Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Kościół katolicki 19 lipca wspomina błogosławionych Achillesa Puchałę i Hermana Stępnia – polskich franciszkanów konwentualnych posługujących w parafii Pierszaje na Nowogródczyźnie.
W 1943 roku nie opuścili zagrożonych parafian i ponieśli męczeńską śmierć z rąk niemieckich okupantów w pobliskiej Borowikowszczyźnie.
Józef Puchała, późniejszy o. Achilles, urodził się 18 marca 1911 roku w Kosinie koło Łańcuta. Wychowywał się w wielodzietnej rodzinie Franciszka i Zofii z Olbrychtów. Po ukończeniu piątej klasy szkoły powszechnej wyjechał do Lwowa, gdzie kontynuował naukę w prowadzonym przez franciszkanów Małym Seminarium Misyjnym.
18 lipca 1944 roku oddziały 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez gen. Władysława Andersa wyzwoliły Ankonę – ważne portowe miasto nad Morzem Adriatyckim.
Był to kolejny wielki sukces Polaków, odniesiony zaledwie dwa miesiące po zwycięstwie pod Monte Cassino.
Zdobycie masywu Monte Cassino 18 maja 1944 roku doprowadziło do przełamania niemieckiej linii Gustawa i otworzyło aliantom drogę na Rzym. Po ciężkich walkach 2. Korpus został przeniesiony na adriatycki odcinek frontu, gdzie powierzono mu zadanie prowadzenia pościgu za wycofującymi się Niemcami oraz opanowania Ankony.
19 lipca 1974 roku o godz. 11:15 uruchomiono zegar na Wieży Zygmuntowskiej odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Wydarzenie oznaczało zakończenie pierwszego etapu rekonstrukcji gmachu – oddanie jego bryły w stanie surowym.
Zegar był pierwszym całkowicie ukończonym i działającym urządzeniem w powstającym z ruin Zamku.
Godzina uruchomienia nie była przypadkowa. Wskazówki poprzedniego zegara zatrzymały się na godz. 11:15 dnia 17 września 1939 roku, gdy Zamek znalazł się pod intensywnym niemieckim ostrzałem artyleryjskim i bombardowaniem. W płomieniach stanęły wówczas między innymi Wieża Zygmuntowska, Wieża Władysławowska, dach nad Salą Senatorską oraz skrzydło od strony Wisły. Uszkodzony zegar pozostawał nieruchomy aż do ostatecznego zniszczenia budowli.
18 lipca 1998 roku Sejm uchwalił ustawę wprowadzającą nowy podział administracyjny Polski.
Reforma zastąpiła istniejące od 1975 roku 49 województw systemem opartym na 16 większych regionach oraz przywróciła zlikwidowane w okresie PRL powiaty.
Nowy podział stanowił drugi etap odbudowy samorządu terytorialnego po upadku komunizmu. Pierwsza reforma została przeprowadzona w 1990 roku i doprowadziła do utworzenia samorządowych gmin. Osiem lat później zdecydowano o wprowadzeniu dwóch kolejnych szczebli samorządu – powiatów i województw.
21 lipca 1943 roku na terenie Iraku utworzono 2. Korpus Polski – jedną z najsłynniejszych formacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Decyzję o jego sformowaniu podjął jeszcze Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski, który 29 czerwca 1943 roku wydał rozkaz reorganizacji Armii Polskiej na Wschodzie. Po jego tragicznej śmierci nowy Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski rozkazem z 21 lipca wydzielił z niej 2. Korpus Polski. Dowództwo nad formacją objął gen. Władysław Anders – były więzień sowieckiej Łubianki i organizator armii tworzonej w ZSRR.
Trzon 2. Korpusu stanowili żołnierze ewakuowani ze Związku Sowieckiego po podpisaniu układu Sikorski–Majski w lipcu 1941 roku. Byli wśród nich byli więźniowie łagrów, zesłańcy oraz żołnierze kampanii wrześniowej. Do formacji weszli jednak również żołnierze dawnej Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, mający za sobą między innymi walki w obronie Tobruku.
19 lipca 1655 roku przedstawicielom Rzeczypospolitej wręczono szwedzki akt wypowiedzenia wojny.
Dwa dni później armia dowodzona przez feldmarszałka Arvida Wittenberga przekroczyła granicę państwa polsko-litewskiego i wkroczyła do Wielkopolski. Rozpoczynał się „potop szwedzki” – jeden z najbardziej niszczycielskich konfliktów w dziejach Rzeczypospolitej.
Szwedzki atak nastąpił pomimo obowiązującego rozejmu zawartego w 1635 roku w Sztumskiej Wsi. Pokój pomiędzy oboma państwami nigdy nie został formalnie podpisany, ale zawieszenie broni miało obowiązywać jeszcze przez sześć lat.
Templariusze we Francji zostali oskarżeni o herezję przez króla Filipa IV Pięknego, jak się utrzymuje, dybiącego na ich majątek. Wielki Mistrz Jakub de Molay sam poprosił papieża o dochodzenie inkwizycyjne, mając głębokie przeświadczenie, że tylko sądy inkwizycyjne mogą wydać sprawiedliwy wyrok. Papież wprawdzie rozwiązał zakon, ale go nie potępił, gdyż nie było do tego podstaw po procesie inkwizycyjnym. Spalenie Jakuba de Molay i wielu innych templariuszy obciąża tylko króla.
Templariusze spod Hattin
– Podnieś palec i głośno wyznaj Prawo!
Słońce pustyni świeci przeraźliwym blaskiem. Niemal tak jasnym, jak stalowe ostrze w ręku ulema.
Wokół narasta wrzawa, słychać wrzask z setek gardzieli. Nie jest to zgiełk bitwy, choć czuć zapach krwi. Walka dawno skończona. Opodal, na pobojowisku leży tysiące ciał, towarzyszy broni i nieprzyjaciół. Ich krew wsiąkła już w piasek – posoka, którą upaja się tłum, jest świeża.
– Podnieś palec i głośno wyznaj Prawo!
Rany, odniesione w bitwie i te nowe, palą żywym ogniem. Dookoła ogorzałe od słońca, wykrzywione wściekłością twarze. Czarne jak węgiel oczy, z których wylewa się nienawiść, zabarwiona ciekawością. Chcą, by się poddał. By stał się jednym z nich.
Widzi, jak muzułmański uczony mąż pochyla się ku niemu. Znowu błysk stali. Ostrze przebija skórę i wwierca się w mięśnie. Kolejny impuls bólu przeszywa mózg. Chrapliwy głos ulema dociera jakby z oddali, niczym syczący szept kusiciela:
– Podnieś palec…
***
To była straszna klęska, jedna z najdotkliwszych porażek chrześcijan w Ziemi Świętej. 4 lipca 1187 r., w dnu św. Marcina, patrona rycerstwa – pod Hattin, opodal Tyberiady, sułtan Jusuf Salah ad-Din, znany jako Saladyn, dokonał pogromu wojsk Królestwa Jerozolimskiego.
Padł wtedy, ze zmiażdżoną piersią Rufin, biskup Akry, do ostatka dzielnie broniąc wspaniałego, Prawdziwego Krzyża z sykomory, zdobnego w rubiny i szmaragdy, zawierającego najdroższą relikwię – fragment Krzyża Świętego, na którym przed ponad tysiącem lat umarł Syn Boży.
Po śmierci Rufina drzewce Krzyża pochwycił Bernard, biskup Lyddy. Trwał przy nim, osłaniany przez garstkę templariuszy. Jeden po drugim ginęli pod ciosami Saracenów, aż wreszcie relikwię porwał Taki ad-Din, bratanek sułtana.
„Muzułmanie zdobyli Prawdziwy Krzyż. Była to dla Franków najcięższa strata, ponieważ na nim, jak utrzymywali, ukrzyżowany miał być Mesjasz, niech Mu będzie pokój” – pisał Ibn al-Asir. Wojsku chrześcijan wydarto duszę.
***
Dziesięć tysięcy łacinników zasłało ciałami pobojowisko. Drugie tyle poszło w niewolę. Zaledwie trzy tysiące wyniosło głowy z pogromu. Niemal wszyscy dostojnicy, cała prawie elita Królestwa Jerozolimskiego poległa lub dostała się do niewoli. Wśród jeńców był sam król, Gwidon.
Sułtan Saladyn rozkazał przyprowadzić do swego namiotu najznamienitszych brańców. Potraktował ich nadzwyczaj łaskawie. Wyczerpanym walką i upałem, ofiarował wodę różaną, schłodzoną śniegiem ze stoków Hermonu. Kurtuazyjną pogawędkę zakłócił niemiły incydent.
Książę Renald de Châtillon odmówił przyjęcia poczęstunku. Ten stary łupieżca, niestrudzony wojownik pogranicza, który bezlitośnie wyrzynał karawany muzułmańskich kupców i pątników, nie był wzorem cnót chrześcijańskiego rycerza. Teraz jednak pokazał, że umierać należy z godnością.
– Jeśli miałbyś mnie w swojej mocy, tak ja ciebie teraz – zagadnął go Saladyn – co, zgodnie z twoim prawem, uczyniłbyś ze mną?
– Dopomóż mi Bóg – rzekł Renald, spokojnie patrząc wrogowi w oczy. – Ściąłbym ci głowę!
Sułtan, rozsierdzony zuchwałością giaura porwał za szablę i ciął Renalda w szyję. Ten padł, zalany krwią. Zaraz doskoczyli mamelukowie ze straży przybocznej i zasiekli nieszczęśnika; potem odrąbali mu głowę, a Saladyn zanurzył palce w jego krwi, którą następnie pokropił swe włosy, na znak dokonanej zemsty.
***
Saladyn ochłonął nieco. Był zadziwiającym człowiekiem, skłonnym zarówno do odrażającego okrucieństwa, jak i wielkoduszności. Polecił, by większość jasyru odesłać do Damaszku. Równocześnie nakazał egzekucję pojmanych rycerzy zakonnych – templariuszy i joannitów.
„- Oczyszczę ziemię z tych dwóch nieczystych ras” – rzekł sułtan. Zadecydował, że kaźń przeprowadzą islamscy teologowie i prawnicy – ulemowie i sufi. Oszczędził jedynie pojmanego wielkiego mistrza templariuszy, Gerarda de Ridefort, dość tajemniczą postać, która w bitwie odegrała dwuznaczną rolę.
***
Bitwa pod Hattin okazała się katastrofalna w skutkach dla państwa łacinników w Ziemi Świętej. Dżihad al-Kuds – święta wojna o Jerozolimę – nabrała rozmachu. Hordy muzułmanów zalewały ziemie chrześcijan, niczym niepowstrzymany potop.
2 października padła Jerozolima. Wprawdzie arabscy poeci śpiewali: „Niech potoki krwi oczyszczą Jerozolimę”, jednak Saladyn zadowolił się przyjęciem okupu w zamian za oszczędzenie ludności. Życie i wolność mężczyzny wycenił na 10 dinarów, kobiety na 5, dziecka – na 1 dinar.
Sułtan osobiście pokropił wodą różaną Meczet Al-Aksa oraz Kopułę na Skale, przywracając je islamowi. Jego zwycięstwo zdawało się być całkowite. Bronił się jeszcze tylko Tyr oraz małe enklawy chrześcijan, w okolicach Tyru, Antiochii i Trypolisu.
A jednak… Jednej rzeczy nie udało mu się osiągnąć!
***
W ów lipcowy dzień pod Hattin, gdy tysiące poległych chrześcijan leżało niepogrzebanych, porzuconych na pastwę hien i szakali, gdy w stronę Damaszku pędzono tłumy jeńców – na pobojowisku znowu rozległy się jęki cierpiących. To pojmani templariusze i joannici dawali świadectwo o Chrystusie.
Było ich dwustu trzydziestu. Tylu rycerzy obu zakonów stało się pod Hattin jeńcami muzułmanów. Każdy ze skazanych otrzymał szansę ocalenia życia – pod warunkiem wyrzeczenia się Wiary, przejścia na islam, „podniesienia palca i głośnego wyznania Prawa”.
Imad ed-Din, osobisty sekretarz sułtana, był naocznym świadkiem egzekucji giaurów. „Byli posępni” – zanotował. Natomiast twarz Saladyna „promieniowała radością”. Fanatyczni ulemowie i sufi z entuzjazmem mordowali jeńców.
„Widziałem tego, który śmiał się szyderczo i zabijał – pisał Imad ed-Din. – […] Ile pobożnych dzieł dokonał przez podrzynanie gardeł…”
Wobec chrześcijan zastosowano najbrutalniejsze tortury. Ani jeden nie załamał się. Ani jeden nie wyrzekł się Wiary. Żaden nie wzniósł palca i nie wyznał islamskiego Prawa. Dwustu trzydziestu „posępnych” rycerzy-mnichów odeszło do swego Pana.
Andrzej Solak