Aborcyjny Dream Team poinformował, że „pomógł” kobiecie w 10. tygodniu planowanej ciąży usunąć jedno z dzieci. Aborcja miała się odbyć bez wskazań medycznych. Sprawę opisała „Rzeczpospolita”, a nagłośniły ją także środowiska pro-life, w tym Fundacja Życie i Rodzina.
„Zadzwoniła do nas dzisiaj osoba w dziesiątym tygodniu ciąży bliźniaczej i zaczęła nas pytać na temat dostępności klinik aborcyjnych w Czechach, na Słowacji” — powiedziała w nagraniu na Instagramie Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu i Aborcji Bez Granic.
Wyświetl ten post na Instagramie
Według relacji aktywistki ciąża była planowana, ale para nie zakładała urodzenia dwojga dzieci. „Ta osoba jest w chcianej, planowanej ciąży, ale ponieważ jest to ciąża bliźniacza, to ich to trochę zaskoczyło jako parę. Oni nie planowali, nigdy nie myśleli o tym, żeby mieć dwójkę dzieci zamiast jednego. Więc tak naprawdę ich pierwszym pomysłem była aborcja selektywna” — dodała Wydrzyńska.
Może Cię zainteresować: Media: Koalicja Obywatelska wróci do projektu liberalizującego aborcję
Aktywistka przekonywała, że taki zabieg jest dostępny w Europie. „Aborcja selektywna jest możliwa w Europie, są ośrodki, które to robią na różnych etapach ciąży” — powiedziała Wydrzyńska. Jak dodała, kobieta „uzyskała komplet informacji, które pozwoliły, żeby jej życie było spełnione”.
Relacja środowisk pro-life
Sprawa wywołała sprzeciw środowisk broniących życia. Fundacja Życie i Rodzina Kai Godek podała, że w tego typu przypadkach najczęściej stosuje się zastrzyk z chlorku potasu w serce jednego z dzieci. „Jakim horrorem musi być taka procedura, zarówno dla zabijanego malucha, który ginie w straszliwych męczarniach, jak i jego braciszka lub siostrzyczki, będących tuż obok — nie sposób sobie nawet wyobrazić” — napisała fundacja.
Kaja Godek oceniła, że działania Aborcyjnego Dream Teamu wpisują się w próbę przesuwania granic debaty o aborcji. „Aborcyjny Dream Team intensywnie pracuje nad tym, by przesuwać granicę debaty publicznej i po prostu znormalizować zabijanie dzieci bez powodu, jako zachciankę. Nie oglądając się kompletnie na konsekwencje. Bo pamiętajmy, że mówimy o zabiegu, który powoduje nie tylko uśmiercenie jednego dziecka, ale może też realnie zaszkodzić drugiemu” — oceniła Godek.
„Działania Aborcyjnego Dream Teamu od dawna nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, nawet w rozumieniu środowisk proaborcyjnych. W środowiskach tych aktywistki ADT uchodzą za radykałów, szkodzących sprawie” — dodała Godek.
Większość klinik aborcyjnych odmawia takich zabiegów
„Rzeczpospolita” skontaktowała się z czeską kliniką, do której mają często jeździć Polki chcące dokonać aborcji. Osoba przedstawiająca się jako lekarz ginekolog wskazała, że w Czechach nie przeprowadza się takiego zabiegu bez wskazań medycznych.
„W Czechach nie wykonuje się redukcji ciąży mnogiej, jeśli nie ma wad” — napisała w rozmowie z „Rzeczpospolitą” lekarka z czeskiej kliniki.
Po pytaniu o możliwość przeprowadzenia takiego zabiegu najbliżej Polski, wskazała Holandię. „Holandia jedynie. Aczkolwiek to już zależy od lekarza, bo teoretycznie też tego się nie wykonuje na życzenie. Jest zbyt duże ryzyko uszkodzenia całej ciąży, stąd tego się na życzenie nie wykonuje” — dodała lekarka.
„To już finalnie Pani decyzja, tłumaczę tylko, dlaczego tego się nie wykonuje na życzenie” — zaznaczyła w dalszej części rozmowy.
Podobne informacje podaje strona profemina.org, według której bardzo niewielu lekarzy decyduje się na redukcję ciąży bliźniaczej do jednego dziecka bez przyczyny medycznej. Powodem mają być zarówno zastrzeżenia moralne, jak i ryzyko dla życia drugiego dziecka. Inaczej oceniane są przypadki, w których występują wady jednego z dzieci albo zagrożenie dla zdrowia matki.
Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu w rozmowie „Rzeczpospolitą opisała procedurę zabicia jednego z dzieci.
. „Aborcja selektywna, dokonywana na wczesnym etapie ciąży, czyli do około 14. tygodnia, polega na wstrzymaniu rozwoju jednego z płodów pod wpływem zastrzyku. Nie usuwa się go chirurgicznie, bo zostaje niejako wchłonięty przez wody płodowe i endometrium” — wyjaśniła.
Aktywistka wskazała, że takie zabiegi najczęściej odbywają się w Holandii. „Rzeczywiście takie zabiegi przeprowadza się najczęściej w Holandii. Są one poprzedzone konsultacjami z odpowiednikiem polskiej pomocy społecznej, z lekarzem i położną. Pacjentka jest informowana o zagrożeniach dla drugiego płodu oraz o możliwości przerwania całej ciąży. Specjaliści radzą jej, czym się kierować przy wyborze płodu. W efekcie tych rozmów część pacjentek zmienia swoje pierwotne nastawienie” — dodała Broniarczyk.
Wcześniejsze kontrowersje proaborcyjnych aktytwistek
W 2018 roku działaczki Aborcyjnego Dream Teamu wystąpiły na okładce „Wysokich Obcasów” w koszulkach z napisem „Aborcja jest ok”. W 2023 roku Justyna Wydrzyńska została skazana na osiem miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych za przekazanie tabletek aborcyjnych kobiecie w czasie pandemii. Wyrok został później uchylony, a sprawa skierowana do ponownego rozpoznania.
W 2022 roku organizacja podała w podsumowaniu działalności, że wśród ciąż, które pomogła przerwać, najstarsza liczyła 37 tygodni.
W ubiegłym roku szeroką debatę wywołała inna późna aborcja, w której pomagała Fundacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny „Federa”. Dziecko określane w mediach jako „Felek z Oleśnicy”, chore na łamliwość kości, zostało zabite zastrzykiem z chlorku potasu w serce w 37. tygodniu ciąży. Sprawa doprowadziła m.in. do interwencji poselskiej Grzegorza Brauna wobec lekarki Gizeli Jagielskiej.
W Polsce tzw. przesłanka psychiatryczną przedstawiona w sierpniu 2024 roku przez ówczesną minister zdrowia Izabelę Leszczynę umożliwiła de facto na przeprowadzanie aborcji aż do momentu narodzin. Takie zaświadczenie może być wydane nawet w przypadku „złego samopoczucia”, co wyklucza obiektywne przesłanki jej przeprowadzenia. Spekulacje te mogę potwierdzić dane podane na przykładzie szpitala w Oleśnicy, w którym w 2024 r. abortowano 155 dzieci poczętych – wszystkie na tę przesłankę.
Kresy.pl/Rzeczpospilita































