29 czerwca 1939 roku, według części opracowań, pierwsi polscy ochotnicy określani jako „żywe torpedy” złożyli przysięgę gotowości do udziału w straceńczych misjach na wypadek wojny z Niemcami.
Akcja narodziła się kilka tygodni wcześniej, w atmosferze narastającego zagrożenia ze strony III Rzeszy. Po wypowiedzeniu przez Adolfa Hitlera polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy w polskiej prasie ukazał się apel wzywający ochotników gotowych oddać życie za Ojczyznę jako „żywe torpedy”, „żywe bomby” lub „żywe miny”. Autorami wezwania byli Władysław Bożyczko oraz Edward i Leon Lutostańscy.
„Proszę zamieścić nasz list otwarty w swoim piśmie, ponieważ chcemy dać swoją odpowiedź Hitlerowi na jego żądania. Otóż ja i moi dwaj szwagrowie wzywamy wszystkich tych Polaków, co chcą niezwłocznie oddać życie za Ojczyznę w charakterze żywych torped, żywych bomb, w charakterze żywych min przeciwpancernych. Do tego celu nie są potrzebni ludzie zupełnie zdrowi. Muszą to być ludzie silni duchem. Nie wątpimy, iż takich ochotników zgłosi się tysiące, a te tysiące spowodują u wroga straty liczone w setkach tysięcy ludzi i w milionach złotych. […] W ten sposób chcemy oddać nasze życie w ręce Marszałka Polski Śmigłego-Rydza” — pisali autorzy odezwy.
Sam pomysł pojawił się już w 1937 roku. Za pierwszego znanego ochotnika do takiej misji uchodzi mat rezerwy Marynarki Wojennej Stanisław Chojecki, który już w maju 1937 roku w liście do marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego zadeklarował gotowość poświęcenia życia. Był to jednak jeszcze pojedynczy gest. Szerszy ruch ochotniczy narodził się dopiero dwa lata później, po zaostrzeniu stosunków polsko-niemieckich.
Odzew okazał się bardzo duży. Do redakcji gazet, organizacji paramilitarnych i jednostek Wojska Polskiego zaczęły napływać zgłoszenia ludzi różnych zawodów i stanów. Wśród kandydatów byli młodzi mężczyźni, kobiety, urzędnicy, rolnicy, robotnicy, inteligenci, bezrobotni i weterani wcześniejszych wojen. Do końca sierpnia 1939 roku zgłosiło się blisko 4,7 tys. osób, w tym ponad 150 kobiet.
Początkowo hasło „żywych torped” kojarzono przede wszystkim z Marynarką Wojenną i możliwymi atakami na niemieckie okręty. W praktyce nie ma jednak pewnych dowodów, że Polska dysponowała gotowymi torpedami, które miałyby być kierowane przez człowieka. Wielu historyków uważa, że była to przede wszystkim akcja propagandowa, mająca podnieść morale społeczeństwa i pokazać Niemcom skalę determinacji Polaków.
Wojsko próbowało jednak wykorzystać patriotyczny zapał ochotników w bardziej realny sposób. W czerwcu 1939 roku powstał specjalny referat do spraw „żywych torped”, którego zadaniem było przygotowanie kandydatów do szczególnie niebezpiecznych zadań bojowych. Pod koniec miesiąca rozpoczęto tworzenie niewielkich oddziałów w piechocie i lotnictwie, a ponad 300 osób skierowano do szkolenia.
W kampanii wrześniowej ochotnicy nie walczyli jako załogi samobójczych torped. Korzystano z nich raczej jak ze zwykłej piechoty, zwiadu lub grup opóźniających niemieckie natarcie. Pojawił się też plan wykorzystania ich do zniszczenia mostu pontonowego na Wiśle w rejonie Chełmna, lecz nie został zrealizowany z powodu braku odpowiednio przygotowanych ludzi i szybkiego odwrotu polskich wojsk.
Najbardziej znanym miejscem walki ochotników była Warszawa. Podczas obrony stolicy mieli wykonywać szczególnie ryzykowne zadania, m.in. przenosić ładunki wybuchowe pod niemieckie stanowiska karabinów maszynowych na Czerniakowie. Część osób z list „żywych torped” trafiła później do konspiracji i walczyła w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego.
Historia „żywych torped” pokazuje stan nastrojów w Polsce tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Była zarazem świadectwem ogromnej gotowości do poświęcenia, jak i przykładem desperackich prób przygotowania społeczeństwa do wojny z przeciwnikiem dysponującym znacznie większym potencjałem militarnym.














