Po telefonach i krytycznych uwagach Komisja Europejska poprawia błędy na unijnej liście z nazwiskami działaczy białoruskiego reżimu, którzy mają zakaz wjazdu na teren Wspólnoty. O zmianach powiedziała Polskiemu Radiu rzeczniczka Komisji Maja Kocijancić.
Czarna lista, na której jest 158 nazwisk, została zaakceptowana w ubiegłym tygodniu. Wtedy unijni ministrowie spraw zagranicznych zdecydowali o nałożeniu sankcji na Białoruś w związku z prześladowaniami opozycji i sfałszowanymi wyborami prezydenckimi w połowie grudnia. Bardzo szybko okazało się jednak, że lista osób niepożądanych w Unii Europejskiej może być częściowo bezużyteczna, bo są błędy w pisowni nazwisk.
Jest transkrypcja z języka rosyjskiego, zamiast białoruskiego, a zatem podczas kontroli paszportowej działacze reżimu w Mińsku z białoruskimi paszportami nie zostaną zatrzymani, bo nazwisko w dokumencie tożsamości jest inne niż to, które znajduje się na unijnej liście. „A to znaczy, ze swobodnie będą sobie mogli pojechać na narty do Austrii. Widać, że ktoś to robił na łapu-capu i lista jest nieprzygotowana” – mówi Polskiemu Radiu europoseł Marek Migalski, który złożył interpelację w tej sprawie.
Komisja Europejska już się zorientowała, że zabrakło jej precyzji. „Zajęliśmy się tym, wprowadzane są zmiany, korygowane błędy, lista jest na bieżąca weryfikowana” – dodała rzeczniczka Komisji Maja Kocijancić. Błędy w transkrypcji to nie jedyne problemy. Jest na niej też osoba, która już nie żyje, dwukrotnie pojawia się to samo nazwisko, a jednej z osób zmieniono funkcję. Wprawdzie przy zakazie wjazdu do Unii nie ma to znaczenia, ale źle świadczy o tych, którzy listę przygotowywali.
IAR/Kresy.pl






























