W ciągu zaledwie kilku dni mieliśmy do czynienia z dużym zagęszczeniem informacji, uświadamiającym nam szybkie zaostrzanie się rywalizacji dwóch światowych supermocarstw. Rywalizacji, która będzie oddziaływać na cały świat.

Rywalizacja ta trwa już otwarcie od 2018 r. O ile rozpoczęła się od wojny handlowej, wypowiedzianej Chinom przez administrację Donalda Trumpa, to obecnie dostrzegamy już wyraźne jej skutki nie tylko na płaszczyźnie gospodarczej czy propagandowej, ale wprost w dziedzinie bezpieczeństwa.

Dosłownie w ostatnich dniach Stany Zjednoczone i Chińska Republika Ludowa wymieniły się ciosami kolejnych sankcji. USA otwarcie już zadeklarowały, że będą odpychać Chińczyków od oceanu światowego, a tym samym, że chcą trzymać zaciśniętą rękę na ich gardle. Chiny są bowiem państwem zamieszkanym przez 1,4 mld ludzi co oznacza, że są nie tylko największym importerem ropy naftowej, ale też, że muszą importować znaczne ilości żywności. Tymczasem Stany Zjednoczone właśnie oficjalnie zakwestionowały ambicje Pekinu do egzekwowania kontroli nad większością Morza Południowochińskiego. Departament Stanu wyraził przy tym poparcie dla pozycji wielu regionalnych aktorów, których chce wykorzystać w budowie swoistego antychińskiego wielkiego muru na morzu – Wietnamu, Brunei, Indonezji, Malezji i Filipin. Państwa te stanowią pierwszy sznur półwyspów i wysp oddzielających Chiny od wielkich szlaków morskich.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Znacznie pewniej Amerykanie mogą się czuć na barierze zewnętrznej. Tego samego dnia w którym Departament Stanu zapowiedział walkę o wypchnięcie Chińczyków nawet z Morza Południowochińskiego, w brytyjskich środkach masowego przekazu pojawiła się informacja, że na Daleki Wschód wyruszy najnowszy brytyjskich lotniskowiec HMS Queen Elisabeth, najpewniej w celu wspierania nowej amerykańskiej doktryny „powstrzymywania” ChRL. Ponieważ tuż po tym ujawniono, że Brytyjczycy zamierzają też wykluczyć chińskiego potentata Huawei z budowy sieci 5G w Zjednoczonym Królestwie, w której to sprawie rząd Borisa Johnsona długo opierał się naciskom Waszyngtonu, można to potraktować jako sygnał wyrównania kroku i wejścia przez Brytyjczyków do kolumny idącej na globalny konflikt z Pekinem. Nie wygląda też na to, by swoją drogą miał iść inny bliski sojusznik Amerykanów – Japonia, będąca główną podstawą do projekcji amerykańskiej siły w regionie Dalekiego Wschodu. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy doszło też do gwałtownego pogorszenia się relacji Chin z Indiami i Australią. Ta druga chce rozpocząć regularne ćwiczenia morskie razem z Amerykanami, Japończykami i Hindusami. Można więc stwierdzić, że przynajmniej w zewnętrznym łańcuchu mającym krępować Chińczyków, Amerykanom udaje się na razie spajać jego ogniwa.

Z tej perspektywy widzimy jednak także dalekowzroczność chińskiej polityki, wyrażającej się w działaniach wpisujących się w ogłoszony już w 2013 r. projekt „Pasa i drogi” zwany w Europie „nowym jedwabnym szlakiem”. W istocie, wobec niekorzystnego dla Pekinu kształtowania się układu sił w morskim regionie Indo-Pacyfiku, przebicie sobie drogi przez lądowa masy Eurazji staje się dla przywództwa ChRL priorytetem. Chińczycy ciągle jeszcze nie udrożnili największego lądu w dostatecznym stopniu, poszczególne odnogi „Pasa i drogi” ciągle jeszcze nie mogą zastąpić w dostatecznym stopniu szlaków morskich i brak na nich rozwiązań na miarę przełomu zapowiadanego przez przewodniczącego Xi Jinpunga siedem lat temu. Ale pierwsze kroki już zostały wykonane.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Liczne inwestycje w Tybecie w infrastrukturę transportową i ogólnie w infrastrukturę pozwalającą na jego kolonizację przez Chińczyków Han coraz ściślej integrują z ChRL niedostępny region, w którym biorą początek wszystkie największe rzeki Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Posiadanie Tybetu jest wielkim atutem i silnym środkiem nacisku wobec Indii. Z takim samym zdecydowaniem Chińczycy spajają ze sobą na poły pustynny i zamieszkany przez nieprzyjazną ludność ujgurską Sinciang. Ma on dziś dla Pekinu kapitalne znacznie jako schowane za kamienną ścianą Himalajów drzwi do Azji Środkowej. To właśnie przez Sinciang Chińczycy uzyskują dostęp do Pakistanu, na którego brzegu już budują swój port w Gwadarze. Zdjęcia satelitarne z bieżącego roku sugerują, że Chińczycy budują tam bazę wojskową. Pakistan jest państwem nuklearnym. Zantagonizowany z Indiami stanowi dla Pekinu użyteczny posterunek w starciu z Indiami, ale też posterunek niepewny i niestabilny, również z powodów wewnętrznych, takich jak istnienie całych obszarów plemiennych, słabo kontrolowanych przez Islamabad, stanowiących zresztą gniazdo dla islamskich radykałów.

Jednak Chiny uzyskują prawdopodobnie znacznie lepszą placówkę. Władze w Pekinie mogą już wkrótce podpisać umowę o wszechstronnej współpracy z Iranem na okres 25 lat. W zamian za wielkie zasoby taniej ropy, której tak spragniona jest chińska gospodarka, Chińczycy mają zainwestować w Iranie nawet do 400 mld dol. W naturalnej górskiej twierdzy jaką stanowi Iran, którego mieszkańcy, bez względu na mniej lub bardziej entuzjastyczny stosunek do własnych władz, zawsze gromadzą się pod sztandarem perskiego nacjonalizmu przeciw USA, Chińczycy uzyskają bardzo pewną pozycję. Tym pewniejszą, że po dekadach amerykańskich sankcji Irańczycy bardzo potrzebują kapitału. A tego akurat w Chinach nie brakuje. Irańczycy sami mocno nagłaśniają projektowaną umowę, co wskazuje na ich determinację w dążeniu do zadzierzgnięcia tak bliskich relacji z ChRL. Iran może się więc stać głównym oknem Chin na otwarty ocen i tak silne postawienie przez Chińczyków stóp w Zatoce Perskiej czy nawet Omańskiej będzie przełomem w kształtowaniu się nowego globalnego układu sił. Amerykańskie elity zresztą już zaczynają traktować walkę z Iranem jako atak wymierzony w ChRL.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

To jednak może nie wystarczyć do obalenia pozycji Waszyngtonu i ostatecznym celem dla Chin pozostaje gospodarcze powiązanie Eurazji, co może przełożyć się na polityczne wypchnięcie Amerykanów z Wielkiej Wyspie. Z tego celu wynika waga, jaką w polityce światowej będzie mieć największy gospodarz tych przestrzeni – Rosjan. Zarówno dla Chin, jak i dla ich czołowego rywala – USA. Amerykanie będą w stanie zapłacić bardzo dużą cenę za nadwyrężenie współpracy rosyjsko-chińskiej, o czym powinno się pamiętać nad Wisłą, gdzie politycy zwykli całkowicie polegać na łasce Wuja Sama. Chińczycy jednak także stają się w naszym regionie graczem politycznym o czym świadczy grudniowy kredyt ratunkowy jakiego udzielili oni Białorusi w czasie eskalacji konfliktu Aleksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem, kiedy to ten drugi próbował wymusić na pierwszym „pogłębioną integrację” środkami nacisku ekonomicznego właśnie. O ileż ważniejsza niż Białoruś może być dla nich Polska.

Zobacz także: Morawiecki w artykule do „The Daily Telegraph”: Cała Europa musi stanąć po stronie Ameryki w sprawie 5G

Czy więc Chiny mają szanse na zwycięstwo? Mają, jeśli zdołają zaproponować szerokie struktury współpracy eurazjatyckiej w tak często przywoływanym przez siebie formacie win-win, jeśli zaproponują coś więcej niż chińskie kredyty na zamówienia wykonywane przez chińskich wykonawców. Mają szanse na zwycięstwo, jeśli zaktywizują się politycznie i staną się czynnikiem równowagi politycznej, temperującym najsilniejszych i najbardziej agresywnych. Mają szanse, jeśli w miejsce narzucania schematów ideologicznych zaproponują, zgodnie ze swoją retoryką, model pluriversum – poszanowania zróżnicowania tradycji kulturowych i systemów politycznych narodów Eurazji. Kluczem do tego pozostaje jednak zaproponowanie nowych mechanizmów budowy „Pasa i drogi”. Przyszłość Chin leży na lądzie.

Karol Kaźmierczak

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz