5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. sekowski
    sekowski :

    Im dalej od Przemyśla i Lwowa, tym stosun- ki polsko-ukraińskie pozbawione są uprzedzeń oraz nacjonalistycznych i szowinistycznych treści. Potwierdzeniem tych faktów jest wyda- rzenie, jakie miało miejsce 11 maja w Iwano- -Frankiwsku (dawnym Stanisławowie). W tym to właśnie mieście z wielką pompą i przy melo- diach polskich górali i ukraińskich hucułów otwarto Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego. Trudno nie zgodzić się z Emilią
    Chmielową, prezeską Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie, która na łamach „Kurie- ra Galicyjskiego” stwierdziła, że był to wielki dzień na Ukrainie, wielkie święto, otwierano bowiem pierwsze w tym kraju takie Centrum. Na tę okoliczność polskimi odznaczeniami uhonorowano mera Iwano-Frankiwska, Wikto- ra Anuszkewicziusa i gubernatora (wojewodę) iwanofrankiwskiego, Mychajła Wyszywaniuka. Tymczasem pochodząca z Lwowa Iryna Farion, posłanka nacjonalistycznej „Swobody”, na swoim blogu w serwisie prawda.com.ua oznajmiła, że Rzeczpospolita Polska okupuje 19,5 tys. kilometrów kwadratowych etnicznych ziem ukraińskich tzw. ziemie Zakerzonii (Łem- kowszczyznę, Podlasie, Nadsanie, Sokalszczy- znę, Rawszczyznę, Chełmszczyznę) i fakt ten stanowi wciąż niezagojoną ranę na ukraińsko- -narodowej duszy. Ponadto pani poseł chce zapobiegać „opolaczeniu” Ukrainców. Partia „Swoboda” odwołuje się do tradycji bande- rowskich, czyli do ideologii nacjonalistycznej OUN odpowiedzialnej za ludobójstwo Pola- ków na Kresach w czasie II wojny światowej. Termin „Zakerzonia” został wymyślony przez emigracyjnych, nacjonalistycznych historyków ukraińskich i według ich wykładni oznacza obszar na zachód od linii Curzona, pozostający historycznie ukraińskim terytorium etnicznym. Jak widać, koncepcja ta jest do dziś aktywnie wykorzystywana przez ukraińskich polity- ków nacjonalistycznych. Partia „Swoboda” otrzymała w ostatnich wyborach na Ukrainie
    ponad 10-procentowe poparcie społeczeństwa ukraińskiego. Wpis na blogu posłanki Iryny Farion można by potraktować jako marginalne zjawisko, ale towarzyszą mu inne wydarzenia, które budzą niepokój. Otóż końcem marca w Berehowem na Zakarpaciu odbył się zorganizowany przez „Swobodę” marsz, którego uczestnicy wykrzy- kiwali antywęgierskie hasła, w tym “Węgier- skie świnie”, “Węgrzy won z Zakarpacia” i “Śmierć Madziarom”. Sprawa wydaje się być bardzo poważna. Deputowany Parlamentu Europejskiego i członek węgierskiej partii nacjonalistycznej „Jobbik”, Béla Kovács, w liście otwartym do Olega Tiahnyboka – lidera ukraińskiej „Swobody” – stwierdził: „Niedo- puszczalnym jest, że członkowie „Swobody” czują taką głęboką i nieprzejednaną nienawiść do zakarpackiej społeczności węgierskiej. Oni usiłują przegnać społeczność, która nie wywo- dzi się od pozbawionych korzeni imigrantów, a z populacji zakarpackich wsi i miast, zało- żonych przez węgierskich przodków tysiąc lat temu. Usiłują zrobić z tej mniejszości naro- dowej wroga Ukrainy. Jednak członkowie tej
    mniejszości żyją nie z pomocy materialnej i dotacji, a z pracy własnych rąk”. Jak donosiły media, deputowany Parlamentu Europejskiego zaakcentował również swój protest przeciwko aktywistom „Swobody”, którzy “poniżają ludz- ką i moralną godność zakarpackich Węgrów”. Stwierdził, że “takie grupki nie mają czego szukać w parlamencie, w Europie i w chrze- ścijańskim świecie”. Szkoda, że podobnego stanowiska nie zaj- mują polscy politycy wobec różnego rodzaju nacjonalistycznych i szowinistycznych wystą- pień polityków „Swobody”. Niektórzy nawet, jak Paweł Kowal, były minister spraw zagra- nicznych, nie mają nawet krzty odwagi, aby po imieniu nazwać okrucieństwa jakich w czasie II wojny światowej dopuścili na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści z OUN-UPA. W wywiadzie dla „Rzeczpospo- litej” stwierdził: „Trzeba uważać z upolitycz- nianiem kategorii ludobójstwa w odniesieniu do Wołynia”. Na koniec trochę optymizmu. Otóż po pięć- dziesięciu latach na fronton wciąż niezwróco- nego kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie powrócił krzyż. Krzyże z kościoła zostały usu- nięte po zamknięciu świątyni przez sowietów w 1962 roku. W ramach renowacji zabytków Rada Miejska Lwowa podjęła decyzję o odnowieniu i umieszczeniu jednego z pięciu krzyży na dachu kościoła. Dla lwowskich Polaków jest to jeszcze jeden powód do radości – wydarzenie miało miejsce właśnie 2 maja – w Dniu Polonii i Polaków za Granicą.

  2. piotrx
    piotrx :

    “Im dalej od Przemyśla i Lwowa”

    A jaki to ma związek z Przemyślem? – czy tutaj Ukraińcom sie dzieje jakaś krzywda? chyba że chodzi o działania czy żądania miejscowych środowisk ukraińskich /podobne jesli nie takie same jak tych ze Lwowa/ i ich duże wplywy we wladzach lokalnych. Natomiast nie można stawiac na jednej płaszczyznie z nimi dzialan miejscowych polskich srodowisk patriotycznych czy kresowych. Ale nalezy pamietac tez o “dziwnych” decyzjach władz centralnych, które często traktowały i traktują nadal Przemyśl i okolice jako “podarunek” dla środowisk ukraińskich np.decyzje Komisji Majątkowej z Warszawy czy kolejnych rządów , np organ „Nasze Słowo” finansowany przez polskie Ministerstwo Kultury który gloryfikuje UPA, a “nasz” rząd /czyli w praktyce podatnicy/ za to płaci. Ponizej wypowiedz z roku 2001.

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/problem.html

    “(…) W koncepcji działaczy Związku Ukraińców w Polsce, jak też działaczy nacjonalistycznych zwłaszcza na tzw. „Zachodniej Ukrainie” oraz wśród emigracji zachodniej. Przemyśl stał się swoistą Mekką, gdzie teza – przemyskie – to ziemia ukraińska anektowana przez Państwo Polskie, nie jest tylko sloganem, ale przekształca się w rzeczywistość. Przez ostatnie 10 lat kolejne rządy z dziwnym niezrozumieniem traktowały Przemyśl jak podarunek dla wspomnianych środowisk, przemykając oczy na pewne wydarzenia w kontekście bardzo potrzebnej współpracy polsko-ukraińskiej na płaszczyźnie międzypaństwowej. A w Przemyślu dochodzi do powstawania pewnych faktów, które będą miały znaczenie zwłaszcza w wymiarze wieloletnim. I tak po kolei (…) Przejdźmy do stanu własnościowego. W Przemyślu mniejszość ukraińska, którą oficjalnie reprezentuje Związek Ukraińców w Polsce i Cerkiew Bizantyjsko-Ukraińska od początku lat 90-tych zaczęła upominać się o zwrot majątku, który tylko częściowo był ich własnością przed wojną. Są w nim obiekty, które rzeczywiście należały do mniejszości ukraińskiej, ale są i takie, które były tylko przez nią użytkowane. (…)A oto jak przebiegała wizyta polskich posłów z Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą u mera Lwowa Kujbidy. Wszyscy -niezależnie od orientacji politycznej – ocenili zachowanie mera: „cynizm do bólu”! Potraktował nas po prostu w sposób ośmieszający. A jak to wygląda w Polsce? Kujbida jest przyjmowany przez Prezydenta, przez Marszałka Sejmu. I żadnej poprawy nie ma.”