Powołując się na anonimowe źródła agencja Associated Press twierdzi, że dynaści Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich prywatnie komunikują zupełnie coś innego niż mówią publicznie.
Według agencji, przedstawiciele dynastii rządzących Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Kuwejtem i Bahrajnem są sfrustrowani tym, że prezydent USA Donald Trump rozpoczął wojnę przeciwko Iranowi nie informując ich z wyprzedzeniem o uderzeniu oraz nie słuchając ich ostrzeżeń jakie skutki w regionie wywoła taki atak. Zarazem w chwili, gdy wojna eskalowała nie chcą już jej zakończenia zanim nie zostaną w poważniejszym stopniu zmienione władze w Teheranie.
Według anonimowych źródeł agencji w USA, Izraelu i samych monarchiach Zatoki Perskiej, dwie z nich w sposób szczególny naciskają na kontynuowanie wojny z Iranem. To Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ich antyirańską postawę popierają Bahrajn i Kuwejt. Natomiast Katar i Oman skłonne są raczej popierać proces pokojowy.
Czytaj także: Katarska dyplomacja ocenia, iż wojna obaliła podstawy dotychczasowego ładu na Bliskim Wschodzie [+VIDEO]
Saudowie mieli jednak przekonać Trumpa, że zakończenie wojny na obecnym etapie nie przyniesie “dobrego układu”, w tym bezpieczeństwa władztwu ich samych. Według AP stawiają oni maksymalistyczne warunki likwidacji nie tylko irańskiego programu atomowego, ale też rakietowego, wstrzymania wsparcia Teheranu dla szyickich organizacji w regionie oraz oddanie kontroli nad cieśniną Ormuz.
Agencja ocenia, że tak daleko idące warunki wymagałyby całkowitej zmiany polityki władz Iranu, lub zmiany ich samych. To zresztą wprost zakomunikowały Zjednoczone Emiraty Arabskie. „Irański reżim […] nie jest już akceptowalnym elementem regionalnego krajobrazu” – przekazała Nura al-Kaabi, minister stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych ZEA.
Choć następca saudyjskiego tronu, Mohammad ibn Salman prywatnie ma być jednym z antyirańskich “jastrzębi”, to jednak w jego królestwie narasta lęk przed rodzajem odwetu Iranu, w przypadku dalszej eskalacji wojny.
Iran ostrzegł już, że zaatakuje krytyczną infrastrukturę swoich sąsiadów, w tym zakłady odsalania wody, wykorzystywane do dostarczania wody pitnej ich mieszkańcom, jeśli Trump zrealizuje swoją groźbę ataku na irańskie elektrownie.
28 lutego rano USA i Izrael rozpoczęły zbrojny atak na Iran. Fala bombardowań jest znacząco większa niż w czasie pierwszego dnia wojny dwunastodniowej z czerwca zeszłego roku. Atak został przeprowadzony także na bazę proirańskiej milicji w Iraku. Izrael rozpoczął również bombardowania Libanu, w tym jego stolicy Bejrutu.
Poważniejsza jest także militarna odpowiedź Iranu, który wystrzelił rakiety nie tylko na Izrael, ale na bazy amerykańskie i inne obiekty w Omanie, Jordanii, Katarze, Kuwejcie, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Celem ataku była też brytyjska baza wojskowa na Cyprze. Iran odnotowuje sukcesy, poraził między innymi radar wczesnego ostrzegania rozlokowany w Zjednoczonych Emieratów Arabskich warty pół miliarda dolarów.
Szczególne straty z powodu tego irańskiego odwetu poniósł Katar. Doszło do znacznych szkód w instalacjach przetwarzania gazu i gazoport Ras Laffan, które są niemożliwe do szybkiej naprawy. Ras Laffan, położone 80 km na północ od stolicy Kataru – Dohy, jest centrum przemysłu energetycznego i siedzibą wielu międzynarodowych firm. Znajdują się tam instalacje przetwarzania gazu ziemnego i jego pompowania na statki. Katar jest jednym z czołowych eksporterów tego surowca.
apnews.com/kresy.pl































