Doradca prezydenta USA, Elon Musk, skomentował decyzję francuskiego sądu, który uniemożliwił Marine Le Pen start w wyborach prezydenckich w 2027 roku, oskarżając lewicę o nadużycia systemu prawnego wobec przeciwników politycznych.
Jak poinformował w poniedziałek portal POLITICO, Elon Musk, doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, odniósł się do wyroku sądu we Francji, który zakazał Marine Le Pen udziału w wyborach prezydenckich w 2027 roku. Decyzja została podjęta po uznaniu liderki skrajnej prawicy za winną defraudacji środków publicznych.
Musk skomentował sprawę za pośrednictwem mediów społecznościowych. „Kiedy radykalna lewica nie może wygrać w demokratycznych wyborach, nadużywa systemu prawnego, aby uwięzić swoich przeciwników” – napisał w poniedziałek. „To ich standardowy scenariusz na całym świecie” – dodał.
W ostatnich miesiącach Elon Musk, znany wcześniej jako miliarder i przedsiębiorca technologiczny, zyskał pozycję bliskiego doradcy Donalda Trumpa. Publicznie wspierał również inicjatywy skrajnie prawicowe w Europie. Jego aktywność spotyka się z szerokim zainteresowaniem mediów oraz opinii publicznej zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na kontynencie europejskim.
W kolejnym wpisie Musk porównał sytuację Marine Le Pen do postępowań sądowych wobec prezydenta Trumpa. „To się na nich zemści, tak jak ataki prawne na prezydenta Trumpa” – stwierdził doradca Białego Domu.
Prezydent USA Donald Trump powiedział 1 kwietnia podczas rozmowy z dziennikarzami, że skazanie Marine Le Pen i wykluczenie jej z wyborów prezydenckich było „bardzo poważną sprawą”.
„To naprawdę poważna sprawa” – powiedział w poniedziałek prezydent USA, zapytany o wczorajszy wyrok skazujący Le Pen, w wyniku którego została skazana na karę grzywny w wysokości 100 tys. euro, dwa lata więzienia i dwa lata aresztu domowego, a także na całkowity zakaz ubiegania się o urząd przez pięć lat.
„To poważna sprawa. To bardzo poważna sprawa. Wiem o tym wszystko. I wiele osób myślało, że nie zostanie skazana za nic. I nie wiem, czy to oznacza skazanie, ale została wykluczona z kandydowania na pięć lat, a jest wiodącą kandydatką. To brzmi typowo dla tego kraju” – dodał.
W poniedziałek sąd w Paryżu orzekł, że dziewięciu europosłów z ramienia Zjednoczenia Narodowego, w tym Marine Le Pen, oskarżonych w sprawie asystentów Parlamentu Europejskiego, jest winnych defraudacji środków publicznych. Wyrok jest nieprawomocny, lecz pięcioletni zakaz udziału w wyborach wchodzi w życie natychmiast, poprzez tzw. środek „tymczasowego wykonania” wnioskowany przez prokuratorów. Sąd orzekł, że deputowani Zjednoczenia Narodowego zatrudniali 12 asystentów, których opłacali z europejskich środków. Współpracownicy nie pracowali jednak w Strasburgu, lecz wykonywali prace na rzecz partii (wówczas Front Narodowy).
Część komentatorów porównuje opisywaną sytuację do tej, która niedawno miała miejsce w Rumunii.
Prawicowy polityk Calin Georgescu startował w wyborach jako kandydat niezależny, wygrał I turę, choć sondaże nie dawały mu szans na wejście do II tury – tuż przed wyborami w niektórych miał ok. 5 proc. poparcia. Polityk zdobył 22,94 proc. głosów i wszedł do II tury. Rumuński Sąd Konstytucyjny zadecydował jednak o unieważnieniu pierwszej tury wyborów prezydenckich, podając jako powód podejrzenie ingerencji Rosji.
Ponowne wybory prezydenckie odbędą się 4 maja, zaś ewentualna druga tura 18 maja. Georgescu nie weźmie w nich jednak udziału. Ma to związek z marcową decyzją Trybunału Konstytucyjnego Rumunii.
Zobacz: Marine Le Pen o zakazie kandydowania: „To decyzja polityczna”
Kresy.pl/POLITICO






























