Pytania, które powinniśmy sobie zadać to: „Dlaczego pojawiły się tak wyraźne sprzeczności między światopoglądem prezydenta a polityką prowadzoną przez USA?”, oraz „Jak należy oceniać tę sytuację?” – pisze Hal Brands na łamach Foreign Policy.

Emocjonalnych opinii autora na temat charakteru politycznych poglądów Donalda Trumpa nie należy utożsamiać ze stanowiskiem redakcji. Kresy.pl.

———————-

Pierwszy rok prezydentury Trumpa obfitował w liczne dziwne wydarzenia, a za jeden z najdziwniejszych elementów można uznać znaczące rozbieżności między poglądami prezydenta a polityką prowadzoną przez jego kraj. Prezydenci rzadko stawiają na swoim we wszystkich kwestiach związanych z polityką zagraniczną, ale zwykle walczą jednak o swoje w sprawach, które uznają za najważniejsze. Mimo wszystko, poglądy geopolityczne prezydenta Trumpa i polityka zagraniczna prowadzona przez USA wydają się różnić o 180 stopni, co omawiam dokładniej w mojej nowej książce „American Grand Strategy in the Age of Trump”.

Trump zdecydowanie gardzi NATO, a obronę europejskich sojuszników USA uważa za „głupie posunięcie”, ale mimo wszystko, jego administracja kontynuuje, a nawet rozszerza działania wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO. Prezydent USA wielokrotnie nawoływał do odnowienia relacji z Rosją, jego administracja podjęła jednak decyzję o dostarczaniu Ukrainie śmiercionośnej broni, a także  podejmuje działania mające na celu opracowanie lądowego systemu dostarczania broni jądrowej, aby przeciwdziałać naruszeniom Układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu (INF).

Ponadto, sam Trump nigdy nie wykazywał zainteresowania konfrontacją z Chinami dot. ich działań na Morzu Południowochińskim, a sojuszników USA w regionie Azji i Pacyfiku, m.in. Australię, zawsze krytykował. Mimo to, jego administracja wprowadziła jeszcze bardziej napięty harmonogram przeprowadzenia tzw. operacji wolnej żeglugi niż  miało to miejsce za czasów Obamy; pracowała również nad odrodzeniem tzw. Quad – czterokierunkowego dialogu między Australią, Indiami, Japonią i Stanami Zjednoczonymi, wzmacniając współpracę tych krajów.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jeśli chodzi o Koreę Północną, Trump wielokrotnie wyśmiewał wartość dyplomacji, nawet wtedy, gdy jego gabinet (opierając się na podstawach wypracowanych podczas prezydentury Obamy) przeprowadził intensywną kampanię mającą na celu izolowanie i nałożenie sankcji na reżim, co miałoby prawdopodobnie posłużyć jako wstęp do negocjacji. Jakby tego było mało, prezydent odnosił się sceptycznie do kontynuowania, nie mówiąc już o rozszerzeniu, misji w Afganistanie, ale decyzję o zrobieniu tego właśnie podjął w sierpniu, po kilkumiesięcznej debacie. W tych oraz innych przypadkach Trump mówi lub wydaje się, że myśli jedno, a USA decyduje się zrobić coś zupełnie innego.

Ponadto, tę tendencję potwierdzają również dwa przykłady z ubiegłego miesiąca [artykuł został opublikowany w styczniu, KRESY.PL]. W grudniu 2017 r. ogłoszono Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, w której były co prawda widoczne delikatne wpływy ideologii Trumpa, ale nie różniła się znacząco od Strategii, którą stworzyłyby inne administracje republikańskie. Przemówienie oparte na koncepcji „America first”, w którym znalazły się słowa krytyki wymierzone przeciwko sprzymierzeńcom USA, jak i również nawołujące do współpracy z wrogami, wzbudziło podejrzenia, czy Trump zapoznał się z jego treścią, albo nawet, czy został mu przybliżony chociażby jej zarys. Tuż przed Bożym Narodzeniem, jak napisał Rob Berschinski, były członek Gabinetu Cieni, ujawniono i zastosowano przepisy nowej globalnej ustawy Magnitsky’ego, w której zawarte zostały sankcje wymierzane przeciwko osobom łamiącym prawa człowieka – pomimo tego, że Trump przejawia pogardę dla idei, w myśl której Ameryka powinna promować prawa człowieka i demokrację za granicą.

Lista ta jest dłuższa, a w tym roku mogą zostać do niej dodane nowe przykłady. Pytania, które powinniśmy sobie zadać to: „Dlaczego pojawiły się tak wyraźne sprzeczności między światopoglądem prezydenta a polityką prowadzoną przez USA?”, oraz „Jak należy oceniać tę sytuację?”.

Zdecydowanie łatwiej odpowiedzieć na pierwsze z pytań. Stało się jasne, że rozbieżności między opiniami prezydenta i polityką USA będą się pojawiać, kiedy prezydent otoczył się doradcami, którzy nie podzielali jego nacjonalistycznego programu (co było raczej nieuniknione, biorąc pod uwagę, ilu ekspertów ds. polityki zagranicznej podpisało się pod jego programem). Brak wiedzy Trumpa oraz jego skłonności do delegowania procesów decyzyjnych na inne osoby jeszcze bardziej potwierdziły te obawy.

Oczywiście, zdarzały się przypadki, w których Trump miał przeciwstawić się swoim doradcom ds.  bezpieczeństwa – np. uznając Jerozolimę za stolicę Izraela. Niewielu prezydentów może często pozwalać sobie na takie ruchy. Nie dziwi więc, że w kwestiach, w których doradcy Trumpa wspólnie zdecydowanie przeciwstawiają się mu lub też w takich, które nie są dla niego wystarczająco godne uwagi, polityka USA często jest bardziej „tradycyjna” niż prezydent mógłby oczekiwać. Zostaje jeszcze kwestia zewnętrznych ograniczeń, głównie ze strony Kongresu, dot. zagadnień takich jak sojusz USA z Rosją, i wszystko zaskakuje jeszcze mniej.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Przed nami jeszcze drugie pytanie – czy można patrzeć na tę sytuację ze spokojem, czy może należałoby się zacząć martwić? Z jednej strony, wypełniający swoje obowiązki członkowie dyplomatycznego establishmentu powinni się cieszyć różnicami między retoryką a polityką USA. Doradcy Trumpa rzeczywiście udowodnili, że są w stanie przeciągnąć go z powrotem do głównego nurtu w niektórych kluczowych kwestiach, co jest równoznaczne  z tym, że zmiany w polityce USA za obecnej administracji nie okazują się być aż tak poważne, jak się obawiano. Mówiąc bez ogródek, obecna sytuacja jest bardzo dziwna, ale jest i tak lepiej, niż gdyby amerykańska dyplomacja była wiernym odbiciem poglądów Trumpa oraz jego katastrofalnie złych pomysłów.

Oczywiście, niektóre z pomysłów, na których wprowadzenie zdecydował się gabinet Trumpa były kontrowersyjne same w sobie – np. rozpoczęcie badań nad INF i decyzja o dozbrajaniu Ukrainy. Ale należy też wyrazić uznanie – większość działań administracji zostałaby ciepło przyjęta przez wielu członków establishmentu, gdyby tylko odpowiadał za nie inny prezydent.

Z drugiej strony, istnieją również powody, by być mniej optymistycznym patrząc na obecną sytuację. Po pierwsze, polityka wiernie odzwierciedlała światopogląd Trumpa w wielu kluczowych kwestiach – handlu i Partnerstwie Transpacyficznym, m.in. informując o planowanym wycofaniu się z porozumień klimatycznych z Paryża i innych, a wpływ takich decyzji na globalną pozycję Ameryki jest dość negatywny. Co więcej, nawet jeśli idee i słowa Trumpa nie zawsze przekładają się bezpośrednio na politykę, nadal mogą być bardzo szkodliwe dla amerykańskiej dyplomacji.

Jeśli prezydent USA opowiada się za ksenofobicznym rodzajem nacjonalizmu, jeśli gardzi on demokracją oraz prawami człowieka, jeśli krytykuje i wykorzystuje sojuszników, to wszystko ma wpływ na to, jak postrzegane jest USA. Niedawne reakcje całego świata na „shitholegate” są dobrym tego przykładem. Nie wystarczy powiedzieć, jak uważają niektórzy republikańscy obserwatorzy, że kraj powinien po prostu zwrócić uwagę na politykę i nie skupiać się zbytnio na panującej wokół niej atmosferze, która jest w tym przypadku krytyczna.

Ostatni z powodów do zmartwień to fakt, że amerykańska dyplomacja może stać się w nadchodzących latach nieprzewidywalna – czekają nas liczne „zwroty akcji” spowodowane dwiema zupełnie różnymi wizjami polityki zagranicznej, prezydenta oraz jego doradców. Wystarczy popatrzeć na sposób, w jaki walka prezydenta z tzw. dorosłymi członkami jego administracji wpływała na zmianę opinii dot. oceny, czy hasło „America first” dominuje w programie. Co ważniejsze, żadna polityka nie może być szczególnie stabilna ani wiarygodna, jeśli są jakiekolwiek wątpliwości dot. tego, czy prezydent się z nią zgadza.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Biały Dom może na przykład opracować stosunkowo normalną Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, ale sojusznicy USA nie wezmą jej na poważnie, wiedząc, że prezydent Trump wydaje się zdeterminowany, żeby ją zmienić. Podobnie, administracja Trumpa pracuje nad wzmocnieniem obecności wojsk amerykańskich w krajach nadbałtyckich, ale czy każdy europejski naród może naprawdę ufać działaniom kraju, którego prezydent wyszydzał NATO, a nawet groził pozostawieniem narażonych sojuszników samym sobie? Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie. W ciągu ostatniego roku urzędnicy europejscy wielokrotnie powtarzali, że w 80 proc. ich relacje z Waszyngtonem wydają się mniej więcej poprawne, ale w pozostałych 20 proc. Trump robi coś, co każe im zastanowić się, w jakim stopniu tak naprawdę USA są godne zaufania.

To wszystko jest bardzo problematyczne, ponieważ USA i ich rola w świecie zależy od tego, czy kraj jest postrzegany jako wiarygodny, a nawet przewidywalny aktor. System międzynarodowy opiera się na wiarygodności amerykańskich zobowiązań oraz na partnerach, którzy mają pewien minimalny poziom pewności co do tego, w jaki sposób, a tym bardziej czy w ogóle Ameryka zareaguje, jeśli ich bezpieczeństwo zostanie zagrożone. Sytuacja, w której prezydent raczej nie zgadza się ze swoją własną polityką zagraniczną, jest więc pełna problemów. Z pewnością powinniśmy być wdzięczni za to, że polityka USA często odbiega od niebezpiecznych preferencji prezydenta, ale powinniśmy również uznać, że ta rozbieżność jest obarczona niebezpieczeństwami.

Hal Brands jest profesorem na Johns Hopkins University School of Advanced International Studies. Jest również autorem kilku książek, m.in. „Making the Uniplar Moment: U.S. Foreign Policy and the Rise of the Post-Cold War Order” oraz „What Good Is Grand Strategy? Power and Purpose in American Statecraft From Harry S. Truman to George W. Bush”. Pełnił funkcję specjalnego asystenta sekretarza obrony ds. Planowania strategicznego w latach 2015-2016.

Tłumaczenie: Elżbieta Rudnicka

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz