Do końca kwietnia zamknięty zostanie zakład Steinpol w Wołowie. To kolejny sygnał pogłębiającego się kryzysu – w dwa lata z polskiej branży meblarskiej zniknęło 20 tysięcy miejsc pracy, a zadłużenie firm rośnie.
Do końca kwietnia zakończy działalność fabryka mebli tapicerowanych Steinpol w Wołowie na Dolnym Śląsku – podał w niedzielę serwis Money.pl. Pracę straci 110 osób. Decyzja, jak przekazała dyrektor zakładu Anna Wosiak, została podjęta z przyczyn ekonomicznych.
Zakład działał od 2016 roku i w najlepszym okresie był jednym z ważniejszych pracodawców w regionie. Jego zamknięcie wpisuje się jednak w szerszy trend pogarszającej się sytuacji w branży meblarskiej.
Problemy nie dotyczą tylko jednej firmy. W ostatnich miesiącach redukcje zatrudnienia ogłosiły m.in. Zorka z Jeleniej Góry, a wcześniej głośno było o planach zwolnienia 800 osób w Black Red White.
Według danych branżowych, w ciągu dwóch lat w sektorze ubyło nawet 20 tys. miejsc pracy. Obecnie zatrudnienie wynosi ok. 140 tys. etatów (ok. 180 tys. wraz z mikrofirmami), podczas gdy w okresie boomu pandemicznego sięgało 210 tys.
Przedstawiciele branży wskazują, że problemy mają charakter strukturalny. Po wybuchu wojny na Ukrainie spadło zainteresowanie zakupem dóbr niebędących pierwszą potrzebą, w tym mebli.
Jednocześnie firmy mierzą się z rosnącymi kosztami produkcji – energii, surowców oraz pracy. Płace i obciążenia pracownicze odpowiadają już za ok. 40 proc. kosztów wytwarzania.
Do tego dochodzi presja konkurencyjna ze strony zagranicy. Polscy producenci przegrywają nie tylko z Azją, ale coraz częściej także z krajami Europy Południowo-Wschodniej.
Dane BIG InfoMonitor i BIK pokazują, że w branży jest ponad 820 zadłużonych firm. „Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK z końcem stycznia zaległe zadłużenie firm z branży meblarsko-stolarskiej wzrosło o ponad 10 mln zł do ok. 155 mln zł. Natomiast zaległe zobowiązania producentów mebli wynoszą blisko 381 mln zł (wzrost o 45 mln zł)” – wskazuje Money.pl.
Jednocześnie liczba zadłużonych podmiotów spadła, co – według analityków – może oznaczać upadłości, przejęcia lub restrukturyzację części firm.
Branża wskazuje, że znajduje się na granicy opłacalności. Rentowność spadła do ok. 4,5 proc., a dalszy spadek poniżej 4 proc. może oznaczać kolejną falę zwolnień i bankructw.
Eksperci podkreślają, że na sytuację wpływa również silny złoty oraz rosnący import – szczególnie z Chin, który w 2025 roku zwiększył się o ok. 15 proc.
Sytuacja rynkowa pozostaje trudna także ze względu na słaby popyt. Produkcja spada, a początek roku – jak wskazują analitycy – okazał się jednym z najgorszych od kilku lat.
Według szacunków nawet 30 proc. średnich i dużych firm w branży przynosi straty, podczas gdy w lepszych latach było to ok. 15 proc.
Branża ostrzega, że bez poprawy koniunktury i stabilizacji kosztów kolejne miesiące mogą przynieść dalsze redukcje zatrudnienia i zamykanie zakładów.
Czytaj: Polskiej branży ceramicznej grozi bankructwo. Przedsiębiorcy proszą o pomoc
money.pl / Kresy.pl






























