W ubiegłym tygodniu izraelski dziennikarz Barak Ravid ujawnił treść tajnej depeszy dyplomatycznej izraelskiego MSZ wysłanej do wszystkich izraelskich placówek dyplomatycznych na świecie, instruującej dyplomatów do podjęcia skoordynowanej kampanii skierowanej przeciwko władzom Iranu.

W depeszy można przeczytać, że należy podjąć działania zmierzające do ukazania, że niedawna dymisja libańskiego premiera Saada al-Haririego, ogłoszona podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej, ujawnia „raz jeszcze destrukcyjną naturę Iranu i Hezbollahu oraz zagrożenie, jakie stanowią dla stabilności Libanu i krajów regionu”. Izraelscy dyplomaci mieli również przekonywać, że obecnośc Hezbollahu w koalicji rządzącej nie jest wcale czynnikiem stabilizującym libańską politykę, lecz że służy ona interesom Iranu. W depeszy znalazły się też instrukcje, aby przedstawiać niedawny atak rakiety balistycznej wystrzelonej z Jemeu w stronę Rijadu, jako przykład konieczności podjęcia dodatkowych krokow przeciwko Hezbollahowi i Iranowi.

Były oficer CIA Philip Giraldi uważa, że choć Arabia Saudyjska i Izrael mają wspólnego wroga w Iranie, zbyt wcześniej jest na mówienie o sojuszu. „Zarówno Arabia Saudyjska, jak i Izrael, wiedzą, że nie mogą pokonać Iranu i jego satelitów bez aktywnego udziału Stanów Zjednoczonych. To wymagałoby ukształtowania narracji ‚zagrożenia’, aby rozpocząć od serii stosunkowo niewielkich działań wojskowych, które wydają się defensywne lub nie kontrowersyjne, aby przyciągnąć Stany Zjednoczone, jednak bez mówienia tego wprost. Amerykańskie zaangażowanie byłoby przeciwne interesom Waszyngtonu w regionie, ale służyłoby celom saudyjskim i izraelskim, szczególnie jeśli sytuacja jest z natury niestabilna i może się nasilić. Zarówno Saudyjczycy, jak i przede wszystkim Izraelczycy mają potężne grupy lobbystyczne w Waszyngtonie, które popchną przyjazny Kongres do zwiększenia zaangażowania USA, a iranofobiczne media głównego nurtu prawdopodobnie będą również przychylne temu, pomagając w kształtowaniu argumentów za amerykańskim zaangażowaniem” – napisał Giraldi.

Patrick Buchanan, były doradca prezydentów Nixona i Reagana i popularny komenator również uważa, że „W otwartej wojnie z Iranem, Arabia Saudyjska nie wygrałaby bez amerykańskiego wsparcia”. „Lecz my mamy tu [na Bliskim Wschodzie] własne interesy. I powinniśmy powiedzieć księciu [synowi króla Arabii Saudyjskiej], że jeśli rozpocznie wojnę w Libanie lub w Zatoce Perskiej, to nie przyłączymy sie. Nie możemy pozwolić temu impulsywnemu księciu decydować o tym, czy Stany Zjednoczone ponownie wyruszą na wojnę na Bliskim Wschodzie. Ta decyzja należy do nas” – napisał Buchanan w swoim cotygodniowym felietionie.

Kresy.pl istnieją dzięki wsparciu Darczyńców
Pomogłeś już w tym miesiącu?

Giraldi zwraca również uwagę na to, że dymisja Haririego odbyła się w podejrzanych okolicznościach i wyglądała na wymuszoną przez Saudyjczyków. Powodem może być to, że Hariri prowadził akomodacyjną politykę wobec libańskich szyitów. Może to oznaczać, że Izrael i Arabia Saudyjską szykują się do jakiś działań wymierzonych w Iran właśnie na terenie Libanu. „Hezbollah w Libanie, któremu sprzeciwiają się Saudyjczycy, ponieważ jest organizacją szyicką i Izrael z powodu arsenału rakiet, byłby wygodnym celem” – uważa Giraldi.

Kresy.pl / American Herald Tribune / Twitter / Buchanan.org

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz