1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. PolakNieTutejszy
    PolakNieTutejszy :

    I znowu to samo…. Jakie my mamy żałosne wyobrażenie o ludziach sprzed 1000 i więcej lat. Wydaje nam się, że oni żyli w “15 minutowych wioskach”, i znali tylko świat do horyzontu. Brak słów.
    Tymczasem w czasach Mieszka I karawany kupieckie jeździły od Wisły do Salamandry w Azji Centralnej przynajmniej, a może i do Mandżurii. Handlowano jedwabiem, bursztynem, lazurytem itd. itd. – Stąd też Mieszko pozował na ściance Germanom z wielbłądem w Magdeburgu(?)… 😉
    Ale tym razem będzie o chrześcijaństwie słowiańskim obrządku cyrylo-metodiańskiego.
    Otóż, stało się roku Pańskiego 862 lub 863: wówczas książę Rastisław (Rostysław), władca Wielkich Moraw, wysłał poselstwo do cesarza bizantyjskiego Michał III z prośbą o przysłanie nauczycieli, którzy głosiliby chrześcijaństwo w języku zrozumiałym dla Słowian. – W odpowiedzi cesarz wysłał Braci Soluńskich, czyli św. Cyryla i Metodego, którzy już wcześniej prowadzili misje m.in. wśród Bułgarów.
    Więc chrześcijaństwo dotarło na Morawy ok. 100 lat przed chrztem Mieszka I – to są fakty!
    Powiedzmy, że w 866 r. zbudowano pierwszy kościół na Morawach w ok. 100 km na południowy-zachód od Ostrawy.
    W 895 r. na na terenie dzisiejszych Węgier osiedlili się Madziarzy, którzy zniszczyli Państwo Wielkomorawskie ok. 900 r. – Fala chrześcijan uciekła za Karpaty do krainy Wiślan i dalej na północ. Dotarli nawet do państwa Polan – przypadkiem nazwa Poznań, to nazwa ważnego rodu z Moraw.
    Misjonarze słowiańscy byli bardzo dynamiczni. Inna sprawa, że nie walczyli z pogaństwem, oni po prostu chrzcili każdego, kto chciał. A większość Słowian po prostu chciała! Słowianie słyszeli opowieści o bogactwie i mądrości Bizancjum i też chcieli to mieć! Nie wycinano więc świętych gajów, ale budowano tam kościoły. Nie obalano pogańskich bóstw, ale nadawano im imiona chrześcijańskich świętych – oczywiście, trochę upraszczam. 🙂 Pośpiech i rozmach nie sprzyjały pogłębionej moralności, więc… życie codzienne pierwszych chrześcijan słowiańskich było… takie sobie.
    Można powiedzieć, że słowiańskie chrześcijaństwo ok. 1000 r. było już znane na południe od linii Kołobrzeg-Kijów. Prawdopodobnie w Kołobrzegu/Kamieniu istniało biskupstwo słowiańskie, tak samo w Krakowie i być może w Kijowie. Dowodem pośrednim potwierdzającym te przypuszczenia jest fakt, że gdy św. Wojciech postanowił udać się na misję do pogan, to prawdziwych pogan musiał szukać… w Prusach. Bo gdy pojawił się w Gdańsku to ludzie masowo przyjmowali chrzest łaciński i byli szczęśliwi, że pojawił się biskup z samego Rzymu.
    Ale cofnijmy się do 966 r. – Odłóżmy między bajki opowieści, że Mieszko I przyjął chrześcijaństwo z obawy przed ekspansją Germanów. Było dokładnie odwrotnie, to Germanie obawiali się Mieszka I i parę razy dostali w d*. Dowodem na to jest np. fakt, że po śmierci Dobrawy wyciągnięto z klasztoru Odę, córkę najznamienitszego rodu i anulując jej śluby zakonne ofiarowano ją Mieszkowi. Rzecz w tamtych czasach nie do pojęcia. Germanie musieli być naprawdę zdesperowani.
    Ale wróćmy do samego Chrztu Mieszka I. Otóż bardzo możliwe, że sam Mieszko był już ochrzczony przez misjonarzy słowiańskich, w obrządku słowiańskim. Co nie przeszkadzało mu żyć w poligamii… jak i wielu innym słowiańskim “chrześcijanom”. Nie bez powodu Bolesław stosował później brutalne metody egzekwowania moralności…
    Z całą pewnością w chwili chrztu Mieszka chrześcijaństwo było już popularne i modne w Małopolsce, a na pewno było znane w Wielkopolsce. Mieszko I nie walczył z chrześcijaństwem, sprzyjał mu, możliwe nawet, że był po cichu ochrzczony. Był wielkim władcą i dobrym politykiem. Rozumiał, że oficjalne przyjęcie chrześcijaństwa wzmocni go nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz kraju. Był zbyt mądry, aby wywołać rebelię pogańską. Był dyplomatą, który wydał jedyną córkę za króla Szwecji, a potem Danii, aby obłaskawić Wikingów. I zrobiła to.
    Przyjął chrzest wtedy, gdy znaczna część kraju była de facto chrześcijańska. Chrzest dawał Mieszkowi rangę Pomazańca Bożego, czyli status, jakiego nie mieli pogańscy władcy plemienni. Osobiście przypuszczam, że Mieszko I przyjął chrzest na użytek wewnętrzny, aby wzmocnić swoja władzę. Obawiał się Wikingów, no ale nie Germanów…
    Opieram się w dużej mierze na lekturze książki „Kiedy Kraków był Trzecim Rzymem” Franciszka Kmietowicza, wyd. polskie 1994, dostępne w internecie.