Kryzys na granicach. Relacja czytelnika z powrotu z Irlandii

Polak, który przez epidemię koronawirusa i w związku z podjętymi przez rząd działaniami musiał samodzielnie wrócić do Polski, podzielił się swoją relacją z portalem Kresy.pl.

Zamknięcie granic przez polski rząd wywołało lawinę powrotów Polaków na terytorium ojczyzny. Zatory drogowe przed przejściami granicznymi na granicy polsko-niemieckiej sięgają dziesiątków kilometrów. Rząd postanowił wysłać po rodaków samoloty PLL LOT. Pan Łukasz (nazwisko do wiadomości redakcji) specjalnie dla portalu Kresy.pl postanowił zrelacjonować swój powrót z Cork, na południu Irlandii, gdzie spędzał urlop u znajomych wraz ze swoją narzeczoną.

Czytaj także: MSZ: Kilkanaście tysięcy Polaków chce wrócić do kraju. Skala operacji jest olbrzymia

– Gdy tylko dowiedzieliśmy się o zamknięciu przestrzeni nad Polską, co wiązało się z tym, że nasz rejs liniami Ryan Air z Cork do Wrocławia 17 marca nie odbędzie się, zaczęliśmy na szybko organizować alternatywny sposób dotarcia do Wrocławia – relacjonuje. – Udało się nam zakupić bilet na rejs z Dublina do Berlina. Do Dublina musieliśmy dotrzeć autobusem – dodaje.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Gdy naszemu rozmówcy i jego towarzyszce udało się dotrzeć do Berlina stanął przed kolejnym problemem. Pociąg międzynarodowe jadące w kierunku Polski zostały odwołane, a podróż autobusem rejsowym wiązałaby się z kilkudziesięciogodzinnym oczekiwaniem przed przejściem granicznym, o ile w ogóle jakikolwiek autobus na trasie międzynarodowej wyruszyłby w trasę.

– W tej sytuacji zdecydowaliśmy, że dotrzemy pociągiem do Frankfurtu nad Odrę i pieszo przekroczymy granicę – opisuje swój eksodus nasz rozmówca. – Wiedzieliśmy, że i tak jesteśmy już skazani na poddanie się 14-dniowej kwarantannie, było nam już zupełnie wszystko jedno, chcieliśmy po prostu dotrzeć pod wrocławskie lotnisko, gdzie zostawaliśmy swój samochód – dodaje.

-Na granicy sprawdzono nam temperaturę ciała, wypełniliśmy urzędowe blankiety, na których zadeklarowaliśmy miejsce, w którym odbywać będziemy kwarantannę – relacjonuje dalej pan Łukasz. – W Słubicach złapaliśmy autobus do Zielonej Góry, a tam udało się nam przesiąść do autobusu jadącego w kierunku Wrocławia. Cała podróż zajęła ponad 20 godzin.

Nasz rozmówca nie ukrywał swojego zbulwersowania zaistniałą sytuacją. – Rząd chwali się, że samoloty LOT-u poleciały po Polaków przebywających za granicami kraju. Wcale nie musiałaby tam lecieć w takiej liczbie, gdyby nie zamknięcie przestrzeni powietrznej. Przecież my, jak i tysiące innych osób moglibyśmy wrócić do polski liniami komercyjnymi, tymczasem rząd uniemożliwił samolotom tych linii lądowania na polskich lotniskach – twierdzi pan Łukasz.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jego zdaniem, zamykając przestrzeń powietrzną rząd wygenerował gigantyczne problemy na przejściach lądowych, bo dziesiątki tysięcy ludzi usiłuje wrócić do kraju drogą lądową, między innym dlatego, że rząd uziemił samoloty wszystkich przewoźników. – Wystarczyło zamknąć granicę dla cudzoziemców, którzy i tak pewnie w większości zrezygnowaliby z podróży do Polski, a nie skazywać na taką katorgę dziesiątki tysięcy polskich obywateli.

Pan Łukasz zauważa także, że skazywanie tylu ludzi na podróż wieloma środkami transportu zbiorowego diametralnie zwiększa ryzyko zawleczenia koronawirusa do kraju. – Gdybyśmy wrócili do Polski zgodnie z planem, mielibyśmy styczność jedynie z taksówkarzem i innymi pasażerami naszego rejsu, a tak musieliśmy się zetknąć z kilkukrotnie większą liczbą osób: najpierw w autobusie w Irlandii, potem w samolocie do Berlina, niemieckim pociągu, w kolejce do przejścia we Frankfurcie, w autobusie ze Słubic do Zielonej Góry i kolejnym z Zielonej Góry do Wrocławia – wylicza nie kryjąc swojego wzburzenia i dodaje: – od ilu osób mogliśmy zarazić się wirusem, a ilu mogliśmy go następnie przekazać, aż ciężko nawet przeliczyć, ale na pewno idzie to w setki.

Z drugiej strony przyznaje jednak, że w Polsce mobilizacja społeczna jest nieporównywalna do tej z Irlandii czy Niemiec. – Gdy wyjeżdżaliśmy z Irlandii tam zabawa trwała w najlepsze. Nie odbiega to od tego co media relacjonują o nastrojach w Anglii. W Niemczech nieco lepiej, ale i tak daleko im do tego co zobaczyliśmy u nas na miejscu – konstatuje.

Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. tagore
    tagore :

    Jeśli Pan Łukasz jest istniejącym fizycznie człowiekiem to w jego relacji charakterystyczne jest postrzeganie otoczenia jako dodatku do własnej osoby.
    Wyjechał na urlop już w czasie trwania epidemii w Włoszech i należało się spodziewać komplikacji. Gdyby pozostali w Irlandii wrócili by samolotem z innymi ,a tak włóczyli się bez sensu po Europie.