W razie konfliktu polskie śmigłowce bojowe Mi-24 miałyby zwalczać siły pancerne przeciwnika. Kłopot tym, że zasadniczo nie mają czym – od 2012 roku na stanie nie ma dla nich przeciwpancernych pocisków kierowanych.

Śmigłowce bojowe Mi-24 będące na wyposażeniu polskich sił zbrojnych w razie konfliktu miały udzielać wsparcia z powietrza dla Wojska Lądowych, a także prowadzić samodzielne uderzenia na kolumny wojsk przeciwnika. Ich celem miałyby być w znacznym stopniu czołgi i inne pojazdy opancerzone. Kłopot w tym, że brakuje im odpowiedniego uzbrojenia do realizacji takich celów – podaje portal Trojmiasto.pl.

Od czterech lat śmigłowce te nie posiadają bowiem przeciwpancernych pocisków kierowanych (ppk). Wcześniej wykorzystywały one, m.in. w wersji M-24D, pochodzące z czasów sowieckich systemy Falanga (pocisk Skorpion-P) oraz Szturm-W (o bardzo krótkim zasięgu, odpowiednio 4 i 5 kilometrów), których obecnie nie mają już na stanie. Inne elementy ich uzbrojenia, takie jak zamontowany na stałe czterolufowy wkm kal. 12,7 mm czy działko kal. 23 mm w podwieszanym zasobniku, to za mało do skutecznej realizacji zadań.

Brak ppk na stanie 49. Bazy Lotniczej w Pruszczu Gdańskim potwierdza w rozmowie z portalem Trojmiasto.pl oficer prasowy mjr Rafał Myrcik. Zaznacza, że dotyczy to wszystkich polskich śmigłowców. – Rakiety zostały wystrzelane. Nie ma ich od 2012 roku –mówi mjr Myrcik. Według informacji gazety, polskie Mi-24, które uczestniczyły w misjach w Afganistanu czy Iraku, nie były wyposażone w ppk, gdyż uznano, że nie będą one tam konieczne, a zmniejszanie ciężaru maszyn poprawiało ich parametry.

W 2013 roku zagraniczne media podawały, że delegacja polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej podczas targów uzbrojenia w Bangkoku była zainteresowana pozyskaniem ukraińskich ppk „Corsar”, jednak plany te nie doczekały się realizacji. Według portalu Trojmiasto.pl, w lotnictwie opinie na temat braku przeciwpancernych pocisków kierowanych dla śmigłowców jest różnie postrzegana. Zdaniem jednych powinny one wrócić na wyposażenie Mi-24, według innych nie ma większego sensu inwestowania w stare maszyny. Tym bardziej, że Polska w ramach programu „Kruk” planuje zakup nowych śmigłowców uderzeniowych, które byłyby wyposażone w inne, nowoczesne systemy. Nie wiadomo jednak, kiedy miałoby to nastąpić. Inną kwestią jest rodzaj i skuteczność pocisków, które miałyby ewentualnie zostać zakupione dla Mi-24.

Przeczytaj również: Szef MON: trwają rozmowy z Ukrainą ws. produkcji wspólnego śmigłowca

„W warunkach bojowych naszych śmigłowców już by nie było”

O konieczności pilnego zakupu śmigłowców uderzeniowych mówił portalowi Kresy.pl w programie „Bez Filtra” gen. bryg. rez. pilot Dariusz Wroński, ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych.

– Polsce w pierwszej kolejności potrzeba śmigłowców uderzeniowych– powiedział gen. Wroński. Proponuje, by obecnie przestać nadmiernie koncentrować się na kwestii pozyskania śmigłowców wsparcia i wykorzystywać te maszyny, które obecnie posiadamy i których przez najbliższe 8-10 lat możemy używać. – W tym czasie pilnie zakupmy śmigłowiec uderzeniowy, który dziś jest najważniejszy. Mówimy tu nie tylko o defensywnych zastosowaniach, ale również o ofensywnych– zaznacza ekspert dodając, że śmigłowiec uderzeniowy również może mieć podwójne zastosowanie.

ZOBACZ: Gen. Wroński dla Kresów.pl: w warunkach bojowych naszych śmigłowców już by nie było [+VIDEO]

– Jeżeli dziś siła ognia naszych rakiet nie jest większa niż 4 km, to jest to tak mało, że właściwie nie mamy się z czym wychylać. Należy wycofać na głębokie tyły pilotów, załogi, bo to jasna sprawa, że dosięgnie ich uzbrojenie przeciwnika– podkreślał ekspert NCSS.

– Jeśli po tamtej stronie mamy nowoczesne systemy rakietowe krótkiego i średniego zasięgu, które wywalczają przeciwnikowi przewagę i sięgają na głębokość od 8 do ponad 20 km, to nie możemy tu uprawiać jakiejś fikcji podając, że potrzebujemy śmigłowców które będą przenosić rakiety o zasięgu 8 km. My będziemy się cieszyli, że oto mamy więcej niż 4 km, ale dziś 8 km nie jest jakimś szalonym sukcesem– mówił gen. Wroński. Jako przykład podał ukraińskie rakiety Barier V, wystrzeliwane ze śmigłowców Mi-8/17, które mają zasięg 18 km. Przypominał, że podczas konfliktu w Donbasie Ukraińcy od pewnego momentu nie decydowali się na zaangażowanie swoich maszyn, jeżeli ich systemy ogniowe nie będą co najmniej równorzędne względem rosyjskich. Zwracał też uwagę na niedostosowanie taktyki śmigłowców do obecnych warunków pola walki.

Trójmiasto.pl / Kresy.pl

Reklama



6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. piotr3005 :

    Również głupim zakupem jest kupno 3 łodzi podwodnych, pytanie tylko po co? od razu proponuję zainstalować autopilot aby w razie wojny smoczynnie odpłyneły do Anglii. Jest to wydawanie naszych pieniędzy bo ktoś chce zostać admirałem a służąc na motorówce nie ma szans. Lepiej za te pieniądze kupić rakiety, broń długą dla obywateli i zestawy p-panc do niszczenia czołgów i samolotów. Jaki wróg będzie się nas bał jeżeli całe nasze pieniądze pójdą na łodzie podwodne bez uzbrojenia lub na helikoptery bez uzbrojenia a piloci mogą się bronić plując na wroga lub strzelać z pestki czereśni. Zakup uzbrojenia do śmigłowców będzie trwał jeszcze z 10 lat i kupimy u obcych, którzy będą nas szantażować.