuszeństwo władzom w Kiszyniowie i po krótkiej wojnie domowej zakończonej w 1992 r., wywalczyli faktyczną niepodległość.

Naddniestrzańska Republik Mołdawska ma własnego prezydenta, armię, siły bezpieczeństwa, urzędy podatkowe i walutę. Naddniestrza nie uznało jednak żadne państwa, także Rosja, która jednocześnie wspiera je gospodarczo i politycznie. W regionie przeprowadzono już referendum, w którym większość jego mieszkańców opowiedziała się za inkorporacją do Rosji. Oparciem separatystów jest rosyjski kontyngent wojskowy stacjonujący na kontrolowanym przez nich terytorium, który według Moskwy pełni rolę sił pokojowych.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Od zeszłego miesiąca w regionie dochodzi do ataków dywersyjnych i terrorystycznych. 26 kwietnia eksplozje zniszczyły położoną w Naddniestrzu radiową stację nadawczą retransmitującą program rosyjskiego radia. Według władz nieuznawanej republiki tego dnia miało też dojść do ataku na jej koszary jej sił zbrojnych. Dzień wcześniej doszło do ostrzelania gmachu separatystycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Tyraspolu z granatnika.

Do incydentów doszło po deklaracji rosyjskiego generała Rustama Minniekajewa, który jest pełniącym obowiązki dowódcy rosyjskiego Centralnego Okręgu Wojskowego, i który powiedział w piątek, iż celem rosyjskiej ofensywy na Ukrainie jest zajęcie całego południa tego kraju i uzyskanie „dostępu do Naddniestrza”, gdzie według niego zanotowano fakty „ucisku ludności rosyjskojęzycznej”. Jego słowa wywołały protest władz Mołdawii, której częścią formalnie jest Naddniestrze. Kijów już oskarżył Rosjan o przeprowadzenie prowokacji na terenie Naddniestrza.

Jak pisaliśmy, według naddniestrzańskiego MSW w ubiegłym tygodniu, 6 maja wieczorem, nad dawnym lotniskiem w Vărăncău latały co najmniej dwa drony, które zrzuciły dwa ładunki wybuchowe. Godzinę później atak się powtórzył. Podobny incydent miał mieć miejsce dzień wcześniej. Wywiad ukraiński nazwał te wydarzenia prowokacją zorganizowaną przez służby specjalne Rosji.

point.md/kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz