Węgierski rząd znalazł się pod presją po wypowiedzi Gergelya Gulyása, który dopuścił możliwość rozważenia wsparcia USA w rejonie cieśniny Ormuz. Viktor Orbán i Péter Szijjártó odcięli się od tej sugestii.

Na Węgrzech wybuchł polityczny spór po czwartkowym briefingu rządowym, podczas którego szef kancelarii premiera Gergely Gulyás został zapytany, czy Donald Trump zwrócił się do Budapesztu o wsparcie w działaniach związanych z cieśniną Ormuz.

Minister odpowiedział, że taka prośba nie padła. Dopytywany o wariant hipotetyczny, zaznaczył jednak, że gdyby do tego doszło, Węgry „rozważyłyby” udzielenie pomocy. Jednocześnie podkreślił, że rząd nie zajmuje się obecnie takimi scenariuszami.

Wypowiedź szybko wywołała kontrowersje.

Do sprawy odniósł się premier Węgier Viktor Orbán. Pytany o słowa swojego ministra w piątek w Brukseli, określił je jako „nonsens”. Gdy dopytano go, czy chodzi właśnie o wypowiedź Gulyása, potwierdził to. Dodał też ironicznie, że Węgry mogłyby rozważać taki udział „gdyby miały morze i marynarkę”.

Z kolei minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó zaznaczył, że Stany Zjednoczone nie wystąpiły do Węgier z żadną prośbą, a cała dyskusja ma charakter czysto spekulacyjny. Podkreślił też, że Węgry nie wyślą żołnierzy.

Do czwartkowej wypowiedzi ministra odniósł się lider opozycyjnej partii Tisza Péter Magyar. Zarzucił rządowi hipokryzję i stwierdził, że z wypowiedzi Gulyása wynika w praktyce gotowość wysłania węgierskich żołnierzy za granicę, jeśli zażądałby tego prezydent USA. Opozycja zaczęła rozpowszechniać nagranie w mediach społecznościowych, przedstawiając je jako dowód, że deklarowana przez rząd „polityka pokoju” ma charakter warunkowy.

Zobacz: USA ograniczą bazy w Europie? Trump krytykuje NATO

dailynewshungary.com / telex.hu / Kresy.pl

Tagi: , , ,
forma płatności