Na Śląsku było inaczej…

Marek Trojan o tym, jak z pieniędzy polskich podatników finansuje się antypolskie paszkwile.

„Okres II Wojny Światowej na Śląsku różni się od tego, co możemy dowiedzieć się na lekcjach historii Polski. […] Dziś dowiemy się, jak przebiegała II WŚ tu, na Śląsku”.Tymi słowami młody lektor wprowadza widzów w klimat filmu „Po roku 1939 – trudne czasy dla Śląska”. Jego autorami są Stowarzyszenie Inicjatywa oraz Stowarzyszenie Edukacji Regionalnej Silesia Schola, które promują ideę edukacji regionalnej. Pomysł, na pierwszy rzut oka, bardzo dobry. Głównymi elementami projektu są „kursy dla nauczycieli-regionalistów”(głównie z ośrodków wiejskich), „stworzenie programu nauczania edukacji regionalnej na wszystkich szczeblach nauczania”(od przedszkola po liceum) oraz stworzenie bazy wiedzy i materiałów dydaktycznych (w tym także wspomnianego filmu). Pojawia się jednak pytanie: jak miałaby wyglądać owa edukacja regionalna? Zapewne tak, jak w krótkim, niespełna 13-minutowym obrazie. A jeśli tak, to należy mieć wobec niej co najmniej poważne wątpliwości.

Bardzo wymowne jest to, że już pierwsze sceny pokazują bardzo wyraźnie motyw przewodni całości – walkę z „mitami” dotyczącymi historii Górnego Śląska, poczynając od początku II Wojny Światowej. Stąd początkowo dziwić może tytuł „Po roku 1939”, ale po kilku minutach wszystko staje się jasne. Dlaczego? Ponieważ nie ma w nim w zasadzie ani słowao jakichkolwiek walkach toczonych w początkach września 1939 roku. Śląsk, a ściślej „polska część Górnego Śląska”została według autorów filmu „zajęta przez wojska niemieckie”i wcielona do Rzeszy. Wyjątkiem jest wspomnienie wieży spadochronowej w katowickim Parku Kościuszki, a także obraz jednego z bunkrów, będącego częścią nieukończonej linii polskich umocnień z 1939 roku, który parę razy pojawia się jako tło. O tym drugim nie powiedziano nic, natomiast w odniesieniu do wieży spadochronowej dowiadujemy się niewiele, ale za to dobitnie. „Nauczyciel historii”, Tomasz Świdergał, główny „ekspert” filmu, wspomina co prawda w dość osobliwy sposób o udziale w walkach harcerzy, ale zaraz odsłania przed widzami okrutną prawdę: „symbolem mitu, dotyczącego czasów II WŚ, jest katowicka wieża spadochronowa. […] Prawda […] była zupełnie inna”. A więc wiadomo – to tylko mit, który zresztą obalił nie kto inny, jak „historycy z katowickiego oddziału IPN”. Jednaj jaka była owa prawda – nie wiadomo, gdyż kolejne kadry przedstawiają już tylko grupę rekonstrukcji historycznej „Oberschlesien” odtwarzającej piechotę Wehrmachtu. W domyśle, cała obrona Śląska we wrześniu 1939 roku to tylko emanacja polskiej mitologii i martyrologii. Coś, czego tak naprawdę nie było lub w najlepszym razie stanowiło jedynie epizod nie wart większego zainteresowania. Walka, w domyśle rachityczna i całkowicie symboliczna, zaledwie grupki harcerzy. W końcu, zgodnie z motywem przewodnim, „na Śląsku było inaczej”…

O tym, że rzekome „rewolucyjne” ustalenia red. Wielińskiego i dra Bębnika (bo to zapewne je ma na myśli „Nauczyciel”), nagłaśniane swego czasu przez katowicką Gazetę Wyborczą, nie są żadną rewolucją, a uzupełnieniem i częściowo potwierdzeniem dotychczasowych ustaleń i dyskusji dotyczących walk w okolicach Parku Kościuszki i obrony Katowic nie ma mowy (na ten temat pisał m.in. Wojciech Kempa: http://www.siemianowice.pl/aktualnosci/historia-i-oswiata/obrona-wiezy-spadochronowej.232/). Podobnie jak o tym, że inni pracownicy katowickiego IPN, jak prokurator Ewa Koj (www.1wrzesnia39.pl/download.php?s=19&id=23635), mają w kwestii walk o Katowice inne zdanie. Wspomnienia o starciach ulicznych, w tym obrony Domu Powstańca, walk w okolicach Placu Wolności czy Kopalni Katowice, trudno w takim kontekście w ogóle wymagać. Jaką w takim razie „prawdę” miał na myśli „Nauczyciel” – ciężko powiedzieć.

Co działo się po „zajęciu Śląska”? Według filmu chyba niewiele. Gdyby nie informacja, że wprowadzono volkslisty i zaczęto wcielać mężczyzn w wieku poborowym do armii niemieckiej, można by powiedzieć, że życie toczyło się zupełnie normalnie. Chyba znów zgodnie z motywem „na Śląsku było inaczej”. A skoro tak, to nie może dziwić brak jakichkolwiek wzmianek o polskim ruchu oporu czy niemieckim terrorze (chyba, że za jego przejaw uznamy sprawdzanie dokumentów przez żołnierzy…). Zamiast tego, narracja koncentruje się na wątku „dziadka z Wehrmachtu”, a według nauczyciela „na Górnym Śląsku to coś normalnego”. Owszem, zgadza się że „nasi dziadkowie, pradziadkowie, musieli służyć w armii niemieckiej”. Warto jednak uzupełnić, że nie musząc uczestniczyć w ruchu oporu przeciw okupacji niemieckiej (sformułowanie to nie pada ani razu!) robili to. Czynili to zresztą bardzo licznie, mimo ogromnego zagrożenia dekonspiracją, często w niesprzyjającym, proniemieckim środowisku sąsiedzkim.

W kontekście wkraczania Sowietów w styczniu 1945 roku również nie ma słowa o jakimkolwiek ruchu oporu czy Państwie Podziemnym (a pierwsze organizacje zaczęły powstawać jeszcze we wrześniu 1939 roku). Wynika z tego, że coś takiego jak Okręg Śląski Armii Krajowej (w 1940 roku należący do najliczniejszy w kraju i zrzeszający trzy razy więcej ludzi niż Okręg Warszawa), nie wspominając o innych organizacjach, nie istniało (bo przecież „na Śląsku było inaczej”). W filmie wspomina się o masowym rozstrzeliwaniu ludności cywilnej przez wkraczających Sowietów. Wniosek – były to zapewne pierwsze egzekucje ludności cywilnej (ba, pierwsze represje w ogóle!) od początku wojny. W styczniu 1945 roku! Trudno to sensownie skomentować… Dla zwykłej „przyzwoitości” warto było wspomnieć chociażby o masowych egzekucjach polskiej ludności (w tym obrońców Katowic i byłych Powstańców Śląskich), rozstrzeliwanej na podwórzu domu w samym centrum Katowic, przy Rynku, ledwie parę godzin po zajęciu miasta. Wspomnienia o ich „przemarszu” przez centrum, ulicą 3 Maja (tej samej, na której w połowie filmu widać kolumnę śląskich Niemców pod eskortą żołnierzy sowieckich), gdzie byli publicznie bici i lżeni przez katowickich Niemców i żołnierzy; o zamordowanych harcerzach i cywilach; byłych Powstańcach i działaczach polskich, wskazywanych przez ich niemieckich sąsiadów (to także „palcorze”, „Nauczycielu”) i wywlekanych z domów; przygotowanych dużo wcześniej listach proskrypcyjnych i gończych za „wrogami III Rzeszy” – tych i innych wydarzeń, już z pierwszych dni, a nawet godzin okupacji już może nie wymagajmy… Przecież „na Śląsku było inaczej”.

„Gdy dla Polski wojna skończyła się w 1945 roku, dla Śląska rozpoczęło się prawdziwe piekło. To co dla Polaków oznaczało wyzwolenie, dla Ślązaków było tragedią”– tymi słowami lektor wprowadza widzów w mroczny okres powojenny. Wszystko jasne? Jak najbardziej – dopiero z wkroczeniem Sowietów i tworzeniem PRL wiąże się początek terroru na ziemi, która przez poprzednie kilka lat cieszyła się względnym spokojem, nie licząc mężów, ojców i synów ginących na frontach II WŚ. Kwestię mówienia o „wyzwoleniu”Polski i Polaków przez Sowietów i związaną z tym instalacją rządów komunistycznych pomińmy tutaj milczeniem. Podobnie jak tworzenie dychotomii „wyzwolenie Polaków” i „tragedia Ślązaków”, jako dwóch zupełnie niezależnych od siebie grup etniczno-narodowych, jest tak wymowną ilustracją wprost wyzierającej propagandy własnej, ślązakowskiej ideologii, że w zasadzie powinno to zwalniać z jakiegokolwiek komentarza. Kilka słów jest tu jednak potrzebne.

Nieprzypadkowo padają słowa Nauczyciela o „władzach komunistycznych polskich”i „represjonowaniu Ślązaków”– ma to stworzyć u odbiorcy wrażenie, przypominające skądinąd tezy takich postaci jak J. T. Gross, że oto Polacy (do tego często obcy, spoza Śląska) zaczęli prześladować Ślązaków. To znaczy, że był to konflikt narodowościowo-etniczny – naród polski zaczął represjonować „etnos”, czy wręcz „naród śląski”. Dlatego też mowa jest o „Ślązakach mówiących po Niemiecku i mówiących po Polsku” – powstaje wrażenie, że do 1939 czy 1945 roku, Polaków jako takich po prostu na Górnym Śląsku nie było, a Ci, którzy za takich się uważali, to tylko przyjezdni.

Czy w okresie międzywojennym bycie Niemcem mogło być powodem aresztowania? Nie. Czy legalny Rząd Polski na Uchodźctwie nawoływał do represjonowania osób na terenach wcielonych do Rzeszy? Nie, wręcz przeciwnie – oficjalnie zalecano przyjmowanie volkslisty, by uniknąć aresztowania czy nawet śmierci, choćby w KL Auschwitz (trafiło tam ponad 27 tysięcy mieszkańców Rejencji Katowickiej, z czego na ponad 3 tysiącach wykonano wyroki śmierci). Czynił to również wybitny śląski duchowny, bp Stanisław Adamski, który zdawał sobie sprawę ze skali zagrożenia. Ale pójdźmy dalej – czy komunistyczne władze PKWN zarządziły represjonowanie wszystkich, którzy figurowali na volksliście? Tak. Czy dotyczyło to nie tylko Śląska, ale całej Polski? Tak. Czy służyło władzom komunistycznym za dodatkowe narzędzie opresji? Tak. Tego jednak w filmie zabrakło – no bo w końcu „na Śląsku było inaczej”.

Mowa jest także o obozach „dzikich” oraz regularnych, takich jak Mysłowice-Zgoda (dawny obóz niemiecki), gdzie więziono i represjonowano wielu mieszkańców Śląska. Nie były to jednak obozy dla „Ślązaków bez wyroków”, jak mówi nam Nauczyciel, gdzie trafiało się za „dajmy na to, drugą grupę volkslisty”. Owszem, była to podstawa. Tyle tylko, że nie absolutna podstawa, a dodatkowo posiadanie II grupy DVL nie było czymś, parafrazując, „zupełnie normalnym”. Zaklasyfikowanie do niej przez specjalny urząd III Rzeszy następowało pod konkretnymi warunkami, takimi jak przyznawanie się do narodowości i kultury niemieckiej w okresie II RP czy posługiwanie się na co dzień językiem niemieckim. Tym samym, dotyczyło to w zdecydowanej większości śląskich Niemców, którzy od lat otwarcie przyznawali się do swej odrębności narodowo-kulturowej. Pod koniec 1942 roku na Górnym Śląsku osób z DVL II było około 250 tysięcy, czyli nieco ponad 17% mieszkańców, podczas gdy osób z samej DVL III (w ramach której Polacy dominowali) było łącznie ponad milion. Co istotne – w lutym 1942 roku wydano zarządzenie, na mocy którego osoby, które nie zostały wpisane na DVL i nie złożyły o to wniosku miały zostać aresztowane i zesłane do obozów koncentracyjnych (pod koniec wojny zamieniono to na karę śmierci). Warto też odnotować, że z zachowanych dokumentów katowickiego Gestapo wynika, że posiadanie przez zatrzymanych żołnierzy ZWZ/AK III lub IV grupy DVL nie było niczym nadzwyczajnym. Sama przynależność do AK, traktowana jako „wroga dla ustroju”, stanowiła podstawę do osadzenia w obozie NKWD/UB. Można więc wyobrazić sobie, jak „władza ludowa” traktowała „AK-owca – Volksdeutscha”… Tyle tylko, że według filmu AK na Śląsku, w przeciwieństwie do „ziem polskich” nigdy nie było, bo przecież „na Śląsku było inaczej”. To samo dotyczy obozów tego rodzaju w innych regionach Polski, tematu wartego odrębnej dyskusji. Nie ma o nich wzmianki, bo przecież „na Śląsku…”. Zdumienie budzi również płytkie i bezpretensjonalne potraktowanie ważnego tematu dotyczącego „udowadniania polskości”, zmieniania imion i nazwisk, który dotyczył przecież nie tylko Śląska. Tylko, że twórcom filmu zależy jedynie na propagandowym pokazaniu, jak to Polacy gnębili Ślązaków… Dziwi mnie jednak pewien szczegół: pod koniec „sceny przed komisją”, mężczyzna (chyba przewodniczący „komisji”), mówi do płaczącej Ślązaczki: „[…] jak Wy to tu mówicie? Raus!ZdrajcyPolscy!”. Z kontekstu wynika, że powinno być „Polski”. Może to tylko błąd, przejęzyczenie… ale na które nikt na etapie produkcji nie zwrócił uwagi?

Film powstał w ramach projektu „W regionie o regionie”, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej pod nadzorem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego. Autorami scenariusza są m.in. działacze RAŚ: Marcin Melon (przewodniczący Stowarzyszenia Edukacji Regionalnej Silesia Schola, propagator idei „edukacji regionalnej”), Aleksander Uszok (kandydat na prezydenta Katowic), wspomniany Tomasz Świdergał (członek zarządu Stowarzyszenia Silesia Schola) i Marek Nowara (działacz kulturalny i kandydat do Rady Miasta Katowic). Aleksander Uszok, a także Monika Kassner, prowadzą w ramach projektu kursy dla nauczycieli-regionalistów.

Na zakończenie muszę przyznać, że cieszę się, że Pan Tomasz Świdergał nigdy nie był moim nauczycielem historii. Dzięki temu uniknąłem przykrego doświadczenia, kiedy po latach wzór i mentor z czasów młodzieńczych okazuje się przewrotnym i zideologizowanym manipulatorem. Tak podobnym do „przerażających anty-bohaterach” opowieści działaczy ślązakowskich o „złych rechtorach z Polski, co ze Ślunskich bajtli chcieli na siła Poloków robić”. Tylko, że dla mnie to nie jest zamiana ról, tylko personifikacja własnych uprzedzeń i propagowanie własnej ideologii pod płaszczykiem „edukacji regionalnej”. Pan Świdergał stał się dla mnie tym, kim ślązakowcy tak chętnie straszą. Poniekąd więc to prawda, że na Śląsku było inaczej – zupełnie inaczej, niż pokazuje to film z udziałem Nauczyciela – Tomasza Świdergały.

Marek Trojan




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

8 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    krok :

    Dziwi brak obiektywizmu i choćby zrozumienia tematu. Przecież skoro w materiale chwalą się, że zostali wcieleni do armii niemieckiej, czyli walczyli min. z Polakami. A oczekiwali, że po ich porażce, będą ich Polacy kwiatami obsypywać ? Walczący po stronie Niemców ślązacy powinni się ciszyć, że trafili na Polaków. Ukrainiec, lub rusek do tej pory by ich prześladował. Również nie rozumiem, dlaczego ktoś kto podnosił rękę na Polskę, teraz obszczekuje, że Polacy jego źle traktowali. Odradzają się w Polsce groźne ruchy, zaczęło się od Polskich obozów, ciekawe, czym się zakończy.

    • Avatar
      sylwia :

      P. krok: to ważne pytanie. Ukrainizacja Polski, uwielbienie dla banderyzmu, przemilczanie ukraińskiego hitleryzmu, przemilczanie ukraińskich zbrodni, atak na polski patriotyzm, rozkład rodziny, zubożanie społeczeństwa, otwarcie granic Polski do interwencji obcych sił policyjnych [podpisane przez prez. Komorowskiego [Szczynukowicza] ( http://yelita.pl/artykuly/art/prezydent-rp) i wiele innych wrogich nam zjawisk płynących ze źródeł niepolskich stawiają Polaków przed koniecznością podjęcia walki o wolność i dalsze istnienie ojczyzny. Niech będzie nam przykładem wolnościowy przewrót węgierski i co raz częściej podnoszące się głosy rozsądku w Czechach.

    • Avatar
      jam :

      Mówienie, że Oni mają być wdzieczni Polakom jest błędne ponieważ Oni to są Polacy – siegając po argumenty to I, II i III Powstania Śląskie przemawiają za tym argumentem. Nie dajmy się wpędzić w retorykę typu Oni-My. Gdyby nie Śląsk, Polska nie była by tym czym jest, czyli Wolnym niepodległym krajem – uczmy się od tego regionu jak można kochać Polskę i Wolność.