To jeden z najbardziej spektakularnych kryzysów polityczno-medialnych ostatnich miesięcy. Elon Musk, do niedawna specjalny doradca prezydenta Donalda Trumpa i szef resortu do spraw efektywności rządu DOGE, oskarżył Trumpa o obecność w tzw. „aktach Epsteina” i otwarcie wezwał do jego impeachmentu.

W serii postów opublikowanych na platformie X Musk napisał: „Czas zrzucić naprawdę dużą bombę. @realDonaldTrump figuruje w aktach Epsteina. To prawdziwy powód, dla którego nie zostały one upublicznione. Miłego dnia, DJT!” – i zakończył wpis z wymownym emoji z uniesioną brwią. Wpis wywołał polityczną burzę i został uznany przez komentatorów za moment bezpowrotnego rozpadu dawnego sojuszu.

Sprawa Epsteina wraca z impetem

Relacja Trumpa z Muskiem jeszcze niedawno wydawała się niezrywalna – prezydent chwalił osiągnięcia Muska, a miliarder zasiadał w strukturach rządowych jako doradca. W ciągu tygodni jednak napięcia zaczęły narastać. Musk publicznie skrytykował nową ustawę budżetową administracji Trumpa.  Nazwał ustawę „finansowym szaleństwem” oraz „odrażającym potworkiem”. Zapowiedział, że będzie zwalczał każdego republikańskiego kongresmena, który ją poprze. W odpowiedzi Trump zasugerował zakończenie rządowych dotacji i kontraktów dla firm Muska. Wkrótce potem Musk ogłosił: „Bez mojego wsparcia Trump przegrałby wybory. Demokraci mieliby większość w Izbie, a Republikanie zaledwie 51 miejsc w Senacie”.

Wypowiedź wywołała poruszenie również wśród kongresmenów Partii Republikańskiej, których część prywatnie miała próbować mediować między byłymi sojusznikami. Musk jednak zdecydował się eskalować konflikt, wracając do sprawy Jeffreya Epsteina – zmarłego w 2019 roku finansisty, oskarżonego o prowadzenie siatki handlu seksualnego i wykorzystywanie nieletnich. Twierdzi, że Trump znajduje się w tzw. „aktach Epsteina”, co jego zdaniem tłumaczy, dlaczego Biały Dom nie chce ich ujawnić w całości.

Dotąd opublikowana przez prokurator generalną Pam Bondi „pierwsza faza” dokumentów zawierała jedynie ogólnodostępne wcześniej informacje. Brak pełnej jawności frustrował środowiska skrajnie prawicowe, w tym wielu wyborców Trumpa.

Czytaj też: Konflikt Musk–Trump zagraża przyszłości programów kosmicznych USA

Trump zaprzecza jakimkolwiek związkom z nielegalnymi działaniami Epsteina. W przeszłości przyznał, że znał finansistę, ale jednocześnie twierdził, że „nigdy nie był na jego wyspie ani w samolocie”. Jego nazwisko pojawia się jednak w starych aktach sądowych oraz archiwalnych nagraniach – m.in. z imprezy z 1992 roku, na której był widziany w towarzystwie Epsteina.

Będą przesunięcia wśród konserwatywnych elit?

Sytuacja wywołała konsternację wśród wpływowych postaci amerykańskiej sceny polityczno-biznesowej. Bill Ackman, znany inwestor i zwolennik obu miliarderów, publicznie apelował na X: „Wspieram @realDonaldTrump i @elonmusk. Powinni się pogodzić – dla dobra kraju. Jesteśmy silniejsi razem niż osobno”. Z kolei Troy Nehls, republikański kongresmen z Teksasu, stwierdził w rozmowie z Fox News, że Elon Musk „posunął się za daleko”.

Na razie pogłębiający się konflikt wydaje się trudny do zażegnania. Pomimo że Musk wycofał się z groźby deaktywacji kapsuły Dragon – którą wcześniej zapowiedział w ramach protestu – to jego wpisy z apelem o impeachment prezydenta wciąż są dostępne na platformie X i szeroko komentowane.

Choć Musk nie ujawnił, skąd dokładnie ma dostęp do niepublikowanych akt Epsteina, jego sugestie rozpaliły debatę na nowo. Biały Dom nie podał daty publikacji kolejnych dokumentów. Rzeczniczka Karoline Leavitt skwitowała sytuację jako „niefortunny epizod, wynikający z osobistych frustracji Elona”.

W kuluarach mówi się, że konflikt może doprowadzić do istotnych przesunięć wśród konserwatywnych elit i podziałów w obozie republikańskim. Na razie jednak, jak określili to pracownicy administracji w rozmowie z CNN – „to wygląda jak rozwód. Wszyscy się spodziewali, że do tego dojdzie. Ale nie tak wcześnie”.

Kresy.pl / CNN/ The Independent

Tagi: , , , , ,
forma płatności