Moskiewskie metro ma już 75 lat. Dla stolicy Rosji to nie tylko niezbędny środek transportu, bez którego miasto nie mogło by normalnie funkcjonować, ale i historyczny i architektoniczny zabytek.
Obok starych stacji człowiek przechodzi z mieszanymi uczuciami. Ich wygląd jest najlepszym wzorem stalinowskiego “wielkiego stylu”, który może się podobać albo nie (sprawa gustu), ale który wpisał się już do historii sztuki. Nie można przy tym nie zauważyć, że stacje niszczeją. Jeśli doprowadza się je do porządku, to zanika oryginalny wygląd. Profesor MARCHI (Moskiewski Instytut Architektury) Natalija Duszkina zauważa:
– Ochrona spuścizny XX wieku, szczególnie w naszym kraju, jest niezwykle trudna, ponieważ brakuje perspektywy upływu czasu, co mocno obniża historyczną wartość. Dlatego jest tyle sporów, dlatego mówimy o wieńcach sławy, sierpach i młotach, bo żyją ludzie, którzy przeszli przez ten ciężki i trudny okres.
Mimo to, przez ostatnie siedem lat była prowadzona kampania ochrony stacji moskiewskiego metra, do której włączyły się większe międzynarodowe organizacje. Kierują one listy do władz Moskwy, próbując zwrócić uwagę na to, co się dzieje.
– W moskiewskim rejestrze znajdują się 44 zabytki i na nowo odkryte obiekty, ale moskiewskie metro żadnego z nich nie objęło obowiązkiem ochrony. Na liście “Słynnych budynków moskiewskiego metra” znajdują się trzy stacje: “Krasnyje worota” autorstwa architekta Fomina, “Kropotkinskaja” Duszkina i Liechtienbierga oraz “Majakowskaja” również zbudowana według projektu Duszkina z mozaiką Diejnieka. Na władzach Moskwy nie ciąży żaden obowiązek ochrony tych stacji. Wszystkie samowolne kroki ku rekonstrukcji i restaurowaniu (czasami używa się i takiego słowa) są prawnie nieuzasadnione. Dlatego obserwujemy jak odchodzą w niepamięć po kawałku oryginalne fragmenty stacji, jak żongluje się terminami “restaurowanie” i “rekonstruowanie” – mówi Natalija Duszkina.
Członek prezydium Rady Społecznej przy głównym architekcie Moskwy, Alieksiej Klimienko opowiada o swoich ulubionych stacjach:
– “Majakowskaja” po pierwsze i “Kropotkinskaja” – pełna powietrza, pełna swobody. Szczególnie, że nie ma tam żadnych dekoracji, stacja jest zbudowana tylko na grze architektonicznych przestrzeni. Ale widać po proporcjach, że robili to mistrzowie.
– Wspomniał Pan o stacji “Majakowskaja”. Co się z nią dzieje? Niby ją odremontowano, odrestaurowano, uruchomiono drugie wejście, a tu nagle znów pojawiły się w środku hali płyty.
– To, co pan Gajew nazywa restaurowaniem, to tak naprawdę pełna profanacja, ponieważ – jak mówią uczeni – w każdym momencie może dojść do katastrofy. Ruchome piaski, na których albo obok których, była zbudowana ta stacja, były kiedyś zamarznięte i wszystko było dobrze. Ale z czasem zwiększyła się liczba kolejek i ich inercyjna siła “rozbujała” stację, a ponieważ składa się ona z 3 naw, to znalazła się po prostu pod wodą. Obecnie “Majakovskaja” znajduje się w takiej bańce wody, która przenika do wewnątrz. Fragment, który odnowiono przy pierwszej kolejce w stronę miasta, pokrył się grzybem. Nikt nie zrobił drenażu, a zacząć trzeba było od odciągnięcia wody, tak aby poprawić warunki życia tego architektonicznego cuda.
Jak widać, 75-letni jubilat przeżywa poważne problemy. Okrągła data to okazja do świętowania: na stacjach w nocy z 15-go na 16-go maja odbyły się koncerty i wmurowano pamiątkowe płyty, ale nie przysłonią one dylematów przed jakimi stoją władze Moskwy. Metro jest przecież nie tylko zabytkiem i atrakcją miasta ale i węzłem komunikacyjnym, którego awaria mogła by spowodować chaos w tej prawie 15-milionowej aglomeracji, gdzie codziennie, co szósty mieszkaniec wsiada do metra.
Filip Wojtczak/svobodanews.ru/rian.ru





























