Mamy mało czasu na pozyskanie dodatkowego gazu do Baltic Pipe, a niemiłe wypowiedzi premiera pod adresem Norwegów dramatycznie pogorszyły polską pozycję negocjacyjną – uważa były szef PGNiG, Piotr Woźniak.

W niedawnym wywiadzie były prezes PGNiG, Piotr Woźniak podkreślał, że zbliża się termin, w którym ma zostać uruchomiony gazociąg Baltic Pipe, umożliwiający Polsce import norweskiego gazu, a kontrakty z Norwegami wciąż nie zostały podpisane.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6754 PLN    (30.7%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Według Woźniaka, umowy na dostawy gazu z Norwegii, który miał zapewnić pełną zdolność przesyłową nowego gazociągu Baltic Pipe, były wynegocjowane już w 2019 roku. Nie zostały jednak podpisane ze względu na zmianę zarządu PGNiG. Zaznaczył, że obecnie mamy inne warunki. – Być może negocjacje należałoby zacząć od początku – dodał.

 

Były prezes PGNiG zwrócił uwagę, że Baltic Pipe ma ruszyć już w grudniu. To oznacza, że zostało niespełna siedem miesięcy. Ostrzegł, że to mało czasu na negocjacje z Norwegami, „które mogą długo potrwać”. Zaznaczył też, że Norwegowie „to twardzi partnerzy” negocjacyjni i trzeba umieć z nimi rozmawiać.

Woźniak wyraził zarazem żal, że wciąż nie ma ze strony PGNiG informacji o dopięciu kontraktów wynegocjowanych w 2019 roku. Spodziewał się, że nowy zarząd spółki będzie w stanie zakontraktować jeszcze lepsze warunki. – Paskudnie się rozczarowałem – skomentował.

Przeczytaj: Minister przyznała, że Polska i tak będzie kupować rosyjski gaz – tyle, że z Nord Streamu

Były szef PGNiG wypowiedział się też na temat niedawnych wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, który zarzucił Norwegii „żerowanie” na wojnie rosyjsko-ukraińskiej i oświadczył, że Norwegowie „powinni się błyskawicznie podzielić” swoimi „nadmiarowymi zyskami” ze sprzedaży ropy i gazu. W ocenie Woźniaka, takie „niemiłe wypowiedzi” z ust szefa polskiego rządu „dramatycznie pogorszyły polską pozycję negocjacyjną”.

– Mamy mało czasu na pozyskanie dodatkowego gazu do Baltic Pipe, a niemiłe wypowiedzi premiera pod adresem Norwegów dramatycznie pogorszyły polską pozycję negocjacyjną. Chciałbym też przestrzec, że Rosjanie są w absolutnej czołówce negocjatorów na rynkach gazu sieciowego. Nie ma lepszych zespołów niż w Gazpromie. Po nich są Holendrzy, długo nic i dalej cała reszta świata – ostrzegł były prezes PGNiG.

Zobacz także: Konfederacja o słowach premiera pod adresem Norwegii: „Milczenie było szansą” [+VIDEO]

Czytaj również: Norwegia: lewica przeciwko zwiększaniu wydobycia gazu i jego dostaw do Europy

Baltic Pipe to strategiczny projekt, który ma utworzyć nową drogę dostaw gazu ziemnego z Norwegii na rynki duński i polski oraz do użytkowników końcowych w krajach sąsiednich. Gazociąg będzie mógł przesyłać 10 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie do Polski oraz 3 mld m sześc. z Polski do Danii. Trasa ma być gotowa do przesyłania pierwszych ilości gazu 1 października 2022 r. Inwestorami są operatorzy przesyłowi: duński Energinet i polski Gaz-System.

Projekt Baltic Pipe złożony jest z pięciu komponentów. Pierwszym jest gazociąg na dnie Morza Północnego, biegnący między norweskim a duńskim systemem przesyłowym gazu. Elementem drugim jest rozbudowa systemu przesyłowego Danii. Trzecim zaś, tłocznia gazu zlokalizowana we wschodniej części Zelandii. Czwarty element stanowić ma podmorski gazociąg między polskim a duńskich systemem przesyłowym gazu. Rozbudowa istniejącego systemu przesyłowego w Polsce zamyka inwestycję. Część podmorska realizowana na dnie Morza Bałtyckiego będzie przechodziła przez obszary trzech państw: Danii, Polski i Szwecji. Trasa całej części podmorskiej będzie wynosiła ok. 275 kilometrów. Za realizację prac związanych z ułożeniem gazociągu na dnie Morza Bałtyckiego odpowiedzialna jest włoska firma Saipem Limited, z którą GAZ-SYSTEM podpisał umowę 30 kwietnia 2020 roku.

W związku z budową rurociągu dokonano podziału między Polskę a Danię bałtyckiej „szarej strefy” czyli części Morza Bałtyckiego w pobliżu wyspy Bornholm, gdzie leżeć ma Baltic Pipe. Duńczycy dostali 80 procent spornego obszaru. Wcześniej Polska stała na stanowisku, że wyłączna strefa ekonomiczna kraju kończy się 12 mil morskich od wyspy, Duńczycy chcieli wyznaczyć linię rozgraniczającą wyłączne strefy ekonomiczne krajów w równej odległości od obu państw. Umowa przyznała Danii znaczą część strefy.

businessinsider.com.pl / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz