W Nigerii Stany Zjednoczone rozmieściły drony MQ-9 oraz około 200 żołnierzy, którzy wspierają miejscową armię szkoleniem i wywiadem w walce z islamistycznymi bojownikami. Amerykańskie siły działają z lotniska Bauchi i formalnie nie uczestniczą bezpośrednio w walkach na linii frontu. To ponowne zaangażowanie USA w Afryce Zachodniej po wycofaniu się z sąsiedniego Nigru.
W Nigerii amerykańskie wojsko rozmieściło drony MQ-9 oraz około 200 żołnierzy, którzy zapewniają szkolenie i wsparcie wywiadowcze siłom walczącym z islamistycznymi bojownikami na północy kraju, co potwierdzili urzędnicy amerykańscy i nigeryjscy.
Zobacz również:
- USA żądają zniesienia prawa szariatu w Nigerii. Spór o prześladowania chrześcijan
- Nigeria: Boko Haram zażądało okupu. Setki mieszkańców uciekły po groźbie ataku
Amerykańskie wojska nie są zintegrowane z nigeryjskimi jednostkami na linii frontu, a używane przez nie drony mają prowadzić rozpoznanie i zbierać dane wywiadowcze, nie zaś wykonywać uderzenia z powietrza. Wcześniej w lutym USA wysłały do Nigerii niewielki kontyngent oficerów wojskowych.
Obecne rozmieszczenie sił USA nastąpiło po amerykańskich nalotach wymierzonych pod koniec 2025 roku w bojowników działających w północno-zachodniej Nigerii. Ruch ten pokazuje ponowne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w zwalczanie powstań powiązanych z Państwem Islamskim i Al-Kaidą, które rozszerzają swoją aktywność w Afryce Zachodniej.
Wcześniej amerykańska armia utrzymywała w sąsiednim Nigrze bazę dronów wartą 100 mln dolarów, gdzie stacjonowało około 1000 żołnierzy monitorujących bojowników w regionie Sahelu. Baza została zamknięta w 2024 roku po żądaniu wycofania sił przez juntę Nigru, co wpisywało się w szersze odrzucenie zachodniego wsparcia wojskowego przez państwa regionu.
W tym tygodniu w północno-wschodniej Nigerii atak terrorystów-samobójców na miasto garnizonowe pokazał, że trwająca od 17 lat rebelia nadal jest zdolna do uderzania w ośrodki miejskie. Równocześnie bojownicy nasilili ataki na północnym zachodzie kraju, w pobliżu granicy z Beninem i Nigrem, gdzie długotrwały kryzys bandytyzmu grozi przekształceniem się w kolejne ognisko działalności islamistów.
Przedstawiciel amerykańskiego resortu obrony zaznaczył, że drony oraz żołnierze zostali rozmieszczeni na prośbę władz Nigerii w celu zbierania informacji wywiadowczych. „Postrzegamy to jako wspólne zagrożenie dla bezpieczeństwa” — powiedział przedstawiciel resortu obrony USA.
W Nigerii generał dywizji Samaila Uba, dyrektor informacji o obronności w Kwaterze Głównej Obrony, potwierdził, że Stany Zjednoczone wykorzystują zasoby z lotniska Bauchi na północnym wschodzie kraju. „To wsparcie opiera się na nowo utworzonej amerykańsko-nigeryjskiej komórce wywiadowczej, która nadal dostarcza naszym dowódcom polowym wartościowe informacje wywiadowcze” — powiedział agencji Reuters generał dywizji Samaila Uba. „Nasi partnerzy z USA nadal pełnią ściśle niebojową rolę, umożliwiając prowadzenie operacji pod przewodnictwem władz Nigerii” — dodał generał.
Uba zaznaczył również, że harmonogram obecności sił USA w Nigerii będzie ustalany za obopólną zgodą. Wskazał też, że amerykańskie wsparcie pomaga nigeryjskim siłom „identyfikować, śledzić i reagować na zagrożenia terrorystyczne”.
Drony MQ-9, określane czasem jako Reaper, mogą operować na dużej wysokości przez ponad 27 godzin. Maszyny te nadają się zarówno do prowadzenia rozpoznania, jak i do wykonywania ataków powietrznych, choć w obecnej misji mają służyć wyłącznie wsparciu wywiadowczemu.
Pod koniec 2025 roku prezydent USA Donald Trump zezwolił na ataki powietrzne na cele w Nigerii i zasygnalizował możliwość dalszych operacji militarnych USA w tym kraju. 25 grudnia Stany Zjednoczone przeprowadziły naloty na cele Państwa Islamskiego w tym kraju.
W listopadzie Trump polecił Dowództwu Stanów Zjednoczonych w Afryce (AFRICOM) opracowanie planów ewentualnej interwencji w Nigerii. Decyzja miała związek z nasileniem przemocy wobec chrześcijan i aktywnością islamskich organizacji terrorystycznych na północy kraju. Pentagon przygotował trzy warianty operacji, od wsparcia szkoleniowego po naloty lotnicze.
Nigeria, najludniejszy kraj Afryki liczący ponad 200 mln mieszkańców, od lat zmaga się z działalnością organizacji terrorystycznych, takich jak Boko Haram i Prowincja Państwa Islamskiego. Ich ofiarami są zarówno chrześcijanie, jak i mniej radykalni muzułmanie, a kolejne zamachy destabilizują północne regiony państwa i zagrażają jego suwerenności.
W Nigerii w ciągu pierwszych 220 dni 2025 r. zabito ponad 7 tys. chrześcijan, co oznacza średnio ponad 30 ofiar dziennie – wynika z raportu nigeryjskiej organizacji praw człowieka Intersociety.
Organizacja podkreśla, że od 2009 r., kiedy powstało Boko Haram – dżihadystyczna grupa dążąca do ustanowienia kalifatu – przemoc zmusiła co najmniej 12 mln chrześcijan do opuszczenia domów. Według wyliczeń Intersociety w ciągu tych 16 lat zginęło 189 tys. cywilów, w tym 125 tys. chrześcijan i 60 tys. liberalnych muzułmanów. Równocześnie odnotowano niemal 8 tys. porwań chrześcijan, w tym ponad 600 duchownych, zniszczenie 19,1 tys. kościołów oraz przesiedlenie ponad 1,1 tys. wspólnot chrześcijańskich.
Kresy.pl/Reuters
































