2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. jazmig
    jazmig :

    Niech Niemcy i Austriacy wypierniczają z KK i założą sobie kolejną wspólnotę protestancką na swoją modę. Mogą tam sobie wprowadzić ryt niemiecki, amazoński i jaki im się żywnie spodoba, a od KK niech się odwalą na zawsze.

  2. 1000_szabel
    1000_szabel :

    Być może nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale nie wszystkie propozycje uważam za złe.

    Zniesienie celibatu to wg mnie dobry pomysł. Oczywiście przez celibat rozumiemy dopuszczenie do stanu kapłańskiego osoby żonatej/zamężnej i brak zakazu aktu małżeństwa, a nie folgowanie sobie na lewo i prawo – że tak powiem. Trudno bowiem oczekiwać pełnego zrozumienia problemów człowieka mającego swoją własną rodzinę od księdza objętego celibatem. Tutaj wspomnienia z dzieciństwa, jak to wyglądało w jego rodzinie, czy cały zbiór książek i wykładów pedagogicznych w seminariach tego nie zastąpi.
    Nie przeszkadza mi także, by kobiety miały dostęp do kapłaństwa. Siostry zakonne są od dawna, klasztory żeńskie istnieją mniej więcej od XI wieku, a przecież nie były one od początku istnienia KK, wcześniej były tylko męskie. I jakoś nikt nie neguje słuszności tego stanu rzeczy.

    Co do tego tzw. “ekologicznego grzechu”, to osobiście nie uważam tego za konieczne. To już nie tylko kwestia tego, że kojarzy mi się to z nowo-lewicowymi izmami i tego, że kto wie czy nie jest to próba wślizgnięcia się lewackich ideologii do obrządków KK. Przede wszystkim nie jest żadnym novum, że naszą planetę, na której żyjemy powinniśmy traktować, jako dar od Boga. Dar i jednocześnie odpowiedzialność za los Ziemi. Bo to tak, jakby rodzice kupili w prezencie dziecku zwierzątko (obojętnie, czy rybki, psa, kota) lub roślinę. To nie tylko prezent ale i odpowiedzialność. Niedbanie o naszą planetę, niszczenie życia na niej i całych ekosystemów (jak np. zaśmiecanie rzek w Afryce, bezpardonowe wycinanie lasów deszczowych czy zatruwanie atmosfery, fauny i flory różnymi odpadami) samo w sobie jest uczynkiem godnym potępienia. I jednocześnie podcinaniem gałęzi na której wszyscy siedzimy. Dlatego wprowadzenie pojęcia “grzechu ekologicznego” to trafienie kulą w płot, odkrycie Ameryki już dawno po jej odkryciu.

    Natomiast obrządek amazoński to chyba już lekka przesada. Nawet nie wiem, co dokładnie oznacza i jaka jest jego geneza. A jest chyba niejasna, skoro nie można nawet w necie doszukać się konkretnych informacji. Mogę się domyślać jedynie, że chodzi o zaimportowanie jakiś ludowych obrządków w Amazonii, związanymi zapewne z jakimiś lokalnymi pradawnymi wierzeniami indiańskimi. W historii KK były już takie eksperymenty, m.in. w średniowieczu przecież inkorporowano dawne obrządki słowiańskie. Celem przewodnim było przyciągnięcie do nowej wiary Słowian, zwłaszcza z nizin społecznych, którzy byli najbardziej oporni na chrystianizację. I owszem, cofając się do historii uważam takie coś za lepsze, niż wyrzynanie opornych, jak to zrobili np. Niemcy ze Słowianami połabskimi. Ale nie oznacza to, że uważam to za ogólnie dobrą rzecz. W takich przypadkach, kiedy pojawia się pokusa takiej kulturowej inkorporacji, zawsze należy zachować szczególną ostrożność, bo granica utraty własnej tożsamości (w tym wypadku tożsamości katolicyzmu) jest tu bardzo płynna i nie zawsze dostrzegalna.

    Rozumiem, że poważnym problemem jest brak ludzi w szeregach duchowieństwa, zwłaszcza dzisiaj, kiedy KK jest w defensywie, a tzw. nowa lewica w ofensywie ideologicznej. W takich chwilach niemal zawsze pojawia się pokusa, być pójść na łatwiznę. Być może przeoczyłem, ale w owych propozycjach zabrakło mi zaostrzenia kryteriów u kandydatów na duchownych. Przy czym nie chodzi tutaj o ograniczanie zakresu tych kandydatów. Raczej o to, by można było podczas weryfikacji spojrzeć kandydatowi możliwie głęboko, acz dyskretnie w jego duszę. Nie zawsze bowiem jest tak, że duchownym zostaje osoba z prawdziwego powołania. Uważam, że jest to tym bardziej istotne, że żyjemy w takich, a nie innych czasach.