6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. michcron
    michcron :

    Ciekawi mnie na ile wojska zaciężne były wojskiem zawodowy we współczesnym znaczeniu? Na ile to byli rycerze a na ile żołnierze zawodowi? Wydaję mi się, że wojska zaciężne to byli rycerze, i często chyba dopiero się zaciągali w momencie wojny, a po niej wracali do “cywila”, na swoje folwarki. Jeśli tak się działo, to raczej nie było to wojsko zawodowe czy najemne tak jak teraz rozumiemy? Wyobrażam sobie, że tylko dla jakiejś części tych rycerzy był to sposób na zarobek, czyli zawodowstwo.

    • xxx
      xxx :

      Wojsko zaciężne to jak na dzisiejsze czasy wojsko zawodowe. Wojsko kwarciane było wojskiem stałym i tak jakby elitą wojsk zaciężnych I RP służyli tam najbardziej doświadczeni żołnierze i dowódcy wojskowi, bronili oni kresów południowo-wschodnich przez co mieli ciągłą styczność z Tatarami, dla każdego szlachcica służba tam była bardzo dużym prestiżem. Husarze sami siebie nazywali rycerzami co nie zmienia faktu że jak najbardziej byli wojskiem zawodowym.

      • michcron
        michcron :

        No właśnie ja mam ciągle wątpliwości. Nie wiem czy nie przykłada się do dawnego wojska w I RON współczesnej kalki. Zawodowe wojsko to dla mnie takie, w którym żołnierz się z tego utrzymuję. A do służby np. w Husarii rycerze często dokładali z własnej kiesy. Ten żołd to bardziej przypominał chyba, żołd jaki dostawałem w czasie zasadniczej służby wojskowej. Kasę dostawałem (jak zawodowiec), ale utrzymać się z tego nie mogłem. Czy te wojska nie przypominają bardziej rycerstwa, a nie wojska współczesnego?
        A wojsko kwarciane faktycznie trzeba uznać za zawodowe oddziały. Ale były też wojsko suplementowe. Rozchodzi mi się o to, że faktycznie ci rycerze dostawali żołd, ale często nie po to służyli aby z tego wyżyć, tak jak to rozumiemy współcześnie (praca w wojsku od 7 do 15). I czy faktycznie to był ich zawód, tak jak jest teraz? No moim zdaniem nie, ale oczywiści mogę się mylić.

        • xxx
          xxx :

          Oczywiście trudno jest jednoznacznie określić czy wojska zaciężne bardziej były rycerskie czy zawodowe, według mnie wojska zaciężne były i jednym i drugim:
          – rycerskie, jak sami siebie nazywali ówcześni, mowa tu o husarii (nie wiem jak z jazdą kozacką czy lekką) natomiast piechotę kawalerzyści lekceważyli i na pewno nie uważano ich za rycerstwo
          – zawodowe, choćby z tego powodu że zaciągano osoby (piszę tu o towarzyszach nie mam pojęcia jak z pocztowymi) które dobrowolnie chciały służyć w zamian za wynagrodzenie a nie z racji obowiązku jak w pospolitym ruszeniu które bardziej przypomina armie poborową. To że wynagrodzenie często nie pokrywało się z kosztami poniesionymi przez szlachtę nie powinno pozbawiać ich zawodowstwa, dla szlachty był to prestiż który mógł im pomóc w dalszej karierze, dobrym przykładem jest tutaj Stefan Czarniecki który stopniowo awansował aby pod koniec swego życia dostać buławę hetmana polnego koronnego i piastował urzędy wojewody kijowskiego i ruskiego. Wyszkolenie również wskazuje na armie zawodową, uczono się rzemiosła wojennego (np. posługiwania się kopią) na długo przed rozpoczęciem służby.

  2. michcron
    michcron :

    “które dobrowolnie chciały służyć w zamian za wynagrodzenie a nie z racji obowiązku jak w pospolitym ruszeniu które bardziej przypomina armie poborową”. No właśnie mi się wydaję, że to rycerstwo np. husaria służyło bardziej z obowiązku republikańskiego(uważali może to za swój obowiązek wobec ojczyzny, aby “dokładać do interesu” a nie zarabiać), dla splendoru i dla przyszłej kariery, a nie z powodu zarobku, bo zarobek był mały i niepewny. Jeśli miałby zrobić próbę analogi husarza – do komandosa gromu to, proszę sobie wyobrazić, że współczesny komandos zawodowy kupuje sobie z własnej kieszeni hamera, kamizelkę kuloodporną itp. Dostaje za to od pułkownika tylko granatnik i amunicję. Z żołdu oczywiście na hamera itd nie zarobi, więc wyposaża go rodzina ze swojego majątku bo to splendor dla rodziny i szansa na karierę.
    Co do armii poborowej, to ciekawe, że się ją lekceważy. Jest wiele przykładów w historii świetnych armii z poboru (gdy się już otrzaskała w boju i przeżyje). Bo czym się różni w wyszkoleniu żołnierz z poboru, który uczy się swojego rzemiosła przez dwa lata, od tego który podpisał kontrakt i też się szkoli dwa lata od 7 do 15(jeśli żaden nie wąchał prochu bitewnego)? Można uznać, że ten z poboru nie wybierał tej drogi więc będzie gorszy na polu bitwy. Ale sprawa nie jest taka oczywista. Do wojska z poboru trafiają także ochotnicy, a i dodatkowo nikt nie wie jak się zachowa w sytuacji ekstremalnej, jaką jest bitwa. Chyba najlepiej mieć wyszkolone wojsko na wojnach, a czy zaczynali oni jako zawodowcy czy z poboru ma mniejsze znaczenie? A pospolite ruszenie to nawet nie było wojsko z poboru, w jakim ja np. byłem. Żeby być wojskiem z poboru musieli by zostać skoszarowani, dostać zawodowych oficerów do szkolenia. Szkolić się rok lub dwa. Oficerowie w pierwszych tygodniach wybili by im z podgolonych łbów cywilne zwyczaje(zero węgrzyna i dziewek), tak ja to pamiętam ;-).
    Więc chyba pospolite ruszenie nie było armią z poboru jaka była u nas, powiedzmy 20 lat temu. Więc proste porównanie pospolite ruszenie = armia z poboru (dzisiejsza) jest też chyba nie uprawnione?

    • michcron
      michcron :

      Ups, trochę w złym miejscu umieściłem komentarz. Przepraszam.
      A wracając do tematu to tylko chciałbym dodać, żeby nie robić takich porównań:
      Dawne wojsko zaciężne = współczesne wojsko zawodowe
      Dawne pospolite ruszenie = wojsko z poboru
      Dawne wojsko zaciężne to dawne wojsko zaciężne i tyle. Dawne pospolite ruszenie to dawne pospolite ruszenie i tyle. Można czytać z przyjemnością Pana Sikorę i poznawać te dawne formację rycerskie – wojskowe bez porównań do współczesności. Wydaje mi się, że po co porównywać rzeczy nie do końca porównywalne 😉