Czesław Okińczyc, właściciel polskojęzycznych mediów na Litwie wzywający Polaków do większej integracji z Litwinami, którego nazwisko widnieje na liście współpracowników KGB, próbował odsunąć od siebie podejrzenia, powołując się na pismo z niewłaściwej instytucji, co wykazał mu poseł AWPL-ZChR.
Na łamach portalu mojekresy.pl, Antoni Matulewicz przypomniał, jak w lutym tego roku Vitas Tomkus, redaktor naczelny litewskiego tygodnika „Respublika“, opublikował listę mającą zawierać nazwiska współpracowników KGB. Znalazło się na niej wiele osób związanych z litewskim życiem publicznym, w tym politycy, biznesmeni czy działacze. W tym również Czesława Okińczyca, hojnie finansowanego przez władze III RP honorowego ambasadora państwa litewskiego, biznesmena polskiego pochodzenia, właściciela polskojęzycznego Radia Znad Wilii oraz zwolennika ugodowej postawy wileńskich Polaków względem państwa litewskiego. W środowisku wileńskich Polaków reprezentuje wąską, ale wpływową grupę liberałów – zwolenników asymilacji. Przeciwstawia się polityce organizacji takich jak Związek Polaków na Litwie, Macierz Szkolna, Forum Rodziców Szkół Polskich, czy Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. Należące do Okińczyca media ostro krytykują AWPL-ZChR, a on sam również krytykuje politykę polskiej partii, wzywając Polaków do większej integracji z Litwinami.
Według Matulewicza, po pół roku „tajemniczego milczenia”, na łamach swojego portalu ZW.lt Okińczyc zabrał głos w tej sprawie. Nie zaprzeczył informacjom, według których współpracował z KGB, ale próbował podważyć „listę Tomkusa”. Opublikował oświadczenie, w którym podkreślał swój udział w komisji Rady Najwyższej Republiki Litewskiej do spraw likwidacji KGB w 1991 roku. Oświadczył też, że wystąpił z zapytaniem na swój temat do Komisji Lustracyjnej, która poinformowała, że nie posiada danych o jego potajemnej współpracy z KGB.
„Taka odpowiedź Komisji jednak nie dziwi, gdyż mecenas użył sztuczki w iście KGBistowskim stylu i wystąpił do niewłaściwej instytucji. A zatem zaświadczenie, czy raczej „papierek”, którym wymachuje nasz sygnatariusz jest niewiarygodny” – pisze Matulewicz. Jego zdaniem, Okińczyc próbuje ukryć prawdę, gdyż wystąpił do instytucji, „która od dawna nie ma już dokumentów na temat agentów KGB”, a ponadto musiał wiedzieć, że Sejm RL na 75 lat utajnił nazwiska osób współpracujących z KGB.
Matulewicz przytacza oficjalne pismo Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy, litewskiego odpowiednika polskiego IPN, z dnia 20 lipca 2018 roku do posła AWPL-ZChR Zbigniewa Jedzińskiego. Zaznaczono w nim, że to Centrum, a nie Komisja Lustracyjna, administruje bazą danych zawierającą informacje o tajnych współpracownikach KGB. Dokumenty w tej sprawie przekazano w 2011 roku. Potwierdził to również na piśmie Departament Bezpieczeństwa Państwa. Matulewicz uważa, że Okińczyc musiał o tym wiedzieć i „celowo manipuluje informacjami na swój temat, znajdującymi się w teczkach KGB”, a jego próby podważania ceł „listy Tomkusa” są niepoważne i jeszcze bardziej uwiarygodniają jej prawdziwość.
Sam Okińczyc informował, że na początku lat 90. XX wieku, „w czasach pełnej władzy Landsbergisa”, działał w charakterze „likwidatora” KGB na Litwie. Dzięki temu miał swobodny dostęp do akt sowieckiej bezpieki:
„(…) miał okazję poznać nazwiska kagiebistów i ich tajnych współpracowników, miał także dostęp do materiałów na swój temat, jeśli takie były, a raczej były, gdyż Okińczyc to przecież nie byle kto w gronie przyjaciół największego polakożercy Landsbergisa. Mecenas i reszta „likwidatorów” mieli czas i możliwości z tej wiedzy zrobić przez lata odpowiedni użytek i skrupulatnie ją wykorzystać”.
Matulewicz przyrównuje działania Okińczyca do działań tzw. Komisji Michnika, która w 1990 roku „badała” akta SB. Naczelny „Gazety Wyborczej”, powołując się na prace „komisji”, stanowczo sprzeciwiał się lustracji i bronił zakazu dostępu do dokumentów polskiej bezpieki.
„Tak było zarówno w Polsce jak i na Litwie, gdzie tylko nieliczni zapoznali się z tajnymi zbiorami, w tym Okińczyc, a w Polsce Michnik, dziś wielcy przyjaciele, szefowie bliźniaczych mediów o liberalno – lewicowym charakterze” – pisze Matulewicz. Zaznacza, że dzięki takiemu stanowi rzeczy przez wiele lat można było prowadzić rozmaite rozgrywki, a nawet szantażować określone osoby.
Poseł Jedzińskiego uważa, że Czesław Okińczyc publikując „papierek” z Komisji Lustracyjnej mógł mieć nadzieję, że żadna osoba nie będzie wnikać w zaistniałą sytuację, dzięki czemu zdoła „wywinąć się” ze stawianych mu zarzutów i ciążących na nim podejrzeń.
PRZECZYTAJ: Litwa: Okińczyc współpracował z KGB? Jedziński (AWPL): to bardzo prawdopodobne
Matulewicz zaznacza, że na należącym do Okińczyca potralu ZW.lt, pod jego tekstem skasowano wszystkie komentarze pokazujące jego „manipulacje i kagiebistowskie sztuczki” – w tym także wpis posła Jedzińskiego.
„Tak wysoce rozgarnięty polityk jak Czesław Okińczyc nie wie gdzie się trzeba zwrócić, ażeby otrzymać informację o współpracy z KGB. Przewodniczący Komisji Lustracyjnej prof. dr Algimantas Urmonas nie może przedstawić takich danych ponieważ ich po prostu nie posiada. To jakby od dentysty otrzymać zaświadczenie, że jesteś zdrowy psychicznie” – brzmiał wpis skasowany przez ZW.lt.
Przeczytaj: Robert Winnicki złożył interpelację ws. działalności i finansowania radia „Znad Wilii”
„Cóż, poprzez takie manipulacje i kneblowanie ust próbuje się uciszyć prawdę. Być może odzywają się przyzwyczajenia z dawnych czasów, gdy prawda mogła być tylko jedna, a mających inne zdanie po prostu się uciszało i odmawiało im głosu” – pisze Matulewicz. Jego zdaniem, Okińczyc zdecydował się zabrać głos dopiero teraz, gdyż „atmosfera wokół niego bardzo zgęstniała i ludzie nabrali przekonania, że kagiebiści przefarbowani na bezpiekę litewską nadal „swawolą” w kraju”. Przypuszcza, że również w Polsce mogły pojawić się zastrzeżenia w kwestii „bezwarunkowego wspierania prywatnych okińczycowych mediów wielkimi dotacjami”, m.in. ze środków Senatu czy Orlenu. „Z tego powodu media zależne od Okińczyca rozpoczęły desperacką, propagandową próbę jego wybielenia” – pisze autor, dodając, że najlepszym rozwiązaniem dla Litwy, Polaków na Litwie, jak również dla Polski, byłaby powszechna lustracja.
Pod koniec czerwca br. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin zdołała uzyskać poparcie dla procedowania projektu ustawy o ujawnieniu tajnych współpracowników KGB. Przeciwko projektowi AWPL-ZChR, autorstwa posła Jedzińskiego, szczególnie mocno oponowali znani z antypolskiego nastawienia konserwatyści ze Związku Ojczyzny – Litewskich Chrześcijańskich Demokratów.
Jedziński próbował już przeforsować lustrację w zeszłym roku, ale we wrześniu litewski parlament odrzucił jego projekt nowelizacji ustawy lustracyjnej. Prezentacja ustawy w Seimasie miała odbyć się też 3 maja br., jednak tuż przed tym punkt ten zniknął z harmonogramu obrad. Jedziński mówił wówczas, że jego zdaniem powodem tego był fakt, że podczas tamtego posiedzenia przemawiał Czesław Okińczyc, jeden z sygnatariuszy Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego, którego nazwisko widnieje „na liście współpracowników KGB”.
Mojekresy.pl / Kresy.pl
































