Polskie, a w jeszcze większej liczbie litewskie ciężarówki i naczepy utknęły na Białorusi w czasie eskalacji konfliktu między jej władzami a Warszawą i Wilnem. Politycy nie zdołali ich uwolnić.
Rząd Litwy zdecydował 29 października o zamknięciu dwóch ostatnich czynnych przejść na granicy z Białorusią do końca listopada pod wpływem czterokrotnego wlotu w przestrzeń powietrzną Litwy balonów przemytniczych, co powodowało konieczność wstrzymywania ruchu na lotniskach w Wilnie i Kownie. Władze Litwy oskarżały oficjalny Mińsk o przymykanie oczu na działalność przemytników. W wyniku nagłej decyzji rządu Litwy na Białorusi utknęło ponad tysiąc ciężarówek należących do litewskich firm transportowych.
Po pewnym czasie białoruskie służby zaczęły kierować je na płatne parkingi, gdzie dobowy koszt postoju sięgał 120 euro. Wywołało to sprzeciw litewskich przedsiębiorców, którzy postulowali otwarcie granicy.
Wobec takie sytuacji rząd Litwy 20 listopada zdecydował się otworzyć wspomniane dwa przejścia graniczne mimo, że wcześniej twierdził, iż będą one zamknięte co najmniej do 30 listopada.
Mimo tego, część litewskich ciężarówek pozostała zatrzymana na białoruskich parkingach, a przewoźnicy nie mogli przywrócić ich do działania w swoich firmach. Nie potrafiąc rozwiązać problemu władze Litwy apelowały do Komisji Europejskiej o pomoc.
Tymczasem emigracyjny, opozycyjny portal białoruski Zierkało podał w poniedziałek, litewscy, ale też w mniejszej liczbie polscy przewoźnicy, doczekali się swojego sprzętu. Decyzję tę podjął Aleksander Łukaszenka po rozpatrzeniu wniosków litewskich i polskich przewoźników, poinformował Państwowy Komitet Celny Białorusi, na który powołuje się Zierkało.
„Pojazdy zarejestrowane na Litwie będą mogły opuszczać Białoruś na kierunku litewskim zgodnie z obowiązującymi przepisami. Pojazdy litewskie, będące faktycznie własnością polskich przewoźników, również będą mogły opuszczać Białoruś na kierunku polskim, gdzie sąsiednia strona jest bardziej aktywna”- oświadczyła białoruska instytucja.
Na początku marca litewskie stowarzyszenie przewoźników Linava zwróciło się do Komisji Europejskiej w sprawie ciężarówek zatrzymanych na Białorusi, domagając się skoordynowanych działań dyplomatycznych i prawnych na szczeblu UE. Komisja odpowiedziała 18 marca, że działania Mińska są „niedopuszczalne i nieuzasadnione” i że kwestia zatrzymanych ciężarówek „jest rozpatrywana na najwyższym szczeblu UE i została już włączona do międzynarodowej agendy”.
Przedsiębiorcy najwyraźniej nie chcieli już czekać na eurokratów i wzięli sprawę w swoje ręce. 17 marca 2026 roku przewoźnicy polscy i litewscy rozmawiali na ten temat z premierem Białorusi Aleksandrem Turczynem.
Po zakończeniu spotkania wiceminister spraw zagranicznych Białorusi Igor Siekreta podkreślił, że Mińsk podejmie decyzję w sprawie ciężarówek z litewskimi numerami rejestracyjnymi i „poinformuje o niej partnerów z Litwy i Polski”. Jednocześnie oskarżył władze Litwy o brak chęci utrzymywania relacji na poziomie politycznym.
Prezydent Białorusi skomentował decyzję o wypuszczeniu ciężarówek. Jak stwierdził „pomimo możliwości konfiskaty pojazdów, strona białoruska nie ma zamiaru ani chęci, aby z tego skorzystać”. Jak tłumaczył – „Poleciłem rządowi: Spotkajcie się z nimi i porozmawiajcie po ludzku. Zasiedli do stołu negocjacyjnego, wysłuchali ich i przekazali mi informacje. Podejmę decyzję i sądzę, że w poniedziałek rozpoczniemy proces zwracania tych ciężarówek. Zwrócimy te pojazdy. Szkoda mi Polaków i Litwinów” – słowa Łukaszenki zacytował litewski portal Alfa.
news.zerkalo.io/alfa.lt/kresy.pl
































