Morale i husaria

„Historia Polski obejmuje szczegół, że gdy pewien król pragnął się cofnąć przed nieprzyjacielem, następującym nań z przemagającą siłą, husarze przeszkodzili temu, oświadczywszy wyniośle, że nie ma powodu obawiać się, kiedy jest pod ich osłoną, gdyż jeżeliby niebiosa zapaść się miały, toby je podtrzymano na ostrzach kopii”.

Taką anegdotę o husarzach, przytoczył pod koniec XVII wieku francuski dworzanin Jana III Sobieskiego. Bez względu na to, czy opisana sytuacja faktycznie miała miejsce, czy też nie, myśl przewodnia tej anegdoty jak w zwierciadle odbija prawdę o tym, że pewność siebie, duch bojowy, morale wojsk, były, są i będą fundamentem zwycięstwa. Wiele lat później Napoleon Bonaparte stwierdził:

„Na wojnie trzy ćwierci stanowią czynniki moralne, równowaga sił stanowi jedynie pozostałą ćwierć”[2]

Nie on pierwszy to spostrzegł. Raimondo Montecuccoli w XVII wieku uważał, że:

„Najpewniejszy znak wieszczący przegraną jest wtedy, gdy armia nie wierzy, że może wygrać.”[3]

Ale i on także nie był wyjątkiem. Olbrzymie znaczenie, jakie miało morale dla walczących wojsk, było doskonale rozumiane przez wodzów wszystkich epok. Co o tym morale decydowało w okresie istnienia husarii?

Od czego zależało morale?

Poniżej wymieniam kilka, najbardziej moim zdaniem istotnych czynników, wpływających na morale ówczesnych wojsk:

  • Doświadczenie żołnierzy

Słabo przygotowani do walki ludzie zazwyczaj łatwo poddawali się defetystycznym nastrojom i panice. Przykładem zachowanie pospolitego ruszenia gdańszczan w bitwie pod Lubieszowem, które nie będąc nawet atakowane, lecz obserwując klęskę zaciężnych żołnierzy, samo rzuciło się do ucieczki[4].

  • Osoba dowódcy

Poważany dowódca potrafił zagrzać wojsko do walki, czy to poprzez odpowiednią przemowę, czy to osobistym przykładem. Dowódca, którego wojsko nie było pewne, którego nie szanowało, taki dowódca wprowadzał niepokój i wywoływał zniechęcenie. Mogło to prowadzić nawet do paniki.

  • Zaskoczenie

Zaskoczone wojsko zazwyczaj stawia słaby opór (przykładem jest zachowanie żołnierzy polskich w bitwie pod Parkanami, 7 października 1683 roku[5]). Jego morale w momencie zaskoczenia może sięgnąć dna i być przyczyną paniki (przykładem zachowanie Turków w bitwie pod Chocimiem 7 września 1621 roku[6]). Zaskoczenie można było osiągnąć na wiele różnych sposobów. Najłatwiej poprzez niespodziewane pojawienie się wojsk tam, gdzie nikt ich nie oczekiwał. Ale również przez wykorzystanie podstępu wojennego. Na przykład przebranie się za sojusznicze wojska, aby upozorować rzekome posiłki[7], czy w ogóle imitowanie innych wojsk, gdy o własnych przeciwnik nie miał zbyt wysokiego mniemania.[8]

  • Stan fizyczny żołnierzy

Zmęczeni, niedożywieni, czy chorujący żołnierze, zwykle nie wykazują zainteresowania walką, często dezerterują.

  • Czynnik finansowy

Nadzieja na łupy i ewentualne nagrody (na przykład nadania ziemskie), a także regularnie wypłacany żołd, znakomicie podnosiło morale żołnierzy. Zwłoka w wypłacaniu żołdu i obawa o utratę własnego majątku często prowadziły do dezercji. W wypadku żołnierzy cudzoziemskich, mogło to nawet doprowadzić do przejścia do obozu wroga, co na przykład uczynili tak zwani Niemcy w bitwie pod Kłuszynem 4 lipca 1610 roku.

  • Armia zaciężna czy z poboru

W przeciwieństwie do żołnierzy zmuszanych do walki (wojsko z poboru, czy też pospolite ruszenie), żołnierze służący dobrowolnie w wojsku (zaciężni), znacznie łatwiej i chętniej znosili ciężary tej służby.

  • Osobista motywacja żołnierzy

Chęć zdobycia sławy; walka w obronie rodziny, ojczyzny, dobrego imienia władcy; walka dla pewnej ideologii, za wiarę, lub za pewne wartości (np. wolność, honor) – te motywy służby wojskowej podnosiły morale. Zależność klientalna od patrona, była czynnikiem raz sprzyjającym lepszemu morale (bliskie więzi żołnierzy-klientów z patronem-dowódcą powodowały ich większe oddanie i podporządkowanie woli przełożonego), innym razem je obniżało (jeśli żołnierz służył w wojsku tylko dlatego, że był do tej służby zobligowany przez swojego patrona)[9].

  • Wyposażenie techniczne

Przekładało się ono tak na taktykę i sposób walki poszczególnych armii, rodzajów wojsk i żołnierzy (a to z kolei na ich morale), jak i na możliwość powstania zjawiska „kompleksu niższości” w stosunku do jakiegoś typu przeciwnika[10].

  • Wiara w zjawiska paranormalne

Znaki, prognostyki, przepowiednie, czy wróżby, kształtowały morale ówczesnych żołnierzy i wojsk nie mniej niż większość z wymienionych uprzednio czynników. Zabobonność, wiara w zjawiska pozazmysłowe, paranormalne, była wśród żołnierzy tamtej epoki bardzo silna. Odpowiednio wykorzystana, mogła znakomicie podnieść morale własnych żołnierzy (przykładem jest „odnalezienie” przed bitwą wiedeńską 1683 roku, zakopanego obrazu Najświętszej Matki Niepokalanego Poczęcia z wróżbą „Erit Victor Joannes”, czyli „Jan będzie zwycięzcą”[11]), lub obniżyć morale przeciwnika. Wojna psychologiczna miała zresztą więcej aspektów. Na „czary” i „uroki” nieprzyjaciela można było użyć bądź to amuletów, bądź egzorcyzmów (por. działania kapłanów wojska koronnego w oblężonym Zbarażu, którzy egzorcyzmami neutralizowali „czary” Kozaków[12]).

  • Bodźce wzrokowo-słuchowe

Muzyka, kanonada dział, okrzyki własne i wroga, a także wygląd przeciwnika i własny, miały olbrzymie znaczenie dla kształtowania morale żołnierzy. Tym zagadnieniom warto poświecić nieco więcej miejsca.

Polacy doskonale znali wartość zachowań demonstracyjnych, bo do tego sprowadzają się te bodźce. Wznoszenie okrzyków podczas ataku zalecano w niektórych traktatach o wojnie i sposobach szkolenia żołnierzy oraz stosowano w praktyce[13].

Wznoszenie okrzyków bojowych nie było jedynym sposobem wpływania na morale własne i przeciwnika, do którego wykorzystywano bodźce dźwiękowe. Do demonstracji można było wykorzystać także muzykę wojskową. O niej to w XVII wieku pisał Raimondo Montecuccoli:

„To pewne, że pomiędzy wszystkimi technikami, służącymi podnoszeniu morale, muzyka trzyma pryncypialne miejsce”[14]

I z tego to właśnie powodu, z 10 na 11 października 1676 roku, w trakcie zmagań pod Żórawnem:

„W nocy za wałami litewskimi wszystkiej muzyce wojska całego kazał się JKM[Jego Królewska Mość, czyli Jan III Sobieski] ozwać, bo nieprzyjaciel[Turcy i Tatarzy] z swoją często popisywał[się] muzyką.”[15]

Przejdźmy teraz do elementów wizualnych. Husaria znana była z roztaczania wokół siebie olbrzymiego przepychu, zwłaszcza podczas parad i uroczystych wjazdów. Ale dostrzec również należy, że poszczególne elementy stroju i ekwipunku husarskiego miały wybitnie demonstracyjny charakter. Tymi elementami były: skóry dzikich zwierząt[16], skrzydła i pióra[17] oraz proporce husarskie[18].

Oczywiście, w interesującej nas epoce, nie tylko husarze mieli w swoim repertuarze zachowań działania demonstracyjne. Na przykład Tatarzy wznosili okrzyki bojowe „hała, hała”, „co się znaczy boże dopomóż”[19]. Ciekawe zjawisko opisał i potępiał francuski dowódca i autor traktatu wojskowego, François de la Noue. Chodzi o to, że żołnierze stojący poza pierwszymi szeregami rajtarów, w chwili strzelania przez pierwsze szeregi, mieli tendencję do przyłączania się do nich i opróżniania luf swoich pistoletów. Większość z nich robiła to nie celując do wroga, ale strzelając w powietrze, jak gdyby:

„[…] wyobrażali sobie, że spowodowany przez nich wielki hałas przerazi przeciwnika, co zapewne mogłoby się stać, gdyby byli oni owcami lub wronami.”[20]

Z punktu widzenia francuskiego dowódcy, takie postępowanie było karygodnym błędem, ale znając już istotę i powody działań demonstracyjnych, można się w nim doszukać logiki[21].

 

Zakończenie

Łatwo zauważyć, że niemal wszystkie wymienione powyżej czynniki sprowadzały się do subiektywnej oceny sił własnych i przeciwnika. Gdy ocena ta wypadała na korzyść własną, morale kształtowało się na wysokim poziomie. A to z kolei, na poziomie taktycznym, było jednym z fundamentów zwycięstwa. Podkreślam, że chodzi tu o poziom taktyczny, gdyż znaczenie morale żołnierzy malało (choć nie do zera!) na poziomie strategicznym.

dr Radosław Sikora

Tematy pokrewne:

Dlaczego husaria była najlepsza?

Chwała i apologia husarii

Gdzie się podziały zbroje husarskie? Czyli jak staliśmy się Europejczykami.

Ostatnie lata husarii

Husarz kontra kirasjer

Najwszechstronniejsza kawaleria w dziejach

Jak walczyła husaria

Husarze – wcale nie tacy wielcy

„I toć to jest, co ich tak strasznymi i okrutnymi czyni”, czyli husaria i skóry

Husarskie igrzyska na ostre kopie

Kamizelka kuloodporna – polska specjalność

Żywe tarany

Polska! Biało (-granatowo) – czerwoni!

__________________________________________________________________________

Przypisy:

1Françoise Paulin Dalerac, Pamiętniki kawalera de Beaujeu. Opr. Alexander Kraushar. Kraków 1883. s. 238.

2Stanisław Rouppert, Panika jako zjawisko wojenne. Warszawa 1926. s. 3.

3Raimondo Montecuccoli, Sulle Battaglie. W: Barker Thomas M., The Military Intellectual and Battle. Raimondo Montecuccoli and the Thirty Years War. Nowy Jork 1975. s. 73.

4Radosław Sikora, Lubieszów 17 IV 1577. Zabrze 2005. s. 48.

5Radosław Sikora, Niezwykłe bitwy i szarże husarii. Warszawa 2011. s. 155 – 168.

6Tamże, s. 53 – 65.

7Akta Anni 1649 pod Zbarażem Nowym albo raczej diariusz w miesiącu lipcu za regimentu jm. pana Andrzeja z Dąbrowice Firleja kasztelana natenczas bełskiego, jm. pana Stanisława z Brzezia Lanckorońskiego kasztelana kamienieckiego, jm. pana Mikołaja Ostroroga podczaszego koronnego. W: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bohdana Chmielnickiego okresu „Ogniem i mieczem” (1648-1651). Opr. Mirosław Nagielski. Warszawa 1999. s. 140 – 141.

8Andrzej Borcz, Działania wojenne na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej w latach „potopu” 1655 – 1657. Przemyśl 1999. s. 66.

9Obszernie na ten temat: Urszula Augustyniak, W służbie hetmana i Rzeczypospolitej. Klientela wojskowa Krzysztofa Radziwiłła (1585-1640). Warszawa 2004. s. 142 – 166.

11Mikołaj Dyakowski, Dyaryusz wiedeńskiej okazyji. Opr. Józef A. Kosiński, Józef Długosz. Warszawa 1983. s. 54. Inny przykład: Tamże, s. 57.

12Akta Anni 1649, s. 140.

13Radosław Sikora, Husaria pod Wiedniem 1683. Warszawa 2012. s. 161 – 162.

14Montecuccoli, Sulle, s. 138.

15Michał Pac, Djarjusz. Opr. Janusz Woliński. „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 1930, t. 2, z. 1, s. 154.

17Radosław Sikora, Z dziejów husarii. Warszawa 2010. s. 52 – 55.

18Sikora, Husaria, s. 102 – 104.

19Pamiętniki do panowania Zygmunta III, Władysław IV i Jana Kazimierza. Opr. Kazimierz Wł. Wójcicki. Warszawa 1846. t. 2, s. 87.

20François de la Noue, The Politicke and Militarie Discourses of the Lord de la Noue. Tłum. Edward Aggas. Wyd. Thomas Orwin. Londyn 1587. s. 201.

21O tym, że tego typu demonstracje były faktycznie bardzo widowiskowe, świadczą relacje osób mających okazję je oglądać (Ronald S. Love, „All the King’s Horsemen”: The Equestrian Army of Henri IV, 1585 – 1598. „The Sixteenth Century Journal” 1991, t. 22, nr 3, s. 515).




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    michcron :

    Ciekawi mnie na ile wojska zaciężne były wojskiem zawodowy we współczesnym znaczeniu? Na ile to byli rycerze a na ile żołnierze zawodowi? Wydaję mi się, że wojska zaciężne to byli rycerze, i często chyba dopiero się zaciągali w momencie wojny, a po niej wracali do „cywila”, na swoje folwarki. Jeśli tak się działo, to raczej nie było to wojsko zawodowe czy najemne tak jak teraz rozumiemy? Wyobrażam sobie, że tylko dla jakiejś części tych rycerzy był to sposób na zarobek, czyli zawodowstwo.

    • Avatar
      xxx :

      Wojsko zaciężne to jak na dzisiejsze czasy wojsko zawodowe. Wojsko kwarciane było wojskiem stałym i tak jakby elitą wojsk zaciężnych I RP służyli tam najbardziej doświadczeni żołnierze i dowódcy wojskowi, bronili oni kresów południowo-wschodnich przez co mieli ciągłą styczność z Tatarami, dla każdego szlachcica służba tam była bardzo dużym prestiżem. Husarze sami siebie nazywali rycerzami co nie zmienia faktu że jak najbardziej byli wojskiem zawodowym.

      • Avatar
        michcron :

        No właśnie ja mam ciągle wątpliwości. Nie wiem czy nie przykłada się do dawnego wojska w I RON współczesnej kalki. Zawodowe wojsko to dla mnie takie, w którym żołnierz się z tego utrzymuję. A do służby np. w Husarii rycerze często dokładali z własnej kiesy. Ten żołd to bardziej przypominał chyba, żołd jaki dostawałem w czasie zasadniczej służby wojskowej. Kasę dostawałem (jak zawodowiec), ale utrzymać się z tego nie mogłem. Czy te wojska nie przypominają bardziej rycerstwa, a nie wojska współczesnego?
        A wojsko kwarciane faktycznie trzeba uznać za zawodowe oddziały. Ale były też wojsko suplementowe. Rozchodzi mi się o to, że faktycznie ci rycerze dostawali żołd, ale często nie po to służyli aby z tego wyżyć, tak jak to rozumiemy współcześnie (praca w wojsku od 7 do 15). I czy faktycznie to był ich zawód, tak jak jest teraz? No moim zdaniem nie, ale oczywiści mogę się mylić.

        • Avatar
          xxx :

          Oczywiście trudno jest jednoznacznie określić czy wojska zaciężne bardziej były rycerskie czy zawodowe, według mnie wojska zaciężne były i jednym i drugim:
          – rycerskie, jak sami siebie nazywali ówcześni, mowa tu o husarii (nie wiem jak z jazdą kozacką czy lekką) natomiast piechotę kawalerzyści lekceważyli i na pewno nie uważano ich za rycerstwo
          – zawodowe, choćby z tego powodu że zaciągano osoby (piszę tu o towarzyszach nie mam pojęcia jak z pocztowymi) które dobrowolnie chciały służyć w zamian za wynagrodzenie a nie z racji obowiązku jak w pospolitym ruszeniu które bardziej przypomina armie poborową. To że wynagrodzenie często nie pokrywało się z kosztami poniesionymi przez szlachtę nie powinno pozbawiać ich zawodowstwa, dla szlachty był to prestiż który mógł im pomóc w dalszej karierze, dobrym przykładem jest tutaj Stefan Czarniecki który stopniowo awansował aby pod koniec swego życia dostać buławę hetmana polnego koronnego i piastował urzędy wojewody kijowskiego i ruskiego. Wyszkolenie również wskazuje na armie zawodową, uczono się rzemiosła wojennego (np. posługiwania się kopią) na długo przed rozpoczęciem służby.

  2. Avatar
    michcron :

    „które dobrowolnie chciały służyć w zamian za wynagrodzenie a nie z racji obowiązku jak w pospolitym ruszeniu które bardziej przypomina armie poborową”. No właśnie mi się wydaję, że to rycerstwo np. husaria służyło bardziej z obowiązku republikańskiego(uważali może to za swój obowiązek wobec ojczyzny, aby „dokładać do interesu” a nie zarabiać), dla splendoru i dla przyszłej kariery, a nie z powodu zarobku, bo zarobek był mały i niepewny. Jeśli miałby zrobić próbę analogi husarza – do komandosa gromu to, proszę sobie wyobrazić, że współczesny komandos zawodowy kupuje sobie z własnej kieszeni hamera, kamizelkę kuloodporną itp. Dostaje za to od pułkownika tylko granatnik i amunicję. Z żołdu oczywiście na hamera itd nie zarobi, więc wyposaża go rodzina ze swojego majątku bo to splendor dla rodziny i szansa na karierę.
    Co do armii poborowej, to ciekawe, że się ją lekceważy. Jest wiele przykładów w historii świetnych armii z poboru (gdy się już otrzaskała w boju i przeżyje). Bo czym się różni w wyszkoleniu żołnierz z poboru, który uczy się swojego rzemiosła przez dwa lata, od tego który podpisał kontrakt i też się szkoli dwa lata od 7 do 15(jeśli żaden nie wąchał prochu bitewnego)? Można uznać, że ten z poboru nie wybierał tej drogi więc będzie gorszy na polu bitwy. Ale sprawa nie jest taka oczywista. Do wojska z poboru trafiają także ochotnicy, a i dodatkowo nikt nie wie jak się zachowa w sytuacji ekstremalnej, jaką jest bitwa. Chyba najlepiej mieć wyszkolone wojsko na wojnach, a czy zaczynali oni jako zawodowcy czy z poboru ma mniejsze znaczenie? A pospolite ruszenie to nawet nie było wojsko z poboru, w jakim ja np. byłem. Żeby być wojskiem z poboru musieli by zostać skoszarowani, dostać zawodowych oficerów do szkolenia. Szkolić się rok lub dwa. Oficerowie w pierwszych tygodniach wybili by im z podgolonych łbów cywilne zwyczaje(zero węgrzyna i dziewek), tak ja to pamiętam ;-).
    Więc chyba pospolite ruszenie nie było armią z poboru jaka była u nas, powiedzmy 20 lat temu. Więc proste porównanie pospolite ruszenie = armia z poboru (dzisiejsza) jest też chyba nie uprawnione?

    • Avatar
      michcron :

      Ups, trochę w złym miejscu umieściłem komentarz. Przepraszam.
      A wracając do tematu to tylko chciałbym dodać, żeby nie robić takich porównań:
      Dawne wojsko zaciężne = współczesne wojsko zawodowe
      Dawne pospolite ruszenie = wojsko z poboru
      Dawne wojsko zaciężne to dawne wojsko zaciężne i tyle. Dawne pospolite ruszenie to dawne pospolite ruszenie i tyle. Można czytać z przyjemnością Pana Sikorę i poznawać te dawne formację rycerskie – wojskowe bez porównań do współczesności. Wydaje mi się, że po co porównywać rzeczy nie do końca porównywalne 😉