Polskie firmy transportowe alarmują, że ukraińskie przepisy i kolejki utrudniają im wyjazd z Ukrainy. „Ukraiński transport wycina polskich przewoźników” – alarmuje Rafał Mekler, polityk Konfederacji i lider Strajku Przewoźników.
Polskie firmy transportowe skarżą się, że ukraińska administracja rządowa dyskryminuje ich samochody, blokując możliwość wyjazdu. Rejestrowane w Polsce ciężarówki stoją w kolejkach nawet ponad pięć dni. Jak podkreśla przewoźnik z Lubelskiego, cytowany we wtorek przez „Rzeczpospolitą”: „Od grudnia 2023 roku można było wrócić do Polski przez przejście w Dołhobyczowie, które nie było objęte ukraińską elektroniczną kolejką. Wtedy moje samochody czekały w najgorszym wypadku niecałą dobę. Jednak kilka miesięcy temu Ukraina zlikwidowała tę możliwość i stoimy jak na pozostałych terminalach”.
Ukraiński transport wycina polskich przewoźników.https://t.co/LC9CpzCsty
— Rafał Mekler (@MeklerRafal) November 4, 2025
Statystyki potwierdzają problemy przewoźników. W Dołhobyczowie z 2769 ciężarówek zgłoszonych we wrześniu, 1087 anulowało przyjazd. W Hrebennem zapisano 1653 pojazdy, z czego anulowano 1035. W Korczowej z 2318 zapisanych anulowano 1323, a w Dorohusku z 7740 anulowano aż 4613. „Ponad 90 proc. z nich to samochody ukraińskie i większość to puste zestawy” – szacuje przewoźnik.
Polska wielokrotnie domagała się zakończenia takich praktyk. Na początku sierpnia wiceminister rozwoju wspólnot i terytoriów Ukrainy, Serhij Derkacz, zapewniał, że przepisy zostaną ukrócone. Ukraińska administracja przygotowała regulacje, według których dwukrotne anulowanie miejsca w kolejce w ciągu ostatnich 30 dni miało skutkować 14-dniowym ograniczeniem rejestracji ciężarówki. Jednak przepisy te nie zostały wprowadzone w życie.
Polscy przewoźnicy są przekonani, że to celowy nacisk ze strony Kijowa, mający zmusić Warszawę do zniesienia zakazu wwozu ukraińskich produktów spożywczych. „Domagam się normalnych warunków pracy, tymczasem problem nasila się” – alarmuje przedsiębiorca.
Zobacz: Nielegalne przewozy z Ukrainy i Turcji ujawnione w Polsce. Kary sięgają 24 tysięcy złotych
Obecnie udział polskich firm w przewozach między Polską a Ukrainą spadł do około 1,5 proc., podczas gdy przed wojną wynosił 36–37 proc. Przewoźnicy odczuwają również presję na rynku krajowym. „Około 80 proc. ukraińskich samochodów wjeżdża do Polski na pusto i zabiera ładunki na południowym wschodzie Polski. Boleśnie odczuwamy ich konkurencję, bo frachty z Lublina do czeskiej Pragi są w tej samej cenie co z Wrocławia do Pragi. Nie mamy czego załadować. Sam dzisiaj doświadczyłem takiej sytuacji pod Krakowem. Ładowałem się do dalekiej Hiszpanii i dwie ukraińskie ciężarówki podjechały proponując wykonanie tej usługi” – relacjonuje inny przewoźnik z południa Polski.
Problem dotyka szczególnie regionów takich jak Lubelskie czy Podkarpackie. „Muszę jechać na pusto 200 km, aby złapać ładunek i wyjechać z nim w eksporcie” – dodaje właściciel firmy transportowej. Załadowcy chętnie wybierają ukraińską ofertę, bo jest tańsza od polskiej.
Czytaj także: Polscy przewoźnicy „czują się zakładnikami” zamkniętej granicy z Białorusią
logistyka.rp.pl / Kresy.pl






























