25 marca 2010 roku w wieku 98 lat zmarła Irena Sandecka – nauczycielka, działaczka społeczna i jedna z najbardziej zasłużonych postaci polskiego życia na Wołyniu.

Przez dziesięciolecia była symbolem trwania polskości w Krzemieńcu. W czasie II wojny światowej uratowała życie wielu Polakom.

Urodzona na Kijowszczyźnie

Sandecka urodziła się 11 kwietnia 1912 roku w Humaniu na Kijowszczyźnie w rodzinie o patriotycznych tradycjach. Jako kilkuletnia dziewczynka z rodzicami przeniosła się do Warszawy, a potem do Krzemieńca. – Moi rodzice zdecydowali się na wyjazd do Polski w 1921 roku, gdy miałam dziewięć lat – wspominała na naszych łamach. – Stało się jasne, że Humań na mocy traktatu ryskiego nie wróci już do Rzeczypospolitej. Ojciec zdawał sobie z tego sprawę wcześniej i wyprzedawał na miejscowym targu wszystkie cenniejsze rzeczy, żeby nic nie zostawić bolszewikom. W 1921 roku rodzice, wraz ze mną i bratem, przedostali się do Polski przez „zieloną granicę”, korzystając z opłaconych przewodników. Każdy z nich po drodze zabierał, co tylko się dało. Wyjechaliśmy z Humania wozem pełnym dobytku, a granicę przekroczyliśmy już tylko z tym, co mieliśmy w tobołkach na plecach. Pamiętam, że rodzice zawiesili mi na szyi wszystkie obrączki i kosztowności. Jako najmniejsza i niepozorna nie zwracałam uwagi.

Ukończyła Liceum Krzemienieckie oraz studia pedagogiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracowała jako nauczycielka w Równem, Krzemieńcu i Sosnowcu. Wybuch II wojny światowej zastał ją w Belgii, gdzie prowadziła harcerskie półkolonie dla dzieci polskich robotników. Natychmiast podjęła decyzję o powrocie do kraju – przez kilka państw Europy dotarła do Lwowa, gdzie zgłosiła się do obrony miasta. Po powrocie do Krzemieńca zaangażowała się w działalność konspiracyjną, współpracując z Delegaturą Rządu na Kraj i Armią Krajową.

Uratowała dziesiątki osób, w tym wiele dzieci

Najważniejszym okresem jej działalności był czas rzezi wołyńskiej. Od 1943 roku organizowała pomoc dla ludności polskiej zagrożonej atakami nacjonalistów ukraińskich. Ratowała mieszkańców Wiśniowca, organizując ich ewakuację z udziałem niemieckiej eskorty, a także wysyłała konwoje w poszukiwaniu ocalałych z pogromów.

Opiekowała się uchodźcami trafiającymi do Krzemieńca oraz organizowała transporty sierot i matek z dziećmi do Krakowa. Dzięki zdobytym dokumentom i wsparciu administracyjnemu udawało się wywozić najbardziej potrzebujących spod bezpośredniego zagrożenia. Zbierała także relacje osób, które ocalały z rzezi.

W samym powiecie krzemienieckim spalono wówczas 53 folwarki, w tym wszystkie należące do Liceum Krzemienieckiego. – Ukraińskie oddziały dążyły do zniszczenia ośrodków, w których bronili się Polacy, dopuszczając się przy tym wyjątkowo brutalnych zbrodni – mówiła Kresom.pl Sandecka. – W Szpikołosach, wsi zamieszkanej przez kilkanaście polskich rodzin, doszło do ich wymordowania i spalenia gospodarstw. Według relacji ofiary zabijano w sposób szczególnie okrutny, a sprawcami byli miejscowi mieszkańcy, często kierujący się chęcią przejęcia majątku polskich sąsiadów. Skala przemocy była tak duża, że wywołała reakcję niemieckich władz okupacyjnych, które w odwecie spacyfikowały ukraińską część wsi, niszcząc ją.

Po wojnie została w ZSRR

W maju 1944 roku pani Irena została aresztowana przez Sowietów i przez kilka miesięcy więziona w Krzemieńcu i Zbarażu. Po wojnie, mimo możliwości wyjazdu, pozostała na Wołyniu. Do 1969 roku pracowała jako laborantka.

Prowadziła tajne nauczanie języka polskiego, a przez wiele lat była organistką i kierowała chórem w kościele św. Stanisława – jedynej wówczas świątyni z liturgią w języku polskim w regionie. Działała także jako katechetka i wychowawczyni młodzieży. „Prowadząc nauczanie dzieci, pani Irena dbała, by w kościele zawsze rozbrzmiewała polska mowa, wchodząc często w konflikt z niektórymi proboszczami, którzy posługiwali w krzemienieckiej parafii” – pisał na naszych łamach Marek A. Koprowski.

Szczególne znaczenie miała jej działalność na rzecz zachowania polskiego dziedzictwa w Krzemieńcu. Opiekowała się polskimi grobami, zabiegała o ochronę miejsc związanych z Juliuszem Słowackim, współtworzyła Towarzystwo Odrodzenia Kultury Polskiej i przyczyniła się do powstania muzeum poety. Przez lata cieszyła się ogromnym autorytetem wśród miejscowych Polaków, stając się jedną z najważniejszych postaci podtrzymujących ich tożsamość i życie kulturalne.

„Bez wątpienia może uchodzić za symbol polskiego trwania na dawnych Kresach Rzeczypospolitej” – podsumowuje Marek Koprowski. Prywatnie Irena Sandecka była osobą niezwykle gościnną, imponującą skromnością i poczuciem humoru. Swój dom, w którym niegdyś mieszkał twórca i dyrektor Ogrodu Botanicznego w Krzemieńcu, profesor Wilibald Besser, zapisała „Wspólnocie Polskiej”, chcąc, by po jej śmierci nadal służył polskości.

Przeczytaj cykl wspomnień Ireny Sandeckiej:

Od Humania do Krzemieńca

Za Sowietów we Lwowie

W Krzemieńcu za Sowietów

Kresy.pl / IPN

Tagi: , , , ,
forma płatności